sobota, 22 sierpnia 2026
Mateusz Libera "Zarzewie mroku"
środa, 12 sierpnia 2026
Chris Columbus & Ned Vizzini & Chris Rylander "Dom Tajemnic. Starcie Światów".
I tak oto saga zmierza ku finałowi. Coś się kończy, coś zaczyna. "Starcie Światów" to trzecia książka z serii "Dom Tajemnic" napisana przez Chrisa Columbusa i Neda Vizzini, a tym razem do ekipy twórców dołączył jeszcze Chris Rylander.
Stare klimaty - rodzinne potyczki, egoizm Brendana i jego zamiana w zombie. Kordelia i Eleanor robią swoje jak tylko się da. Mick Tłuścioch i połączenie światów przez Wichrową Wiedźmę. Książka napisana jest w dokładnie tym samym stylu co dwie poprzednie. Tempo niczym puls - trochę się dzieje, trochę spokoju. Tak więc leżąc w Obzorze na słonecznej plaży miałem okazję poznać do końca losy rodzeństwa Walkerów. Wiele streszczał nie będę.
Myślę, że książka zasługuje na ekranizację za ileś tam lat, kiedy już skończy się Epoka Degrengolady (woke-cinema), a wszystko obdarte z politycznej poprawności przedstawiane będzie tak, jak widzowie sobie tego życzą. A ja życzę tej sadze udanej adaptacji z doborowym zespołem aktorów, pięknymi efektami specjalnymi i doskonałą muzyką. Chris Columbus to potrafi więc może i doczekamy się wspaniałego filmu pełnego, magii, historii, fantastycznych postaci i mocnej fabuły. Czy polecam? Zdecydowanie.
niedziela, 7 czerwca 2026
Andrzej Sapkowski „Narrenturm”
Wszystkich części „Wiedźmina” jeszcze nie przeczytałem.
Zrobię to po obejrzeniu ostatniego sezonu serialu, który także mam do
nadrobienia. Wiem, nie ma na co patrzeć; oglądanie produkcji Netfliksa jest jak
jedzenie kiviaka na Grenlandii, ale
przynajmniej człowiek zobaczy jak sprofanowano twórczość znanego polskiego
pisarza. Mój tata namawiał mnie gorąco do przeczytania Trylogii Husyckiej,
którą z resztą podarował mi na Gwiazdkę. W końcu musiałem wygospodarować trochę
czasu i na nią.
Niby dalekie jest to od klimatu wiedźmina, ale czy aby na
pewno? Tutaj pojawiają się typowe dla Sapkowskiego wątki – chędożenie cudzych
żon, czary i demony, germańskie nazwiska i stałe wędrówki z przygodami. Czyli w
sumie samo życie. Akcja toczy się na Śląsku w XV w. No i właśnie jeden
podstawowy zarzut jaki bym do tej książki miał to kilka dziwnych anachronizmów.
Wprawdzie Sapkowski przyznaje się do części z nich; tu mam na myśli głównie „Neronomicon”,
ale inne pomija na końcu książki. Rozweselił mnie sabat czarownic w święto
Mabon … Nazwę tę wprowadził amerykański czarownik Aidan Kelly poszukujący
celtyckiego odpowiednika mitu o zstąpieniu Persefony do Hadesu. Nawet większość
wiccan nie stosuje tej nazwy, bo jest ona sztuczna i stworzona jako alternatywa
dla Równonocy Jesiennej. Faux Pas! Widać, że autor inspirował się współczesnym
czarownictwem.
Generalnie miły trening dla oka. Fabuła wciąga od samego
początku. Kto z nas nie chciałby być podróżującym z Szarlejem i Samsonem Olbrzymem głównym bohaterem Reynevanem dążącym do zemsty, a także lądującym w łóżku z którą
popadnie.
Czyta się fajnie! Polecam!
wtorek, 10 czerwca 2025
Andrzej Sapkowski "Chrzest ognia"
wtorek, 7 stycznia 2025
Andrzej Sapkowski "Krew Elfów"
poniedziałek, 9 września 2024
Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie"
Liczę na to, że uniwersum się rozrośnie; ktoś w końcu zrealizuje porządną ekranizację książek za grube miliony, nie skażone poprawnością polityczną i lewacką ideologią. Trzymajmy kciuki!
Książkę polecam!
czwartek, 11 lipca 2024
Grzegorz Gajek "Piast"
Grzegorz Gajek jako kolejny postanawia przedstawić legendarne dzieje początków państwa polskiego od nowa. Mieliśmy już różne interpretacje; opisy gnijących trupów na polach u Kraszewskiego w "Starej baśni", pełne zaspokojenie seksualnego ego na wszystkie sposoby w "Ja, Dago" Nienackiego.
Czym jednak wyróżnia się "Piast"? Szczerze powiedziawszy trochę trąca mi to ulubionymi przez współczesnego pogan wizjami mieszania się kultury słowiańskiej i wikińskiej. Główni bohaterowie, Słowianie niebawem stają się niewolnikami i zaczynają prowadzić żywot wiciędzy. Nie będę tu zdradzał szczegółów fabuły. Jednak czuję, że trochę zmierza to w kierunku teorii Zdzisława Skroka i jego miłośników. Czy nie da się przedstawić czasów Polski przedchrześcijańskiej bez tych wątków filogermańskich?
Książkę szybko się czyta, chociaż przyznam, że nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Nie podobają mi się przedstawiane wulgaryzmy; wyraz "kurwa" powszechnie uchodzi za latynizm. Może i ta teoria jest błędna, niemniej używanie tego słowa przez ludzi z epoki przedchrześcijańskiej brzmi trochę anachronicznie. Sam język autor też stylizuje na gwarę drużyn rekonstrukcji historycznej. Nie jest on jednak "odchwaszczony".
Ogółem, może na ocenę dostateczną bym to ocenił.
sobota, 19 listopada 2022
"Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony"
Na krótki okres czasu postanowiłem zanurzyć wzrok w bieżącej literaturze usytuowanej tematycznie w starych, dobrych, słowiańskich klimatach. Widząc, że zainteresowanie czasami przedchrześcijańskimi wciąż nie maleje, na co dowodem jest mnóstwo literatury pięknej na ten temat dostępnej w Empiku, nabyłem zbioróweczkę pt. "Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony". Ogółem, są to krótkie opowiadania autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, Marty Krajewskiej, Anny Szumacher, Jagny Rolskiej, Rafała Dębskiego, Martyny Raduchowskiej, Marcina Podlewskiego, Marcina Mortki. Większość literatów pretendowała do Nagrody Zajdla, co wyróżnia się często w krótkich, zamieszczonych notkach biograficznych.
Jakie wnioski? Przyznam, że jakoś szczególnie autorzy mi nie zaimponowali. Opowiadania oceniam jako przeciętne. Na ogół przypominają typowe ludowe, czy znane z historii, powiastki silnie naładowane wiedzą o słowiańskich wierzeniach i praktykach. Pewnie dlatego, żeby czytelnik czuł się zachwycony tą "słowiańską ekspresją". Bardzo długo się męczyłem z tą książką; bo chociaż czyta się ją stosunkowo szybko, sama treść za bardzo nie wciąga. Jeden rozdzialik przypominał mi swoją treścią "Amerykańskich bogów" Gaimana, przez co uznałem, że chyba nie mamy już tak dobrych pisarzy jak dawniej, skoro brniemy w (h)amerykańskim kierunku. Wadą książki jest również to, że nie wszystkie zamieszczone opowiadania ściśle odwołują się do tytułu pracy.
Da się to czytać, ale przyznam, że trochę trąca to komercją. Nie znalazłem ani jednego opowiadania, które wyróżniałoby się czymś szczególnym, co jakoś wybitnie zapadłoby mi w pamięć. Wszystko na średnim poziomie.
niedziela, 22 maja 2022
Agnieszka Sorycz "Północny sabat"
"Gdy wieczność pochłania świat, ostatnią nadzieją są wiedźmy" jak przeczytałem na okładce. Tylko czy to prawda? "Północny sabat" Agnieszki Sorycz to kolejna, dostępna na polskim rynku wydawniczym powieść inspirowana światem wierzeń dawnych Słowian, czarownictwem i generalnie swojskimi klimatami współczesnej Polski. No pewnie, bo jak nie wiccanie to asatryjczycy, rodzimowiercy, Ankh, Auseklis ... Ja już to gdzieś widziałem.
Opowiadanko o sympatycznej damie, która boryka się z problemami migreny, ale jak się potem okazuje, nie są one czymś zwyczajnym. XXI wiek, Warszawa i wszystko co się tam dziać może. Jakby z życia przerysowane, niemniej Sorycz wprowadza nas w wyimaginowany świat Zaklinaczy, Viru, Łowców ...
Mitologię słowiańską zawartą w tekście oceniłbym na trójkę; niby mamy słowiański panteon, lecz nieco odrealniony. Biorę jednak pod uwagę fakt, że to nie praca naukowa, a typowe Rodnover Fiction. Sama fabuła też nie jest czymś nadzwyczajnym. Dziwi mnie to, że bohaterowie noszą prawie same słowiańskie imiona, co tak na prawdę nie jest dziś popularne. Dałbym kolejną ocenę dostateczną. Wizja reinkarnacji nawet nie specjalnie New Age'owa; odradzanie się bohaterów w takiej samej postaci ... No cóż, są i takie koncepcje zarówno literackie jak i filmowe. Jakość pracy psują opisy; jest ich strasznie dużo, a sam wątek fabularny traciłem nie raz czytając bardzo uważnie. Wyższość formy nad treścią. Trochę w tym romansidła, trochę przygodówki.
Osobiście "Północny sabat" mnie nie wciągnął, ale też nie ukrywam, nie jestem fanem tego typu literatury. Nie chcę jednak, żeby ktoś zarzucał mi, że pasjonuję się pogańską Słowiańszczyzną, a nie znam podstaw jeśli chodzi o muzykę, kino czy literaturę. Przebrnąłem do końca i mam nadzieję, że i Wam się to uda. Lektura nie zaskakuje, ale też nie załamuje. W mojej ocenie pół na pół.
niedziela, 3 kwietnia 2022
Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia"
Choć za literaturą fantasy nie przepadam, to nie ukrywam uwielbiam ich ekranizacje. No i rzecz jasna klimat - wojownicy, królowie, elfy, smoki, krasnoludy, czarnoksiężnicy etc. Ostatnio skusiłem się na serial "Wiedźmin". Dzięki portalowi CDA znalazłem pirackie wersje obu zrealizowanych jak dotąd sezonów. Przynajmniej Netflix na mnie nie zarobił, a ja zapoznałem się z reklamowaną głośno amerykańską mega produkcją bazująca na twórczości pisarza Polaka. Czuję, że trzeba przynajmniej w zakresie minimalnym znać kulturę współczesną, tylko szkoda, żeby zarabiali na tym producenci filmów z czarną Anną Boleyn. Wilk syty i owca cała.
À propos samego serialu to łączy on przeciwieństwa - perfekcyjnie zrealizowanego z perfekcyjnie zjebanym. Rzadko klnę, ale tutaj się po prostu nie da. Ktoś miał twardego stolca i chyba omyłkowo podtarł się scenariuszem, przez to postaci wyszły wyjątkowo czekoladowe - czarne elfy, czarne driady, czarne Zerrikanki, czarna Frangilla Vigo ... Klimaty średniowiecza z czarnoskórymi bohaterami. "No, ale przecież to tylko serial fantasy" - powie nie jeden lewak. Super! Ale czy ja już nie mogę oglądnąć sobie czegoś, co powinno sprostać moim oczekiwaniom? Tak trudno o to? Amerykańska wspakultura nowotworowa ma się rewelacyjnie. Dobrze, że widziałem piracką wersję, bo na takiego gniota szkoda złamanego grosza.
Yennefer grana przez brytyjską aktorkę o indyjskich korzeniach. W mojej ocenie uroda przeciętna, ale scena kiedy wchodzi na salę po magicznej operacji plastycznej robi wizualne wrażenie.
Ale pomijając wszelkie dotychczasowe porażki ekranizacyjne, klimat "Wiedźmina" jest rewelacyjny. W końcu się złamałem i stwierdziłem, że może przebrnę przez całą sagę. Przeczytałem już przypadkiem dwa tomy, ale teraz zacznę znowu od początku.
Triss Merigold. Nawet nie gorsza od Yennefer, tyle, że u niej z kolei semickie korzenie wypływają wizualnie na wierzch.
"Miecz przeznaczenia" to zbiór opowiadań. Jesteśmy w górach, na leśnej polanie, w nadmorskiej miejscowości, w krainie leśnych driad ... Temu Geraltowi to dobrze. Ciągle się od bab nie może odgonić. Dlaczego te sympatyczne damy lubią takich niedokastrowanych chemicznie wojowników mordujących wymierające gatunki? Z drugiej strony może lepiej takich niż jakiś "czułych, wrażliwych, będących sobą" jakich lansują trendy współczesności. No i te wiedźmy, familistka Yennefer stanowi całkowite zaprzeczenie wiccanek-aborcjonistek. Szacunek! Takie czarownice to ja podziwiam.
Czytało się szybko, przyjemnie i wciągająco. Miecze, zamki, czary. Coś wspaniałego.
Gorąco polecam!
niedziela, 14 lutego 2021
James Luceno "Darth Plagueis"
Nie wiem, czy powinienem uznać się za Lorda Vadera polskiej wicca, po tym co nawyczyniałem, ale powrót na "jasną stronę mocy" na pewno mi już nie grozi ... I Gloria Victis!
wtorek, 29 grudnia 2020
"Z duchami przy wigilijnym stole"
Nadszedł miesiąc śniegu, mikołajek, sylwestra i przede wszystkim bożego narodzenia. Na dobrą sprawę w tym roku też nie zabrakło nam ciepłej atmosfery ... Skoro mowa o grudniowych świętach, czasie kiedy nasi wspaniali przodkowie przyzywali zmarłych na oficjalną biesiadę pomyślałem, że warto może zagłębić się na krótko w literaturę związaną z tym uroczym okresem w roku. No w końcu małe zejście na plan chtoniczny nikomu nie zaszkodzi. Zwłaszcza w literackiej postaci.
"Z duchami przy wigilijnym stole" to zbiorówka różnych opowieści o duchach, napisanych głównie w minionych wiekach przez autorów z Polski, Anglii czy Ameryki. Przedzielone są wierszami znanych poetów zamiast pustymi stronicami. Poznajemy teksty autorstwa Henryka Rzewuskiego, sir Waltera Scotta, Pani Henry/ Ellen Wood, Margaret Oliphant, Elizy Lynn Linton, Stefana Grabińskiego, Jana Łady, Granta Allena i Henry'ego Jamesa. Do tego poezja Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, Johna Day, Bolesława Leśmiana, Polskiego Anonima z XV wieku.
Miałbym tylko jeden podstawowy zarzut - spodziewałem się czegoś na wzór "Opowieści wigilijnej" Karola Dickensa; duchów związanych z bożym narodzeniem, mrożących krew w żyłach treści dmuchających zimnem, śniegiem i lodem. Generalnie są to krótkie historie, w których pojawiają się zjawy. Tylko jedna z nich jakoś konkretnie powiązana jest z bożym narodzeniem. Reszta to po prostu na siłę wykrojone do zbiorówki powieści o widmach.
Wzruszyła mnie historia satanistycznej orgii, nie bardziej niż truizmy o pogaństwie i zniszczeniu dawnej religii. Ile jeszcze razy się na to natknę? Historia o pociągu też była dobra. A tak to generalnie czytamy mało szokujące opowiastki, w których widziadła nawiedzają i drażnią żyjących. Nie jest to specjalnie straszne, ale czytając można oderwać się od ponurej rzeczywistości deszczowego miesiąca. Szczególnie gdy się cierpi na bezsenność.
Czytajcie i bacznie zwracajcie uwagę na każdy szmer w pokoju. Zwłaszcza w wigilijną noc.









































