Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okultyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okultyzm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2026

Andrzej Sapkowski „Narrenturm”

 

Wszystkich części „Wiedźmina” jeszcze nie przeczytałem. Zrobię to po obejrzeniu ostatniego sezonu serialu, który także mam do nadrobienia. Wiem, nie ma na co patrzeć; oglądanie produkcji Netfliksa jest jak jedzenie kiviaka na Grenlandii, ale przynajmniej człowiek zobaczy jak sprofanowano twórczość znanego polskiego pisarza. Mój tata namawiał mnie gorąco do przeczytania Trylogii Husyckiej, którą z resztą podarował mi na Gwiazdkę. W końcu musiałem wygospodarować trochę czasu i na nią.

Niby dalekie jest to od klimatu wiedźmina, ale czy aby na pewno? Tutaj pojawiają się typowe dla Sapkowskiego wątki – chędożenie cudzych żon, czary i demony, germańskie nazwiska i stałe wędrówki z przygodami. Czyli w sumie samo życie. Akcja toczy się na Śląsku w XV w. No i właśnie jeden podstawowy zarzut jaki bym do tej książki miał to kilka dziwnych anachronizmów. Wprawdzie Sapkowski przyznaje się do części z nich; tu mam na myśli głównie „Neronomicon”, ale inne pomija na końcu książki. Rozweselił mnie sabat czarownic w święto Mabon … Nazwę tę wprowadził amerykański czarownik Aidan Kelly poszukujący celtyckiego odpowiednika mitu o zstąpieniu Persefony do Hadesu. Nawet większość wiccan nie stosuje tej nazwy, bo jest ona sztuczna i stworzona jako alternatywa dla Równonocy Jesiennej. Faux Pas! Widać, że autor inspirował się współczesnym czarownictwem.

Generalnie miły trening dla oka. Fabuła wciąga od samego początku. Kto z nas nie chciałby być podróżującym z Szarlejem i Samsonem Olbrzymem głównym bohaterem Reynevanem dążącym do zemsty, a także lądującym w łóżku z którą popadnie.

Czyta się fajnie! Polecam!

wtorek, 2 września 2025

Raymond Buckland "Wielka księga symboli magicznych i duchowych. Ilustrowany przewodnik po najskuteczniejszych znakach i omenach z różnych kultur"

 

"Wielka księga symboli magicznych i duchowych. Ilustrowany przewodnik po najskuteczniejszych znakach i omenach z różnych kultur" (Studio Astropsychologii, Białystok 2025) Raymonda Bucklanda to bardzo komercyjna, ogólna przekrojówka na temat znaków, symboli i omenów. Słowem ręczę, bardzo komercyjna. Autor przedstawia najpopularniejsze kręgi kulturowe i środowiska okultystyczne. Same symbole opisuje za pośrednictwem ezoterycznych opracowań; informacje jakby z trzeciej ręki, często powielające jakieś mityczne informacje niczym nie potwierdzone. Znalazłem też kilka błędów. 

Ogółem nie polecam. Komercha i nic ponad to. 

czwartek, 27 lutego 2025

Christopher McIntosh "Beyond The North Wind. The Fall and Rise of the Mystic North"

 

Przenosimy się myślami do tego co wyrosło na gruncie skandynawskiej mitologii. "Beyond The North Wind. The Fall and Rise of the Mystic North" Christophera McIntosha z przedmową Hilmara Örna Hilmarssona to wędrówka po Hiperborei, współczesnym neonordyckim świecie religijnym i kulturowym. Wikingowie, runy, misteria, starzy bogowie, New Age etc., czyli wszystko co potrzebne do zwałkowania nurtu nazywanego różnie; raz "Ásatrú", raz "Heathenry" i paroma jeszcze innymi terminami. Stare, dobre tematy; od mitów nordyckich, przez współczesne neopogaństwo po muzykę nawiązującą do etosu wikińskiego.

Hilmar Örn Hilmarsson


baronowa Sigrun von Schlichting

Na początku zainteresowała mnie kwestia, z którą borykamy się także w Polsce - uczy się w szkole  o bogach greckich, rzymskich, ale często pomija wierzenia przodków. McIntosh opisuje identyczne zagadnienie w swoim kraju. Jak widać to problem ogólny, który trzeba zmienić.

A tak to autor omawia  jak to wyglądało w historii, jak wygląda współcześnie - tutaj często rodzimowierstwo germańskie przedstawione zostaje od swojej uniwersalistycznej strony, mamy wzmianki o kulcie Odyna w kilku krajach. Ciekawie została przedstawiona sytuacja w Rosji, a tam sympatyków tematu nie brakuje.

Głównym atutem książki jest zebranie i opracowanie przez autora tych wszystkich pseudonaukowych teorii i dokładne jej przedstawienie. Atlantyda na północy, ludzie jako  potomkowie mieszkańców tej mitycznej krainy ... Ech, bajki nad bajkami. Ale cóż, mit się spopularyzował i do dziś wielu badaczom-amatorom przypada do gustu. 

Ogólnie w książce nie znalazłem pomyłek merytorycznych. No może, Weles jako "bóg ziemi" to lekkie naciągnięcie faktów. 

Gorąco polecam! 


Wiking z Ameryki 

Wiking z Rosji

... a ten to taki chyba w netfliksowym klimacie ...

poniedziałek, 4 maja 2020

Payam Nabarz "The Square & the Circle. The influcences of Freemasonry on Wicca and Paganism"


Nie od dziś wiadomo, że wicca czerpie swoje początki m.in. z masonerii i paramasońskich organizacji okultystycznych. Krótkie opracowanie tematu przedstawia nam Payam Nabarz, badacz ale też derwisz, sufi, druid stowarzyszenia OBOD, wskrzesiciel Światyni Mithry, w przeszłości mason, studiujący thelemę, Natha Tantrę, wicca, jogę i tai chi. 

Generalnie mam jedno wrażenie - Nabarz nie wprowadził nic wiele do tematu, czego nie opisałby w swoich pracach nieoceniony dla badań nad historią wicca Philip Heselton. Na dobrą sprawę "Kwadrat i krąg. Wpływy wolnomularstwa na wicca i pogaństwo" to powtórzenie znanych wiadomości na temat historii czarownictwa (Gerald Gardner, Stary George Pickingill), okultyzmu (Aleister Crowley i O.T.O, Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku)  i dodanych kilka informacji na temat historii masonerii. No i oczywiście wykazanie powiązań. 

Może tylko zastanawia mnie wątek rytualnej uczty; Nabarz również wspomina o ucztach masońskich jako istotnym elemencie spotkań. Czyżby wywarło to wpływ na wiccańską rytualną ucztę? Nie jest to jasno powiedziane, ale w pewnym stopniu zasygnalizowane przez autora. Zaletą pracy Nabarza są pewne wzmianki o tradycji gardneriańskiej. Nie wiedziałem, że istnieje taka funkcja "Waylock" czyli stróża rytuału, który odpędzać ma nieinicjowane osoby od obrzędu odbywającego się w okolicy. Także używanie sandałów przez przedstawicieli tejże tradycji było dla mnie czymś nowym. Zdziwiły mnie te dociekanie o Tubal Cainie. Graves w „Białej Bogini" łączy postać kowala z rogatym bogiem w postaci kenickiego Tubal Caina. Interpretacja Gravesa mogła być głównym źródłem inspiracji dla Cochrane‘a. Nie wiem dlaczego jest to tutaj pominięte?

Dziwiło mnie trochę to, że autor twierdzi, że mniej elementów masońskich pojawia się w tradycji aleksandriańskiej. Otóż nic bardziej mylnego. Wystarczy spojrzeć na podłogi w niektórych świątyniach by dostrzec charakterystyczną szachownicę. 


Tak, tak. Nawet w praktykowanych w tejże tradycji medytacjach się ona pojawia. 

Cóż rzec? Książka niewątpliwie jest warta uwagi chociaż z pozoru sprawia wrażenie krótkiej komercji. Nabarz pokazuje wielki chaos jaki w tym wszystkim występuje. W dużym stopniu został on rozwikłany, ale czasem mam wrażenie, że jest to kocioł bez dna i chyba dopiero za jakiś czas wszystko okaże się być jasne. Na to potrzeba solidnego kompendium. 

Gorąco polecam!

środa, 15 kwietnia 2020

Gary St. M. Nottingham "Welsh Border Witchcraft. A Rendition of the Welsh Occult History of the Welsh March"


Jaki czas temu, kiedy jeszcze interesowałem się czarownictwem nabyłem reklamowaną na Facebooku książkę "Welsh Border Witchcraft. A Rendition of the Welsh Occult History of the Welsh March". Stwierdziłem, że na pewno wciągnie mnie swoim klimatem - spędziłem w Walii jedno, miłe lato, stąd pozostał sentyment zarówno do tematu wiedźmiństwa jak i podróży kambryjskimi drogami. O tak! Carmarthenshire, Aberystwyth, Pembroke! Te miejsca pojawiły się w książce i od razu poprawiły mi humor.  

Początkowo czytając pracę Gary'ego St. M. Nottinghama byłem raczej czarnowidzem spodziewając się, że książka to kolejna denna komercha poruszająca po raz kolejny te same tematy, a na niedobór złego uzupełniająca treść pierdołami z zakresu ciekawostek historycznych. W gruncie rzeczy, im dalej zagłębiamy się w treść, tym staje się ona ciekawsza dając nam wgląd w nieomawiane do tej pory kwestie. 

Przenosimy się w Nieznane Regiony. 


Ale jednak nie Galaktyki, a pogranicze Anglii i Walii. Miejsce to nazywa się Walijskim Marcem, choć tematyka książki, jak to zwykle bywa przenosi się w wiele innych zakątków świata. Poznajemy walijskie zaklęcia będące ludową mieszanką chrześcijaństwa, kabały i innych wpływów. Widzimy alfabet tebański na nagrobkach czarowników. Poznajemy historię prominentnych wiedźm i czarowników z ludu; także tych mniej znanych: Johna i jego syna Henry'ego Harriesów, Elizabeth Perry, Joannę Powell. Jest trochę o grzechojadach; wynajętych na pogrzebowe ceremonie "pochłaniaczy grzechów", pogardzanych wioskowych "cwanych ludzi". Miejscami autor schodzi na tematy nam bliskie - kończy pisząc o Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku, Clanie Tubal Cain, Kościele Dziewięciu Kątów. Jest też trochę o znanych wiccankach: Doreen Valiente oraz Monice English. 

Podoba mi się, że Nottingham zastanawia się dlaczego czarownictwo w XIX stuleciu wyglądało inaczej niż ma to miejsce obecnie - dawniej "skupione na ziemi" teraz religia, feminizm i ekologizm polityczny (s. 42). Cóż rzec?


Dużo ciekawostek, nowej, nieznanej do tej pory historii czarownictwa i przede wszystkim mało powtarzania starych rzeczy. To sprawia, że książka staje się cennym opracowaniem tematu. Nie mogę stanowczo zaliczyć jej do komercyjnych. Choć nie składa się nawet ze stu stron treści zawiera cenne zdjęcia oraz informacje. 

Warto poświęcić kilka godzin na zapoznanie się z treścią.  

Gorąco polecam! 

niedziela, 29 grudnia 2019

Heather Greene "Bell, Book and Camera. A Critical History of Witches in American Film and Television"


"Świat jest pełen zła w dzisiejszych czasach. Ludzie nie potrzebują więcej czarownic"
(cytat Starej Wiedźmy z filmu "Zima czarownicy", s. 119, tł. Khaliperius) 

Męczyliśmy prace o wiedźmiej religii, praktykach czy historii. To teraz dla odmiany coś na ich temat na ekranie - "Dzwon, książka i kamera. Krytyczna historia czarownic w amerykańskim kinie i telewizji" autorstwa Heather Greene. Sam podtytuł omawianej lektury wyjaśnia wszystko. Nie trzeba nic dodawać. 

Podróżujemy od kina niemego po komercyjne seriale znane z Netflixa. Autorka na piedestale stawia produkcje amerykańskie. Jak to bywa, trudno jest omówić ten temat pomijając światowe dzieła z innych krajów; Greene wspomina o m.in. "Häxan" czy serii przygód o "Harrym Potterze". Dziwne, bo to drugie zaliczamy do produkcji amerykańsko-brytyjskiej. Cóż, tam najwidoczniej rzeczywistość widziana jest inaczej. Jest też trochę historii wicca w Stanach Zjednoczonych i jej wpływie na dokonania reżyserów.

Omówionych zostaje większość znanych filmów i seriali, od lepszych po gorsze. Zwrócona zostaje baczna uwaga na archetypowe przedstawienie czarownicy przeanalizowane w kinie każdej dekady.

Kilka ciekawostek rzuciło mi się w oczy, np. cytaty z "Czarnoksiężnika z krainy Oz", kiedy to Dorotka mówi:
"Czarownice są stare i brzydkie" (s. 62, tł. Khaliperius)
A Glinda odpowiada jej:
"Tylko złe czarownice są brzydkie" (s. 62, tł. Khaliperius)
Coś musi być na rzeczy.


Może dlatego wybrano aktora do roli czarownicy w musicalu "Jaś i Małgosia" z roku 1958? Ponadto kiedy przyglądałem się łysym paniom na konferencji prowadzonej przez Królową Wiedźm graną przez Anjelicę Huston w filmie "Wiedźmy" (1990 r.) miałem wrażenie, że to jednak nie damy sprawują swoje role. Może przynajmniej raz w historii dyskryminacji stało się zadość. 


Greene pisze też trochę o postaci mężczyzny czarownika i chłopca w filmach. Jej analiza tematu zaciekawia. Tylko, że tutaj widzimy klasyczny problem dorastania i archetypowego rycerza pokonującego smoka i zdobywającego rękę księżniczki. Bardziej by mnie zainteresował psychologiczny obraz słabego chłopca starającego się zdobyć nadnaturalne siły do czasu stania się dorosłym mężczyzną - tu wątek magiczny jest bardziej rzeczywisty a takowy topos cechuje młodych, słabych, bezradnych ludzi, którzy po odkryciu wewnętrznej siły często-gęsto porzucają świat magii. Autorka zauważa, że "male witch" to często albo mag z filmów fantasy albo postać okultysty. I co ważniejsze, mało kojarzy się z postacią wyrażającą "surową seksualność" w przeciwieństwie do swoich koleżanek po fachu. Cechuje go najczęściej sataniczna, rytualna praktyka, zdobywanie kontroli nad śmiercią i wzrost osobistej siły. W filmie "Nekromancja" Pan Cato grany przez Orsona Wellsa załatwia innym pracę, miejsce do życia i rozrywkę ich sąsiadom. Takowych magów też ze świeczką szukać. 


Książka ma jedną podstawową wadę - jest diabelnie nudna. Po kilku stronach musiałem przerywać, żeby nie zasnąć. Mam wrażenie, że autorka nie stroni od myśli feministycznej chcąc zwrócić uwagę na stereotyp wiedźmy jako kobiety pokrzywdzonej przez mężczyzn. Generalnie jednak temat zostaje dość wnikliwie omówiony, stąd nie mogę czytelników mojego bloga namawiać do ominięcia tej lektury. Ważna pozycja, acz niezbyt wciągająca. 

Jest też jedna podstawowa zaleta - rozdziały kończą się listą omawianych w nim filmów. Kto nie zna dobrze wiedźmiej filmografii może łatwo nadrobić zaległości. Wykaz jest duży, fani pentagramów, szat i ostrych noży na pewno nie przejdą wokół niego obojętnie. 

Gorąco polecam! 

poniedziałek, 4 listopada 2019

"Goetia"


A właściwie należałoby napisać "Goetia mniejszy klucz króla Salomona. Lemegeton, Księga I Clavicula Salomonis Regis". Jak podaje nam historia, to tajemniczy grymuar, którego rozmaite wersje rozeszły się po świecie. Dzięki wydawnictwu Lashtal Press opublikowany został zbiór w opracowaniu z komentarzami i ilustracjami Aleistera Crowleya.

W tym przypadku jak zawsze śmiało muszę pochwalić Krzysztofa Azarewicza za kawał dobrej roboty. Po pierwsze, przystępne tłumaczenie. Po drugie, świetny wstęp ze szczególnym pietyzmem opisujący historię "Goetii". Każdy detal, każda różnica została dokładnie zauważona i wyróżniona w przypisach. I nie tylko we wstępie, bo także w całej książce; ilość wersji manuskryptów tej magicznej księgi była duża. Redaktorzy pilnie zwracają uwagę na każdy wyraz, każdą wersję skrupulatnie je porównując. Klasyczna precyzja thelemitów. 

Grymuar jakich wiele. Zarzutów do treści mieć nie możemy. Klasyka gatunku, wokół której nie przejdzie obojętnie żaden sympatyk tematu nauk magicznych. Uwielbiam czytać imiona duchów i aniołów. Są inspirujące. Może przyzywać ich nie będę - zostawię to innym. Jedynie Lauviaha czasem pamięcią uczczę za pomoc, jakiej mi dawno temu udzielił. Magiczne kręgi, pieczęcie, imiona aniołów, zaklęcia w języku enochiańskim ... Chce się żyć i czarować, gdyby wykonanie tego wszystkiego było łatwiejsze. Niemniej i dla samej teorii warto się z treścią grymuaru zapoznać. 

Wszystkim sympatykom tematu gorąco polecam! 

środa, 24 kwietnia 2019

Nicholas Goodrick-Clarke "Black Sun. Aryan Cults, Esoteric Nazism and the Politics of Identity"


Zostajemy przy nazistowskich klimatach. 

A raczej tym co stworzyło nazistowskie podziemie i jakie wypaczenia temu towarzyszyły od prekursorów ze schyłku XIX w., przez drugą wojnę światową po dziś dzień. 

Goodrick-Clarke w swojej pracy pt. "Black Sun. Aryan Cults, Esoteric Nazism and the Politics of Identity" omawia m.in. neonazizm w Ameryce, Wielkiej Brytanii jaki powstawał wiele lat temu. Potem przechodzimy do pseudonaukowych teorii; od nowej Atlantydy, latających spodków, UFO, pochodzeniu Ariów z Aldebaranu, po lądowanie Hitlera w tajemnej bazie na Antarktydzie. Jest trochę o hindusko-podobnych wypaczeniach dawnych hitlerowskich idei (Juliusz Evola, Savitri Devi). Ale to nie wszystko, za chwilę Goodrick-Clarke omawia ezoteryczne poglądy Miquela Serrano. W końcu przechodzi do subkultur młodzieżowych. Jest trochę o nazi-satanizmie, naszym kultowym środowisku norweskich muzyków z początku lat 90. 

I przyznam, że dostrzegłem kilka merytorycznych wpadek. Albo mitów, z których stworzono suche fakty. Trudno się w tym wszystkim było autorowi dokopać do właściwych informacji. Jest to jednak książka z 2002 r. i wiele historii do tej pory obalono. No, może Jonas Åkerlund stworzył kilka nowych, ale już Lud Mroku nie jest taki tępy żeby dać się nabrać na historię o Euronymousie ścinającym włosy i słuchającym Tangerine Dream przed śmiercią. 

Dalej czytamy o Światowym Kościele Stwórcy i fundamentalistach chrześcijańskich. Jest trochę o neopogańskim ruchu neovolkistowskim, a na końcu teorie spiskowe (Rotschildowie, iluminaci i te klimaty).  

Przyznam, że pseudonaukowe teorie opisane są świetnie. Czyta się to niczym sielankę. Brednie, bo brednie, ale czy nie są one urocze? Podobnie jak zaimponowała mi Savitri Devi pielgrzymując do miejsc związanych z obecnością Adolfa Hitlera. A to, że James H. Madole studiował prace Geralda Gardnera? Dochodzę do wniosku, że Ojciec Współczesnego Czarownictwa miał wpływ na wiele zjawisk, nie tylko tych związanych z neopogaństwem. Poznałem historię ruchu skinheadowskiego i kilku nowych zespołów wartych uwagi - będzie co słuchać, bo poza polską sceną zbyt wiele decybeli antykomunistycznego rocka mi przez mózg jak do tej pory nie przeszło. 


Dużo ciekawostek, historii teorii spiskowych i pochodzenia rozmaitych pseudoteorii sprawia, że książka jest warta uwagi. Niestety trochę zawiódł mnie opis neopogaństwa. Poza informacjami, które Goodrick-Clarke zaczerpnął z pracy Mattiasa Gardella nie wiele nowego się dowiedziałem. Ale fajnie czytało się o wyprawach do Tybetu, Szamballi, Nazi Arktyce i tych miejscach. A już atak z bronią w ręku równo 10 lat temu w urodziny Adolfa Hitlera ... To w sumie nic specyficznego, gdyby nie fakt, że sprawcy byli fanami muzyki Marlyna Mansona ...

Gorąco polecam!

niedziela, 17 lutego 2019

Mattias Gardell "Gods of the Blood. The Pagan Revival and White Separatism"


Pogaństwa nigdy dosyć. A, że do tej pory wałkowałem głównie te lepsze systemy pod względem praktyki religijnej, ale przyciągające osoby o bardzo dziwnej naturze i preferencjach politycznych, stwierdziłem, że trochę rozszerzę wiedzę w przeciwnym kierunku. 

Mattias Gardell "Gods of the Blood. The Pagan Revival and White Separatism" to klasyka gatunku. Autor szczegółowo zbadał ruchy neopogańskie, głównie z obszaru Stanów Zjednoczonych, które sieją postrach odradzając ideologię neonazistowską oczyszczoną z chrześcijańskich naleciałości. Lecz nie tylko; w pracy Gardella poznajemy historię wielu chrześcijańskich, satanistycznych i innych grup religijnych promujących stare, hitlerowskie ideały na nowe, abstrakcyjne sposoby. Plus to, jak generalnie ich przedstawiciele przyczynili się do złamania prawa, napadów z bronią w ręku i innych przerażających zjawisk. Poznajmy także te liberalniejsze odmiany Ásatru. Pewnie dlatego żeby nie było, że wszyscy są źli i niegrzeczni.

Naszymi gośćmi są m.in. Stephen McNallen i Ásatrú Folk Assembly, Valgard Murray i Ásatrú Alliance, Robert Tylor i Tribe of Wulfings, Max Hyatt i Wotan's Kindred, Wotansvolk, David Lane, Else Christensen i wiele innych czołowych postaci prawdziwego kultu Odyna. Jest też trochę historii III Rzeszy, amerykańskiego rasizmu (Ku Klux Klan) i terroryzmu (m.in. David Koresh i przygoda w Waco).
Przyznam, że dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. 

1) Nie wiedziałem, że temat magii i okultyzmu jest bardzo popularny w niektórych, amerykańskich środowiskach "nazi-asatryjskich". 
 
  "A precz mi z okultyzmem! Do rezerwatu poszedł! Won!"
 
2) Nie wiedziałem, że niektórzy asatryjczycy "radykalni" obrzezają swoje dzieci (s. 78). 

Rodzimowiercy! Gdzie Wasze ambicje?*

A już skoro wspominam naszych lokalnych neopogan, to zastanowiło mnie pewne sformułowanie dotyczące rytuałów. Mianowicie, że skoro nie znane są szczegóły germańskich obrzędów, przedstawiciele jednego ze stowarzyszeń stworzyli je sobie od podstaw. Samo podejście nie jest dla mnie zaskakujące, jednak ciągle zastanawiam się na bazie jakich źródeł rodzimowiercy z różnych krajów "rekonstruują" dawne rytuały? I dlaczego dziwnym trafem są one tak do siebie podobne? 

3) Dużo ciekawostek o pseudonaukowych koncepcjach. Tutaj na piedestale stoją Niemcy i ich guru z czasów II Wojny światowej. Niemniej jak czytamy dalej tak i dziś nie brakuje odpowiednika naszych Turbo-Słowian wśród orędowników przetrwania białej rasy. Arktogäa Patria Nostra!

Praca ma kilka minusów. Rozdział poświęcony wicca to klasyczne przekalkowanie materiału powielanego w innych tekstach. Podstawowe rzeczy stroniące od wielu szczegółów - typowy ame-wiccański opis zjawiska. Nie wiem dlaczego z Wili i We autor zrobił synów Odyna? To byli jego bracia. Zdziwił mnie na wstępie tekst o kapitalizmie w wielu krajach. Pozostaje mi  tu tylko sparafrazować popularne powiedzenie, będące późniejszą przeróbką słów kardynała Richelieu:
"Strzeż mnie Panie od kapitalistów! Z socjalistami sobie poradzę!"
Książkę polecam wszystkim! Dokładny opis zjawiska.
 
=========================
*Żartowałem! Za coś takiego bym śmiercią karał!

niedziela, 25 listopada 2018

Dion Fortune "Mistyczna kabała"


To uczucie, kiedy kupisz sobie książkę, a przez kilka lat leży ona na półce, bo co chwila wpadają inne nowości w to samo miejsce, a ty przez co nie masz kiedy zacząć. Nadeszła wiekopomna chwila! Z "Samoobroną psychiczną" autorstwa Dion Fortune zapoznałem się dawno temu. Czas przyszedł na "Mistyczną kabałę". 

Ogólnie jest to bardzo wyczerpująca pozycja przedstawiająca każdy detal w tym dziwnym systemie religijnym. Przyznam, że obok pracy Fratera Barrabbasa uważam ją za jedną z lepszych, z którymi miałem okazję się zapoznać. Jest ona świetnie dopasowana do pogańskiego światopoglądu. Nie jest dla mnie też tajemnicą, że z prac Fortune korzystał Gerald Gardner tworząc swoją religię wica. Nie trzeba więc głowić się nadto żeby dopasować kabałę do potrzeb duchowych politeistów. Zresztą, pisali o tym Farrar i Bone, praktykują to też aleksandrianie, więc krótko pisząc - da się. 

Fortune reprezentuje czasy kiedy okultyzm osiągał swoje apogeum. Reprezentantów tamtej epoki żywię szczególnym sentymentem; w przeciwieństwie do wiedźm naszych czasów oscylowali oni w ciut innym światopoglądzie polityczno-społecznym. To były czasy! Czytając "Mistyczną kabałę" w oczy rzucają się pewne namiętne sformułowania:
Nadmiar dobroczynności to oznaka głupoty, nadmiar cierpliwości to cecha tchórza. Potrzeba nam sprawiedliwej i mądrej równowagi, która zapewni szczęście, zdrowie fizyczne oraz psychiczne wszystkim wokół nas, a także zrozumienia, że ofiary są konieczne, by to wszystko osiągnąć. (s. 254)
Dobrze jest to powiedzieć głośno w czasach współczesnych. Zwłaszcza zwolennikom multi-kulti.
Zmorą chrześcijaństwa jest jednostronność, odpowiada ona za wiele patologicznych zjawisk w naszym życiu narodowym i osobistym. Jednak nie możemy zapominać, że chrześcijaństwo jest odtrutką na świat pogański, śmiertelnie zatrutego własnymi jadami. Potrzeba nam tego, co chrześcijaństwo nam daje, ale niestety nie potrafimy się obejść bez tego, czego w nim brak. (s. 244)
I tu się zasadza esencja współczesnego pogaństwa - jest ono dobitnie skażone chrześcijańskimi wpływami, których np. niektórzy rodzimowiercy nie biorą pod uwagę.
Młodzieniec, pozbawiony podniety rywalizacji, opuszcza się w pracy, gdyż niewielu będzie pracować po prostu w imię pracy. Podobnie ma się rzecz z narodami - monopol, pozbawiony bodźca konkurencji, zawsze okaże się nieudolny. Wolne od konkurencji zawody zawsze cierpią na umysłową otyłość. (s. 251).
Socjaliści, kolektywiści z szeregu wystąp! Jakie to smutne, że tak mądrych słów nikt po dziesiątkach lat nie pamięta.
Potulność, miłosierdzie, czystość i miłość stały się cechami idealnego chrześcijanina, a jak słusznie zauważa Friedrich Wilhelm Nietzsche, są to cnoty niewolnika. (s. 250)
Nie mam pytań.  Podobnie jak do kwestii wykorzystywania swastyki w sefirze Kether. Już wiem, dlaczego co poniektórzy zabraniają propagowania tego symbolu.
W żadnym wypadku nie jest to homoseksualizm - zboczony i patologiczny przejaw tego zjawiska, zaburzenie emocji seksualnych, kiedy prawo przemiennej biegunowości jest błędnie pojmowane. (s. 208)
No proszę! A kto we wspomnianych przeze mnie kręgach tak lubi i praktykuje kabałę? Jak to się wszystko wyzuło z pierwotnej nauki. 

Książka bardzo szczegółowa, choć sama autorka miejscami zdradza, że nie poznała pewnych aspektów kabały w pełni. No, ale cóż w oko rzuca się zdobyta i przedstawiona wiedza, która bez najmniejszego cienia wątpliwości przeradza się w wysoką jakość tej książki. Polecam!

piątek, 3 sierpnia 2018

Maciej Witulski „Współczesne czarownictwo. Dzieje religii wicca od legendarnych sabatów po wirtualne rytuały”


This is Wiccarmaggeddon! 

A więc stało się! Przez długie lata, polski rynek wydawniczy nie mógł doczekać się solidnego, naukowego opracowania tematu dotyczącego współczesnej religii czarownic, kontrowersyjnie (na ogół) zwanej wicca. Nadeszła w końcu wiekopomna chwila! 

„Współczesne czarownictwo. Dzieje religii wicca od legendarnych sabatów po wirtualne rytuały” Macieja Witulskiego, to pierwsza w Polsce pozycja, która dokładnie i ze szczegółami opisuje historię, ewolucję, legendarne początki wicca oraz to, jak religia ta wpłynęła na kulturę współczesną. Pracę zamyka rozdział omawiający szczegółowo doktrynę, kult i organizację tego konglomeratu religijnego. 

Oczywiście już na pierwszy rzut okiem widać (nie tylko po zamieszczonej bogatej bibliografii), że praca napisana jest na solidnych podstawach. Autor korzysta wprawdzie głównie ze sprawdzonych publikacji książkowych napisanych przez znawców tematu, ale także aby uwiarygodnić swoje tezy, przeprowadził obserwację uczestniczącą w covenie tradycji aleksandriańskiej Świątyni Stella Matutina w Warszawie. Całość uzupełnił o informacje uzyskane m.in. z zamkniętych forów internetowych dla inicjowanych wiccan. Korzystał więc z wielu źródeł, uzyskał informacje od osób które (również) wyznają wicca od samego początku powstania reprezentowanej przez siebie tradycji. 

W książce Macieja Witulskiego, po raz pierwszy w Polsce opisane zostały dokładnie rytuały wicca tradycyjnej. Autor wyjaśnił bardzo precyzyjnie i z gruntowną znajomością tematu, na czym polegają wiccańskie sekrety, przysięga milczenia oraz jakie metody i zabiegi socjotechniczne stosują wiccanie, rekrutując nowych członków. Omówił również drobiazgowo ogólnodostępne  księgi cieni i udzielił wielu wyczerpujących informacji na temat rytuałów. 

Witulski krytycznie podchodzi do źródeł, w żadnym wątku nie przedstawia zagadnienia jednostronnie, czyli tak, jak pragnęliby tego sami wiccanie, natomiast stara się prezentować różne racje. Z dystansem podchodzi do autopromocyjnych zabiegów wiccan, wielokrotnie prezentujących stronniczo i w sposób wyidealizowany swój image w pisanych przez siebie podręcznikach. Jest bezdyskusyjne, że książka ma charakter obiektywnej publikacji  naukowej - autor profesjonalnie podszedł do postawionego sobie zadania, podając wiele punktów widzenia i dowodów na podane tezy. Bez żadnych oporów, dla dobra nauki ujawnia również rozliczne fakty, wstydliwie skrywane przez wyznawców. 

W oczy rzuca się pietyzm z jakim Witulski podszedł do zadania. Autor dokonał wiwisekcji wszelkich kwestii związanych z terminologią i rozwojem współczesnego czarownictwa. Klasyfikuje je i rozbija tradycyjną wicca na elementarne cząsteczki, dokładnie je analizując oraz wskazując na to, co się z czego w tej religii wywodzi. Autor daje to przykład solidnej syntezy źródeł, zahaczając także mocno o sprawy związane z okultyzmem, neopogaństwem, bajkami etc. 

Książka oprócz religijnych rytuałów zawiera wiele ciekawostek z czarowniczych kręgów. O wielu z nich przeciętny sympatyk religii wicca na pewno nawet nie słyszał. Zwyczaje, sposoby odprawiania rytuałów, etc. Autor wyraźnie rozgranicza wicca tradycyjną od eklektycznej i w przeciwieństwie do niektórych badaczy, nie wrzuca wszystkiego do jednego wora. Wyraźnie widać też obiektywizm pracy – Witulski choć jako punkt wyjścia obrał opis praktyk, w których sam brał udział, bardzo często podaje informacje o praktykach i zwyczajach innych covenów, linii i tradycji, które zdobył od wyznawców.

... Podejrzewam, że większość wiccan w Polsce o tej książce nie wypowie się w sposób pozytywny, a wręcz przeciwnie - można się spodziewać, że wyznawcy rozpoczną solidny bojkot i liczne akcje dyskredytujące zarówno publikację jak i osobę autora. Z prostej przyczyny – praca bez znieczulenia wyjawia praktycznie wszystkie informacje na temat podstaw wiccańskich praktyk. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że o ile osoby studiujące źródła anglojęzyczne wiedzą już na ten temat  prawie wszystko, tak Polacy nie mówiący po angielsku, mają wreszcie okazję dowiedzieć się dużo więcej. I do tego w skompresowanym jednym kompendium wiedzy. Spodziewany i sygnalizowany wcześniej przez autora spory opór środowiska, na pewno stanie się faktem, co autorowi jest wyraźnie obojętne. Książka ma charakter pracy naukowej więc jest adresowana wyłącznie do tych osób, które chcą wzbogacić swoją wiedzę merytoryczną, a nie dla przypadkowych, anonimowych członków rozmaitych forów internetowych, których poziom merytoryczny często delikatnie mówiąc, rozbraja. … Karawana jedzie dalej!

Praca nie ma charakteru zamkniętego. Współczesne czarownictwo, to ruch bardzo szeroki, pełen odstępstw od rozmaitych reguł. Nic nie jest oczywiste i ostateczne. Jeśli wierzyć deklaracjom  autora, z uwagi na ograniczenia wydawnicze, musiał mocno skrócić objętość swojej publikacji. Z uwagi na to, nie zawarł w swojej pierwszej książce wszystkiego, co zamierzał i planuje zrobić to w kolejnych wydaniach zostawiając sobie margines i dodatkowy czas na badania. Jak na blisko 350 stron w formacie A-4 uważam, że i tak dopiero od tej książki zaczęła się prawdziwa historia wicca w Polsce.  

Pisanie prac naukowych o wicca, bez powoływania się lub odnoszenia do zawartości tej książki, to już będzie przegrana sprawa. Jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich badaczy, fanów tematu wicca, okultyzmu, neopogaństwa, ezoteryki. Solidna, encyklopedyczna i bogata merytorycznie kompilacja wiedzy o współczesnym czarownictwie. 

Koniecznie trzeba ją przeczytać!  

piątek, 29 grudnia 2017

„The Paganism Reader” edited by Chas S. Clifton and Graham Harvey


Kiedy będę już wielki, bo na razie jestem co najwyżej wysoki (no może dwa metry w stanie spoczynku to nie wiele, ale jak wiadomo, człowiek jest z rana wyższy około centymetra niż z wieczora) i będę na studiach prowadził kurs z wicca, to zmuszę swoich nieszczęsnych studentów do przeczytania książki „The Paganism Reader”. 

Jestem bezlitosny! Będę oblewał najpiękniejsze studentki! Jak to dlaczego? Żeby móc się z nimi zobaczyć na sesjach poprawkowych. Od przybytku głowa nie boli. A przynajmniej tak mawiają ... 

Dlaczego akurat tę książkę? „The Paganism Reader” pod redakcją Chasa S. Cliftona i Grahama Harveya to antologia głównych tekstów, które przeczytać powinna każda osoba interesująca się poważnie tematem współczesnego pogaństwa. Są tutaj wykrojówki z klasyki literatury (m.in. Księga Jeremiasza, „Jemioła” Piliniusza Starszego, anonimowe dzieła: „Hymn do Matki Bogów i Hymn do Księżyca”, „Piorun – perfekcyjny umysł”, fragment listu do księdza Juliana Apostaty), teksty, na bazie których powstała wicca lub, które miały duży na nią wpływ  (m.in. Apulejusz, Charles Leland, Aleister Crowley, Rudyard Kipling, Margaret Murray, Kenneth Grahame, C.R.F. Seymour, Robert Graves), prace autorstwa pierwszych wiccan i ich najbardziej znanych kontynuatorów i naśladowców (m.in. Gerald Gardner, Robert Heinlein, Paul Huson, Hans Holzer, Raymond Buckland, June Johns, Doreen Valiente oraz jej dzieło napisane wraz z Evanem J. Jonesem),  teksty na temat późniejszego pogaństwa (m.in. Michael McNierney, Heather O’Dell, Judy Harrow, Tony Kelly, Asphodel Long, Marion Bradley, Wren Sidhe). Do tego doszła jeszcze klasyka literatury pogańskiej zarówno w starej, jak i w nowej wersji (m.in. Marie Heaney, fragmenty z Eddy), rozważania na temat pogaństwa autorstwa redaktorów, teksty o wróżkach faeries Gordona MacLellana i o Genuis Loci Barry’ego Pattersona. Jednym równoważnikiem zdania pisząc: wszystko co najważniejsze oraz kilka pobocznych uzupełnień. 

Dobre odświeżenie tematu dla kogoś, kto nie raz czytał klasykę pogańskiego gatunku. Nowościami jak dla mnie były filozoficzne rozważania w tekście McNierney’ego, choć męczą jak to z ta nauką bywa. To co napisał C.R.F. Seymour jako jeden z pierwszych wydaje się być powtarzane w następnych dekadach przez kolejne pokolenia czarownic. I pomyśleć, że takie truizmy znane były już prawdopodobnie w Covenie z New Forest. Ciekawie wypada nieżyjący już Raymond Buckland, którego poglądy ewidentnie ewoluowały (lub może powinniśmy z perpektywy osób inicjowanych w wicca tradycyjną pisać „de-ewoluowały”) od ścisłej ortodoksji do ostrego liberalizmu. Feministyczna tealogia jak zwykle pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Pozostawię temat bez komentarza. Podobają mi się ciekawe uwagi Chasa S. Cliftona na temat pogaństwa miejscowego i pogaństwa przodków. Stały problem amerykańskich wiedźm. Choć przyznam, że polskie czarownice też potrafią imponować (a przynajmniej mnie) swoim „sercowym pogaństwem”. Ale militarni poganie i ich problemy na temat zabijania i wojen opisani przez Harrow ... Obłuda jakiej mało. Chyba jestem zbyt inteligentny, żeby nabrać się na ich moralne problemy i ocenę sytuacji. 

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników tematu neopogaństwa, neopogan oraz badaczy. 

Kupić, przeczytać, położyć na półce! No i korzystać w miarę potrzeby od czasu do czasu.

piątek, 1 września 2017

Zbigniew Łagosz „Czesław Czyński. Czarny adept”


Ponownie myślami przenosimy się do przełomu XIX i XX w. Są to czasy największego okultystycznego ożywienia, które wywarło decydujący wpływ na najpopularniejsze religijno-ezoteryczne ugrupowania współczesne. Choć w tym przypadku to i tak możemy śmiało pisać o prekursorach tej epoki oraz ich wpływie na wybitne jednostki tamtego okresu. Zbigniew Łagosz po raz kolejny przedstawia nam postać Czesława Czyńskiego, jego losów, działalności, podróży i powiązanego z nim środowiska światowej sławy masonów, różokrzyżowców, martynistów. Tym razem autor postanowił zawężyć temat tylko do postaci „Punar Bhavy”; ponownie poznajemy biografię tej nietuzinkowej postaci ze szczegółami. 

Publikacja tak jak i poprzednim razem oparta została o doskonale zgromadzone unikatowe źródła i dokumenty. Życie i działalność Czyńskiego opisana jest zatem z niezwykłą, detaliczną precyzją. Łagosz poświęcił dużo miejsca problemowi skandali z udziałem Czyńskiego, jego procesom, kontrowersjom oraz zwykłym kłamstwom. A temat ten jest niezwykle popularny jeśli chodzi o notabli tego towarzystwa – nawet kilka dekad później. Tutaj zdemaskowane zostały szarlatańskie występki, z których zasłynął już za życia sławny polski hipnotyzer, mag, członek wielu „tajnych” stowarzyszeń krążąc wokół znaczących dla historii postaci, m.in. rosyjskiego cara. Dodatkowym atutem niniejszej pracy jest dobre przedstawienie rozwoju martynizmu w Polsce i co dla nas Polaków ważne – pokazanie, że rozmaite stowarzyszenia były tutaj tak samo popularne jak w innych częściach Europy czy Ameryki. 

Praca stanowi świetne uzupełnienie poprzedniej książki Łagosza pt. „Punar Bhava. Czesław Czyński i Aleister Crowley w świetle XX wiecznej tradycji ezoterycznej”, sprostowanie oraz rozwinięcie wielu omawianych wcześniej wątków. Autor ma lekkie pióro zatem wszystkim miłośnikom tematu gorąco rekomenduję jego kolejną pracę!

czwartek, 20 lipca 2017

Dayal Patterson "Black Metal. Ewolucja kultu"


DECEM ANNO

I pomyśleć, że to już dziesięć lat minęło od pamiętnego roku, w którym to obroniłem pracę magisterską pt. "Neopogańskie idee Varga Vikernesa". W tych samych dwunastu miesiącach  przeżyłem też pamiętny koncert swojego ulubionego zespołu w Nottingham. Na tę chwilę czekałem aż siedem lat bo wcześniejszej możliwości inicjacji w misterium prawdziwego zła nie miałem. Jakiś czas potem dokonałem jednej z najsmutniejszych czynności w swoim życiu - ściąłem włosy. To akurat było podyktowane łysieniem. I to wszystko wydarzyło się w 2007 roku. I pomyśleć, aż tyle wody w Wiśle upłynęło ... 

Przy okazji pochwalę się, że na dziesięciolecie pamiętnych wydarzeń nabyłem w Empiku "Władców Chaosu" Moynihana i Søderlinda. Pisząc magisterkę dysponowałem płytą z książką w wersji pdf, gdzie każda strona sfotografowana została osobno. I to w wersji anglojęzycznej. Załatwił mi ją kolega: Marcin - po dzień dzisiejszy wysławiam Twoje imię! Jeśli czytasz tego posta, to wiedz, że ten chwalebny czyn przeszedł do historii! Dziś z tytułu sentymentów wzbogaciłem swoją kolekcję lektur o nowe wydanie rzeczonej publikacji, tym razem polskojęzyczne. Pewnie za jakiś czas do niej zaglądnę, choć czytać w pełni i recenzować jej tutaj nie zamierzam.
Moja praca magisterska zadedykowana była:  
Wszystkim „Prawdziwym”, których nie zmienia czas. 
Tylko jak to przetłumaczyć na angielski? Nie mam pojęcia bo "Prawdziwym" nie miało równać się z tymi "true", tylko tymi, którzy pomimo upływu lat nie mówią, że "... już ich to wszystko znudziło ...", " ... już dawno od tego odeszli ..." etc. Czy mnie znudziło? Nie! Co najwyżej wykończyło, ale jednak z pewnych przyczyn jedną nogą tkwię w tym dalej. Chyba fakt, że sięgnąłem po pracę Dayala Pattersona jest tego najlepszym dowodem.

BLACK METAL
 
"Black Metal. Ewolucja kultu" to grube arcydzieło, prawie pięciuset stronicowe przedstawiające historię muzyki metal - głównie zespołów, które odegrały największą rolę dla black metalu jako protoplaści, mistrzowie i odstępcy od klasycznych norm. Pełna mroku, zła, Szatana, mizantropii, bólu i zdjęć pozycja dogłębnie opisuje dzieje muzyków z wielu krajów, ich biografie i problemy z nagrywaniem albumów, poświęceniem dla sprawy i rezultaty. 

 
I tak kiedy sobie czytałem o pierwszych grupach od razu włączał mi się fetyszystyczny stosunek do kaset i płyt, które gromadziłem, a które teraz znajdują się w piwnicy (nie oddam! Nie sprzedam! Fak of! Fuk, fuk!). Te analogowe brzmienia ... te urocze okładki ... tak samo te płyty, które przeszły do historii ... Kiedy słuchałem muzyki ze sprzętu audio pamiętałem doskonale gdzie się który utwór zaczyna, jak daleko muszę przewinąć. Pamiętałem perfekcyjnie skład zespołów etc. Dziś w erze YouTube, nawet nie pamiętam tytułów ulubionych ścieżek. Tak nas niszczy socjalistyczno-komunistyczny świat ...

Patterson przeprowadził całe mnóstwo wywiadów z elitą black metalu, a przynajmniej tymi panami, którzy jeszcze żyją. No właśnie! Kobiety zostały prawie zupełnie zepchnięte na margines i nikt nie narzeka na dyskryminację. Black metal jest domeną mężczyzn! Panie mogą co najwyżej słuchać. Tego im nie zabronię. To zbyt okrutne. 

Czytamy o wielu skandalach i poświęceniach. Po latach stwierdzam, że moja magisterka wcale nie zawierała jakichś strasznych, merytorycznych błędów. Prawdą się okazuje być to, że z kości Ohlina koledzy zrobili sobie amulety na pamiątkę, a zwłok chcieli spróbować, tylko za bardzo były zepsute. Nie wiedziałem też nic o licznych podpaleniach kościołów w Polsce. No może za wyjątkiem tego jednego z Woli Justowskiej, który właśnie jest odbudowywany. To co dzieje się w Norwegii to i w Polsce też się zdarza. W Rosji pod cerkwie podkłada się ładunki wybuchowe u nas raczej stosuje styl klasyczny. Nie wiedziałem też o licznych samobójstwach w tym gronie. Doszły mnie słuchy o raptem kilku. Z interesujących mnie osobiście zagadnień była fascynacja tematem wicca Cronosa z Venom, Nocturno Holocausto z Beherit czy Daniego Filtha z Cradle of Filth. Ten cytat o rysowaniu nauczycieli na szubienicach coś we mnie obudził. Chłopaki uwielbiam Was! Zresztą, kto jak kto, ale chyba Cradle of Filth zagrał najwspanialsze pod względem klimatu piosenki o czarownicach - gotyk, erotyzm, historia, piękno, okrucieństwo świata stopione w jedną całość. A to, że Manheim ocalił kościół przed spaleniem uważam, za przecenienie więzi kulturowych. A przynajmniej w jego towarzystwie wzajemnej adoracji Szatana. A to, że wielu muzyków miało rasistowskie wypowiedzi? I to jeszcze z zespołów niepodejrzewanych o to jak mój ulubiony? No proszę! Panowie ubóstwiam Was! A już poświęcenie się trzynastoletniego wokalisty Shining, który sprzedawał się pedofilowi, żeby mieć pieniądze na realizację swoich celów ... Bezcenne. Tak wygląda wyższa idea.

Pozycja zdecydowanie najlepsza jak do tej pory spośród tych na temat ciężkiej muzyki, które miałem okazję czytać. Kompilacja wielu zachowanych materiałów i informacji, wywiadów rodem z zine'ów oraz unikatowych zdjęć. Pisana jest bardzo neutralnie, Patterson pozwolił zawsze wypowiedzieć się obu stronom wielu konfliktów, choć mam wrażenie, że centralną pozycję w historii stanowi tak na prawdę Euronymous i jego śmierć. Widać, że wiele wydarzeń oscylowało wokół jego postaci, a jego przyspieszone odejście zmieniło znacznie scenę metal na świecie. Poznałem ciekawostki na temat wielu zespołów, o których wcześniej tylko dochodził mnie słuch, że istnieją. 

Swoją drogą dawniej nie zwróciłem uwagi, że większość metalowych boysbandów była "true" z założenia. Jako fan tego zepsutego, komercyjnego metalu po prostu słuchałem tego co mi się podoba, a wszelkie ideologie nie grały dla mnie większej roli. Dostrzegłem jednak pewne analogie w kwestii podziemia do mojego ulubionego życiowego tematu. Jedni się w tym zatrzymali, inni z czasem od tego odeszli, jeszcze inni dopiero po wielu latach od tego odchodzą, nieliczni obłudni próbują dalej w tym być ... Takie to znajome, ale nie będę wyjaśniał o co dokładnie mi chodzi. 

"Black Metal. Ewolucja kultu" to wręcz obowiązkowa biblia dla wszystkich spod szyldu długich włosów, czarnych ubrań i ciężkich butów. Gorąco polecam! 

wtorek, 27 czerwca 2017

Richard Kaczynski „Aleister Crowley. Prawda ciekawsza od legendy”


Z racji tego, iż Richard Kaczynski zaliczany jest do pierwszoligowych badaczy Aleistera Crowleya i całego jego dorobku nie mogłem przejść obojętnie wobec pozycji „Aleister Crowley. Prawda ciekawsza od legendy” w tłumaczeniu Krzysztofa Azarewicza, wydanej nakładem Lashtal Press. 

Niniejsze opracowanie to ogólne przedstawienie biografii Crowleya, jego twórczości, działalności, osiągnięć, sukcesów i porażek. Ponadto Kaczynski omawia organizacje, w których założyciel thelemy działał, i te, które stworzył. Dowiadujemy się ciekawych szczegółów z życia Mistrza Theriona, poznajemy struktury O.T.O., E.G.C. oraz A∴A∴. Podobnie jak w przypadku omawianej wcześniej lektury Rodneya Orpheusa „Abrahadabra” pojawia się także opis kilku wspólnych elementów; podstawowych ćwiczeń i rytuałów. 

Podobnie jak autor chyba rzuciłem się na głęboką wodę dawno temu sięgając po „Magiję w teorii i w praktyce”, z której podobnie jak i on nic kompletnie wówczas nie zrozumiałem. Ale cóż, takie były realia minionej epoki. Świat literatury tego typu dopiero się wykluwał, a człowiek kupował co było dostępne. Dziś Internet odgrywa pierwszorzędną rolę, a dzięki niemu możemy lepiej odnaleźć drogę do lektur, które powinno się czytać na początku. Do takich właśnie zaliczam pracę Kaczynskiego. Autor strawnie i metodycznie wprowadza do całego zagadnienia. Przedstawia temat we właściwej kolejności. Bardzo dokładnie opisuje struktury „tajemnych stowarzyszeń”, zwłaszcza stopnie inicjacyjne z ich dokładną charakterystyką. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że po Orpheusie Kaczynski również dobrze instruuje krok po kroku jak należy pojmować, rozumieć i praktykować thelemę. 

Gorąco polecam

piątek, 14 kwietnia 2017

Rodney Orpheus "Abrahadabra"


Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem "Magiję w teorii i w praktyce" Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem - zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem. 

"Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya" Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę - teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei. 

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać - już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego liberalnokatolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii - pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? ... 

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać "magijnych"?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette'a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane. 

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki. 

93!

wtorek, 28 marca 2017

Krzysztof Grudnik "Okultyzm i nowoczesność. Studium literaturoznawcze"


Kolejną pozycją, z która miałem niebywałą przyjemność się zapoznać jest praca doktorska Krzysztofa Grudnika "Okultyzm i nowoczesność. Studium literaturoznawcze". Oczywiście dysertacja została lekko rozwinięta na potrzeby czytelnika, a temat możemy zgłębić dzięki pnącemu się ostatnimi czasy w górę wydawnictwu Black Antlers.

Jest to ogólna przejażdżka po wszystkich miłych zabłąkanej duszy, klasycznych tematach, które niejednemu księdzu jeżą włos na głowie. 

Na samym początku Grudnik krwawo rozprawia się z terminologią. Wskazując (zresztą słusznie) na istniejący w tej dziedzinie totalny bajzel pojęciowy niczym Atylla wychodzi zwycięsko z tej wojny ustawiając wszystko na właściwym miejscu. Mur upadł! Dziwnym sposobem moje osobiste poglądy w tym zagadnieniu są zbieżne z jego wnioskami zwłaszcza w kwestii pojęcia "okultyzm" i tego, które grupy można do niego zaliczyć, a które nie. Wreszcie ktoś napisał to wprost! Ba! Nawet doskonale uargumentował. 

Dalej autor zwraca uwagę na problemy związane ze sprzeniewierzającym się wielkim magom światowym tendencjom do siania niewiary i "racjonalizmu". Szkoda, że w tym miejscu jakoś nie odniósł się do naukowych tez Ernesto de Martino (może to nie zarzut, ale ciekawiłaby mnie jego opinia w tej kwestii). Może nawet więcej byłoby argumentów za tym, że w końcu magia musi działać, skoro na całym świecie, we wszystkich epokach była ona w jakiś sposób praktykowana, o czym wzmianki występują często w historycznych traktatach (czas, przestrzeń, wydarzenia - jak to się ładnie układa nam w jedną całość).

Kolejnym atutem książki jest dobrze opisana historia wszystkich wybitnych dla tematu grup, środowisk i jednostek. Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku, Ordo Templi Orientis, spirytyzm, Mesmer, Freud - to jedne z wielu tematów, dzięki którym budzimy się z letargu, by jeszcze móc poznać poglądy polityczne notabli okultyzmu. Wszyscy wiemy, że był to czas porządnych czarowników, nie tej degrengolady lewackiej co teraz ... Oczywiście pewne informacje zdumiewały nawet mnie podczas czytania.

Dalsza część pracy to kwintesencja tematu, czyli dzieła literackie i powiązania ich autorów ze światem "prawdziwego zła w najczystszej postaci", m.in. Machen, Lovecraft, z innej strony Crowley, Huysmans, a z jeszcze innej nasza wspaniała Rzeczypospolita. I tutaj temat robi się wciągający, bo zwykle kiedy dochodzimy do rodzimych źródeł znajdujemy zaskakujące kąski na temat Szatana, czarowników mistrzów - uczniów, orgii i rytuałów opisanych w dziełach klasyków literatury polskiej. Moją uwagę przyciągnął wątek dotyczący "Nietoty" Micińskiego w opinii Krzyżanowskiego. Aż zacytuję cytat:
Powieść o Tatrach-Himalajach, siedzibie nowej religii aryjskiej w duchu i wyrazie, ułożoną wedle nikłej osi kompozycyjnej, antagonizmu Ariamana i Mangra, przeładowaną balastem artystycznie martwym a więc abstrakcyjnymi traktatami religioznawczymi, politycznymi i społecznymi, autor urozmaicił domieszką przygód, przypominających głośne opowiadania Verne'a, oraz elementami niesamowitymi, w których odżyły echa dawnego romansu grozy i jego romantycznego potomstwa, nowel fantastycznych (s. 333-334). 
Turbosłowianie wystąp! Znajdujemy kolejny wątek naprowadzający na dowód istnienia Wielkiej Lechii, a także jej jako kolebki europejskiej cywilizacji. Czyżby dawniej ludzie też tworzyli w podobnym duchu lub przynajmniej inspirowali się Wielką Tartarią, Wielką Lechią, Imperium Ramy? ... W każdym razie ciekawe. 

Dużo dobrych źródeł, wiedzy i porządnej pracy nad usystematyzowaniem tego. Obfite wnioski. Nie zdradzając tradycyjnie szczegółów, by zdobywający wiedzę o świecie Internetowi Odkrywcy nie wykorzystywali tego bez zapoznania się z oryginałem, i nie przerażali swoją nadmierną ignorancją jak to na ogół bywa - wszystkim polecam tę książkę. Stanowi doskonałe opracowanie tematu, zawiera wiele ciekawostek, a co dobre -  motywuje do dalszych poszukiwań.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn „Glęgolica: obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu tudzież pismo głębokiego wnętrza”


Do chwili obecnej,  jedyną znaną mi grupą neopogańską, silnie akcentującą rolę języka w swojej liturgii, był „Klan Ausran” z Łodzi. Stowarzyszenie to w swojej sferze religijnej odwołuje się jednak wyłącznie do praindoeuropejskich wierzeń. Temat przedchrześcijańskiej Słowiańszczyzny, na dobrą sprawę nigdy, nie stał się obiektem szerszego zainteresowania  neopogan, stawiających na pierwszym miejscu naszą spuściznę językową. Aż do dzisiaj …

Jacek Stanisław „Siwy Jar” Greczyszyn wiele lat temu, dał się poznać jako  autor jednej z pierwszych gier fabularnych, opartych na wierzeniach słowiańskich, pt. „Kruki urojenia” (1995). Kilka lat  później stworzył fenomenalnego i nowatorskiego „Tarota słowiańskiego” (ponownie wydanego jako „Tarot 40i4” w 2009). Jest także autorem publikacji: „Stanice – Chorągwie bogów” (2014), „Glęgolica – Obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu” (2015), „Nadaj herb Swojemu Rodowi. opracowanie herbu i rytuały umożliwiające rozmowę z duchami rodu” (2015). W przeszłości stworzył ramy programowe organizacji Zakon 40i4; opartej na „etnoteurgii”, której herbem była charakterystyczna i niezwykle interesująca plastycznie swastyka, złożona z czterech czwórek, tworzących centralnie biało – czerwoną szachownicę, odwrotną kolorystycznie niż występująca na naszych, lotniczych oznakowaniach wojskowych. Podstawy swojego ruchu zawarł w skrypcie pt. „Stopień ucznia zakonu 40i4. Pierwszy stopień kapłaństwa starożytney bogini Polski”.

W swojej twórczości i działalności, rozwijającej dotychczasowe zainteresowania, Greczyszyn zrobił milowy krok w nowym, prekursorskim  kierunku ezoteryczno – lingwistycznym. Jak mniema przetworzył słowiańskie obiecadła. 

Poza samymi literami, autor przedstawił także możliwości wszechstronnego zastosowania alfabetu, zarówno we wróżbiarstwie, medytacji jak i specjalnie opracowanych  dla niego  rytuałach.

Tym sposobem, autor prekursorsko wypełnił istotną lukę w polskim ruchu ezoterycznym i rodzimowierczym. 

Książka: „Glęgolica: obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu tudzież pismo głębokiego wnętrza”, to bazujący na bułgarskiej głagolicy pierwszy alfabet, stworzony z myślą o Polakach. Drugim, podobnie opracowanym w nowej interpretacji przez Greczyszyna, jest jeszcze „Biełwica”, ale  zajmiemy się nim przy innej okazji. 


Dzieło Greczyszyna cechuje się znakomitą znajomością i adaptacją polskiego słownictwa i wierzeń - obiecadło, liczydło, glęgolica to tylko niektóre, wybrane  przykłady. Stosowany "odchwaszczony" język; rzadko zawierający słowa pochodzące ze słownika wyrazów obcych, dodatkowo naduje mu unikatowego charakteru. Autor na wstępie zwraca uwagę, że Glęgolica jako system duchowy, może zostać odczytany także przez osoby spoza naszego kręgu kulturowego. Następuje tutaj więc swoisty paradoks – choć książka powstała z myślą o Polakach, cechuje ją szeroki uniwersalizm. Tworząc alfabet, autor czerpał inspiracje m.in. z kabalistycznej gematrii, sugerował się badaniami radiestezyjnymi i tematem zaklęć. Silny akcent praktyk, przy zastosowaniu Glęgolicy pada na pola, figury geometryczne, bieguny.

Autor wiedzę czerpał z alternatywnych źródeł historycznych. No i właśnie – nasuwa mi się tutaj pytanie, czy aby na pewno, pisząc o istnieniu dawnych alfabetów wykorzystał źródła najbardziej wiarygodne? Wykorzystywanie pewnych naukowych perełek, jasno wskazuje, że „Siwy Jar” bardzo dobrze przestudiował temat. Można tylko postawić pytanie, czy wnioski wysnute na bazie prac uczonych ocenianych jako kontrowersyjni, są finalnie właściwe? Nie wiemy w końcu na dzień dzisiejszy czy faktycznie Słowianie mieli własne  alfabety i znali pismo? Nauka oficjalnie mówi, że nie. Jak by nie rozsądzać, po prawdzie nie ma to i tak większego znaczenia wobec bezdyskusyjnych walorów książki. 


Greczyszyn wykorzystuje m.in. terminologię z „Księgi Welesa”, podobnie jak postacie „Białoboga i Czernoboga”, czego jednak nie można mieć mu za złe. W ezoteryce występują zupełnie inne reguły, niż w klasycznym, rodzimowierstwie słowiańskim. Opisując pewne zjawiska, można śmiało i bez ograniczeń inspirować się  czyjąś wyobraźnią, mitami, obcymi systemami religijnymi a nawet tylko obiegowymi opiniami, celem wyjaśnienia i zobrazowania mechanizmów działania różnych, niewidocznych gołym okiem fenomenów.

Ezoteryka (choćby oparta na religii dawnych Słowian) a klasyczny neopogański rekonstrukcjonizm (jak np. rodzimowierstwo słowiańskie), są wbrew pozorom oddalonymi od siebie systemami, nawet jeśli cechują je wspólne elementy. W ezoteryce, możemy wykorzystywać pewne terminy, pojęcia, sposoby podziału Wszechświata w trakcie konstruowania zaklęcia, mitu czy rytuału magicznego.  Zastosowane tego w klasycznym rodzimowierstwie, byłoby  zwyczajnie zabawne. 

Bardzo ciekawe są koncepcje biegunów, kątyny i pola mocy – po dogłębnym zapoznaniu się z Tarotem Słowiańskim stwierdzam, że wszystko zachowane jest w starym, niezmiennie bardzo dobrym, słowiańskim i klasycznym stylu Jacka Greczyszyna. Muszę jednak wszystkich przestrzec, że praktyki stworzone przez autora, wymagają silnego zaangażowania; chwila nieuwagi, tracimy wątek i musimy wszystko powtarzać. Niemniej, w mojej ocenie - Alfabet rewelacyjny. Duch Słowiańszczyzny jest obecny w każdej literze! 

Pracę, gorąco polecam wszystkim miłośnikom lingwistyki, ezoteryki i duchowości opartej na Słowiańszczyźnie! 

Polecane linki: