Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beletrystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beletrystyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2026

Mateusz Libera "Zarzewie mroku"


Mateusz Libera "Zarzewie mroku" (Replika, Poznań 2026) to historia kilku uroczych nastolatków, którzy jak to w życiu bywa, natrafili na siły potężniejsze od nich samych. Mamy tutaj fantastyczną historię z końcówki czerwca 2001 r. 

O rety! Skończyłem wtedy trzecią klasę liceum i odprawiłem swój pierwszy "wiccański" rytuał.  To był mniej więcej ten okres. Ale dosyć sentymentów ... A może właśnie przeciwnie - nadmiar sentymentów. Libera pisząc tę książkę przywołuje ducha lat 90. XX w. - wspomina gry z tego okresu, seriale animowane z telewizji, przekąski i napoje, muzykę ze stacji Viva ... No powiem, że trafił w moją epokę. Ale no właśnie, czy w pełni? W 2001 r. Pegasus był już passe a chwalenie się nim to byłby obciach. Faktycznie prym wiodły inne konsole m.in. Ninitendo 64, Sony Playstation czy Sega Saturn. Choć to było ze dwa, może trzy lata wcześniej w okolicach 1998 r. kiedy się jeszcze lubowałem w gierkach komputerowych. No w każdym razie jak na rok 2001 pewne elementy książki trącają mi bardziej początkiem lat 90. niż ich schyłkiem. 

Co zaś do reszty tego dzieła - nie jest ono jakieś nadzwyczajne; historia, którą tu się przedstawia nie robi na mnie wrażenia. Słownictwo na podstawowym poziomie. Nie wykluczam, że można w nich dostrzec trochę anachronicznych wyrażeń, bardziej typowych dla PRLu niż epoki późniejszej. 

Ogółem komercja jakich pełno w czasach obecnych. Oceniam ją jako przeciętną. 

środa, 12 sierpnia 2026

Chris Columbus & Ned Vizzini & Chris Rylander "Dom Tajemnic. Starcie Światów".


I tak oto saga zmierza ku finałowi. Coś się kończy, coś zaczyna.  "Starcie Światów" to trzecia książka z serii "Dom Tajemnic" napisana przez Chrisa Columbusa i Neda Vizzini, a tym razem do ekipy twórców dołączył jeszcze Chris Rylander.

Stare klimaty - rodzinne potyczki, egoizm Brendana i jego zamiana w zombie. Kordelia i Eleanor robią swoje jak tylko się da. Mick Tłuścioch i połączenie światów przez Wichrową Wiedźmę. Książka napisana jest w dokładnie tym samym stylu co dwie poprzednie. Tempo niczym puls - trochę się dzieje, trochę spokoju. Tak więc leżąc w Obzorze na słonecznej plaży miałem okazję poznać do końca losy rodzeństwa Walkerów. Wiele streszczał nie będę. 

Myślę, że książka zasługuje na ekranizację za ileś tam lat, kiedy już skończy się Epoka Degrengolady (woke-cinema), a wszystko obdarte z politycznej poprawności przedstawiane będzie tak, jak widzowie sobie tego życzą. A ja życzę tej sadze udanej adaptacji z doborowym zespołem aktorów, pięknymi efektami specjalnymi i doskonałą muzyką. Chris Columbus to potrafi więc może i doczekamy się wspaniałego filmu pełnego, magii, historii, fantastycznych postaci i mocnej fabuły. Czy polecam? Zdecydowanie. 

niedziela, 7 czerwca 2026

Andrzej Sapkowski „Narrenturm”

 

Wszystkich części „Wiedźmina” jeszcze nie przeczytałem. Zrobię to po obejrzeniu ostatniego sezonu serialu, który także mam do nadrobienia. Wiem, nie ma na co patrzeć; oglądanie produkcji Netfliksa jest jak jedzenie kiviaka na Grenlandii, ale przynajmniej człowiek zobaczy jak sprofanowano twórczość znanego polskiego pisarza. Mój tata namawiał mnie gorąco do przeczytania Trylogii Husyckiej, którą z resztą podarował mi na Gwiazdkę. W końcu musiałem wygospodarować trochę czasu i na nią.

Niby dalekie jest to od klimatu wiedźmina, ale czy aby na pewno? Tutaj pojawiają się typowe dla Sapkowskiego wątki – chędożenie cudzych żon, czary i demony, germańskie nazwiska i stałe wędrówki z przygodami. Czyli w sumie samo życie. Akcja toczy się na Śląsku w XV w. No i właśnie jeden podstawowy zarzut jaki bym do tej książki miał to kilka dziwnych anachronizmów. Wprawdzie Sapkowski przyznaje się do części z nich; tu mam na myśli głównie „Neronomicon”, ale inne pomija na końcu książki. Rozweselił mnie sabat czarownic w święto Mabon … Nazwę tę wprowadził amerykański czarownik Aidan Kelly poszukujący celtyckiego odpowiednika mitu o zstąpieniu Persefony do Hadesu. Nawet większość wiccan nie stosuje tej nazwy, bo jest ona sztuczna i stworzona jako alternatywa dla Równonocy Jesiennej. Faux Pas! Widać, że autor inspirował się współczesnym czarownictwem.

Generalnie miły trening dla oka. Fabuła wciąga od samego początku. Kto z nas nie chciałby być podróżującym z Szarlejem i Samsonem Olbrzymem głównym bohaterem Reynevanem dążącym do zemsty, a także lądującym w łóżku z którą popadnie.

Czyta się fajnie! Polecam!

wtorek, 10 czerwca 2025

Andrzej Sapkowski "Chrzest ognia"

 
Milva łuczniczka, cyrulik-wampir Regis, Jaskier, Geralt z Rivii, Cahir (który jak sam twierdzi nie jest Nilfgaardczykiem), a trochę dalej wiedźmy tworzą babską, masońską lożę. Nie brakuje krasnoludków, a nawet gnoma Percivala Schuttenbacha. Gdzie indziej Cirilla kręci z bandą zbójców. I tak to podróżujemy sobie przez kontynent czytając ciągle o wojnach, nazwach państw, królach i sprawujących swoje role czarodziejów. Czasami człowiek się zwyczajnie gubi i nie pamięta detali, a cały wątek wojenny przeistacza się w zlepek słów.


Wampir krwi nie pije i staje się równie dobry jak bohaterowie sagi "Zmierzch". Kolejny politopoprawny wątek, który za pewne ma na celu walkę z dyskryminacją postmortem. Ale ujdzie. Podobnie jak i cała książka. Miejscami nudzi, ale da się ją przeczytać. Polecam! 

wtorek, 7 stycznia 2025

Andrzej Sapkowski "Krew Elfów"


Św. Mikołaj wiedział co przynieść grzecznemu Khaliperiusowi pod choinkę. I był to trafiony prezent. Tak moi drodzy, mogę się wziąć za twórczość Andrzeja Sapkowskiego pełną parą. 

Pierwszy tomik przenosi nad od Kaer Morhen, przez rejs statkiem do nauki magii w świątyni bogini Melitele. Jakie wrażenia? Ogólnie dobre, choć nie brakowało wątków fabularnych ciągnących się jak flaki z olejem, czy to na naradzie królów, czy dyskusji Geralta z krasnoludami.


A tak to książka wciąga. I w sumie mam wrażenie, że zawiera pewne wątki lubiane przez współczesność. Triss Merigold i jej biseksualne doświadczenia. No i ten zalążek feminizmu widoczny w próbie edukowania Ciri na wiedźminkę. Przy okazji wychodzi na jaw jakimi to jej nauczyciele są patafianami w obejściu z małą dziewczynką. No ale cóż, nie po to się z człowieka robi maszynę do zabijania potworów, żeby się znał na problemach z menstruacją. 

Książka super, czytamy dalej. 

poniedziałek, 9 września 2024

Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie"


Wciągnęła mnie seria przygód o Geralcie z Rivii. Rzadko się to zdarza, jeśli chodzi o literaturę fantasy ale Sapkowski dokonał niemożliwego obok Tolkiena. Uniwersum wiedźmina rośnie i pomimo degrengolady, jaką zaprezentował Netflix rozwija się całkiem dobrze. Myślę, że obok książek to gry komputerowe trzymają fason. I niech tak pozostanie. To co teraz tworzy współczesna kinematografia to zwykłe fekalia, których oglądać się nie da. W sumie to do szczęścia w fabule zabrakło chyba tylko silnej i wyzwolonej "wiedźminix", bo na pewno nie "wiedźminki". 


Czytając książkę przypominałem sobie polski serial. Teraz wiem jak to było na imprezie zaręczynowej Pavetty, wojnie z dżinnem czy rzeźni w Blaviken. 


Ogółem "Ostatnie życzenie" to zbiór opowiadań na wysokim poziomie. Nie brak humoru, nie brak bogatego słownictwa. Nawet pewnych przedmiotów nie znałem. Trzeba było sprawdzić, co czym jest. 

Liczę na to, że uniwersum się rozrośnie; ktoś w końcu zrealizuje porządną ekranizację książek za grube miliony, nie skażone poprawnością polityczną i lewacką ideologią. Trzymajmy kciuki! 

Książkę polecam! 

czwartek, 11 lipca 2024

Grzegorz Gajek "Piast"

 

Grzegorz Gajek jako kolejny postanawia przedstawić legendarne dzieje początków państwa polskiego od nowa. Mieliśmy już różne interpretacje; opisy gnijących trupów na polach u Kraszewskiego w "Starej baśni", pełne zaspokojenie seksualnego ego na wszystkie sposoby w "Ja, Dago" Nienackiego. 

Czym jednak wyróżnia się "Piast"? Szczerze powiedziawszy trochę trąca mi to ulubionymi przez współczesnego pogan wizjami mieszania się kultury słowiańskiej i wikińskiej. Główni bohaterowie, Słowianie niebawem stają się niewolnikami i zaczynają prowadzić żywot wiciędzy. Nie będę tu zdradzał szczegółów fabuły. Jednak czuję, że trochę zmierza to w kierunku teorii Zdzisława Skroka i jego miłośników. Czy nie da się przedstawić czasów Polski przedchrześcijańskiej bez tych wątków filogermańskich? 

Książkę szybko się czyta, chociaż przyznam, że nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Nie podobają mi się przedstawiane wulgaryzmy; wyraz "kurwa" powszechnie uchodzi za latynizm. Może i ta teoria jest błędna, niemniej używanie tego słowa przez ludzi z epoki przedchrześcijańskiej brzmi trochę anachronicznie. Sam język autor też stylizuje na gwarę drużyn rekonstrukcji historycznej. Nie jest on jednak "odchwaszczony".

Ogółem, może na ocenę dostateczną bym to ocenił.



sobota, 19 listopada 2022

"Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony"

 

Na krótki okres czasu postanowiłem zanurzyć wzrok w bieżącej literaturze usytuowanej tematycznie w starych, dobrych, słowiańskich klimatach. Widząc, że zainteresowanie czasami przedchrześcijańskimi wciąż nie maleje, na co dowodem jest mnóstwo literatury pięknej na ten temat dostępnej w Empiku, nabyłem zbioróweczkę pt. "Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony". Ogółem, są to krótkie opowiadania autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, Marty Krajewskiej, Anny Szumacher, Jagny Rolskiej, Rafała Dębskiego, Martyny Raduchowskiej, Marcina Podlewskiego, Marcina Mortki. Większość literatów pretendowała do Nagrody Zajdla, co wyróżnia się często w krótkich, zamieszczonych notkach biograficznych.

Jakie wnioski? Przyznam, że jakoś szczególnie autorzy mi nie zaimponowali. Opowiadania oceniam jako przeciętne. Na ogół przypominają typowe ludowe, czy znane z historii, powiastki silnie naładowane wiedzą o słowiańskich wierzeniach i praktykach.  Pewnie dlatego, żeby czytelnik czuł się zachwycony tą "słowiańską ekspresją". Bardzo długo się męczyłem z tą książką; bo chociaż czyta się ją stosunkowo szybko, sama treść za bardzo nie wciąga. Jeden rozdzialik przypominał mi swoją treścią "Amerykańskich bogów" Gaimana, przez co uznałem, że chyba nie mamy już tak dobrych pisarzy jak dawniej, skoro brniemy w (h)amerykańskim kierunku. Wadą książki jest również to, że nie wszystkie zamieszczone opowiadania ściśle odwołują się do tytułu pracy. 

Da się to czytać, ale przyznam, że trochę trąca to komercją. Nie znalazłem ani jednego opowiadania, które wyróżniałoby się czymś szczególnym, co jakoś wybitnie zapadłoby mi w pamięć. Wszystko na średnim poziomie. 

Średnio polecam! 

niedziela, 22 maja 2022

Agnieszka Sorycz "Północny sabat"

 

"Gdy wieczność pochłania świat, ostatnią nadzieją są wiedźmy" jak przeczytałem na okładce. Tylko czy to prawda? "Północny sabat" Agnieszki Sorycz to kolejna, dostępna na polskim rynku wydawniczym powieść inspirowana światem wierzeń dawnych Słowian, czarownictwem i generalnie swojskimi klimatami współczesnej Polski. No pewnie, bo jak nie wiccanie to asatryjczycy, rodzimowiercy, Ankh, Auseklis ... Ja już to gdzieś widziałem. 

Opowiadanko o sympatycznej damie, która boryka się z problemami migreny, ale jak się potem okazuje, nie są one czymś zwyczajnym. XXI wiek, Warszawa i wszystko co się tam dziać może. Jakby z życia przerysowane, niemniej Sorycz wprowadza nas w wyimaginowany świat Zaklinaczy, Viru, Łowców ... 

Mitologię słowiańską zawartą w tekście oceniłbym na trójkę; niby mamy słowiański panteon, lecz nieco odrealniony. Biorę jednak pod uwagę fakt, że to nie praca naukowa, a typowe Rodnover Fiction. Sama fabuła też nie jest czymś nadzwyczajnym. Dziwi mnie to, że bohaterowie noszą prawie same słowiańskie imiona, co tak na prawdę nie jest dziś popularne. Dałbym kolejną ocenę dostateczną. Wizja reinkarnacji nawet nie specjalnie New Age'owa; odradzanie się bohaterów w takiej samej postaci ... No cóż, są i takie koncepcje zarówno literackie jak i filmowe. Jakość pracy psują opisy; jest ich strasznie dużo, a sam wątek fabularny traciłem nie raz czytając bardzo uważnie. Wyższość formy nad treścią. Trochę w tym romansidła, trochę przygodówki. 

Osobiście "Północny sabat" mnie nie wciągnął, ale też nie ukrywam, nie jestem fanem tego typu literatury. Nie chcę jednak, żeby ktoś zarzucał mi, że pasjonuję się pogańską Słowiańszczyzną, a nie znam podstaw jeśli chodzi o muzykę, kino czy literaturę. Przebrnąłem do końca i mam nadzieję, że i Wam się to uda. Lektura nie zaskakuje, ale też nie załamuje. W mojej ocenie pół na pół. 


"Veles" 
autor: Lara Logvinenko
źródło: https://www.artstation.com/artwork/8eAElx (dostęp 22.05.2022) 

niedziela, 3 kwietnia 2022

Andrzej Sapkowski "Miecz przeznaczenia"

 

Choć za literaturą fantasy nie przepadam, to nie ukrywam uwielbiam ich ekranizacje. No i rzecz jasna klimat - wojownicy, królowie, elfy, smoki, krasnoludy, czarnoksiężnicy etc. Ostatnio skusiłem się na serial "Wiedźmin". Dzięki portalowi CDA znalazłem pirackie wersje obu zrealizowanych jak dotąd sezonów. Przynajmniej Netflix na mnie nie zarobił, a ja zapoznałem się z reklamowaną głośno amerykańską mega produkcją bazująca na twórczości pisarza Polaka. Czuję, że trzeba przynajmniej w zakresie minimalnym znać kulturę współczesną, tylko szkoda, żeby zarabiali na tym producenci filmów z czarną Anną Boleyn. Wilk syty i owca cała.

À propos samego serialu to łączy on przeciwieństwa - perfekcyjnie zrealizowanego z perfekcyjnie zjebanym. Rzadko klnę, ale tutaj się po prostu nie da. Ktoś miał twardego stolca i chyba omyłkowo podtarł się scenariuszem, przez to postaci wyszły wyjątkowo czekoladowe - czarne elfy, czarne driady, czarne Zerrikanki, czarna Frangilla Vigo ... Klimaty średniowiecza z czarnoskórymi bohaterami. "No, ale przecież to tylko serial fantasy" - powie nie jeden lewak. Super! Ale czy ja już nie mogę oglądnąć sobie czegoś, co powinno sprostać moim oczekiwaniom? Tak trudno o to? Amerykańska wspakultura nowotworowa ma się rewelacyjnie. Dobrze, że widziałem piracką wersję, bo na takiego gniota szkoda złamanego grosza. 

Yennefer grana przez brytyjską aktorkę o indyjskich korzeniach. W mojej ocenie uroda przeciętna, ale scena kiedy wchodzi na salę po magicznej operacji plastycznej robi wizualne wrażenie. 

Ale pomijając wszelkie dotychczasowe porażki ekranizacyjne, klimat "Wiedźmina" jest rewelacyjny. W końcu się złamałem i stwierdziłem, że może przebrnę przez całą sagę. Przeczytałem już przypadkiem dwa tomy, ale teraz zacznę znowu od początku. 

Triss Merigold. Nawet nie gorsza od Yennefer, tyle, że u niej z kolei semickie korzenie wypływają wizualnie na wierzch. 

"Miecz przeznaczenia" to zbiór opowiadań. Jesteśmy w górach, na leśnej polanie, w nadmorskiej miejscowości, w krainie leśnych driad ... Temu Geraltowi to dobrze. Ciągle się od bab nie może odgonić. Dlaczego te sympatyczne damy lubią takich niedokastrowanych chemicznie wojowników mordujących wymierające gatunki? Z drugiej strony może lepiej takich niż jakiś "czułych, wrażliwych, będących sobą" jakich lansują trendy współczesności. No i te wiedźmy, familistka Yennefer stanowi całkowite zaprzeczenie wiccanek-aborcjonistek. Szacunek! Takie czarownice to ja podziwiam. 

Czytało się szybko, przyjemnie i wciągająco. Miecze, zamki, czary. Coś wspaniałego. 

Gorąco polecam!

A teraz wyobraźmy sobie najpotężniejszą kobietę na świecie! 

niedziela, 14 lutego 2021

James Luceno "Darth Plagueis"

 
<<Ciemna Strona Mocy jest ścieżką do wielu zdolności uważanych powszechnie za... nienaturalne.>>
Darth Sidious

Nie ulega wątpliwości, że Cheev Palpatine powszechnie znany jako imperator, mroczony lord sithów Darth Sidious to moja ulubiona postać w całej sadze "Gwiezdnych wojen". Bez kozery. Kiedy byłem dzieckiem i oglądałem klasyczną trylogię lekceważyłem tę postać. Cesarz przeliczył się w swoich kalkulacjach by ostatecznie zginąć marnie. Był zbyt pewny siebie. Zdanie zmieniłem oglądając trylogię prequeli. Tutaj już Palpatine jawił mi się jako totalny, cyniczny skurwiel, który stopniowo dochodził do władzy nad całą Galaktyką. Pozbywa się wrogów nie swoimi rękami. Spodobał mi się też motyw toczenia walki na dwa fronty, tak jak robili to Rotschildowie finansując obie strony konfliktu podczas kampanii napoleońskiej w 1814 r. Tu kanclerz demokratycznej Republiki, a tu in cognito mistrz głowy ruchu separatystów - zwycięstwo było w końcu gwarantowane. 


Też tak kiedyś uczyniłem w pewnej grupie wyznaniowej, z jednej strony będąc badaczem i prowadząc inwigilację, z drugiej deklarując przeciwną naturę zaskarbiłem sobie wpływy pewnych ludzi. Ostatecznie odniosłem zwycięstwo, które było na zapleczu. Nie da się? Da się. Metoda sprawdzona, a i na efekty nie ma co narzekać. 

Kult silnej władzy, zniszczenie demokracji. To saga pokazuje jako coś złego, ale osobiście inaczej postrzegam rzeczywistość. Powrót Palpatine w trylogii [marnych] sequeli po prostu mnie przewrócił. I jak go nie uwielbiać? 

Przez ostatnie miesiące zastoju spowodowanego zespołem lockdowna i pandebilią nie miałem siły czytać książek pomimo, że warunki bardzo mi sprzyjały. Oglądałem za to filmy na YouTube i zachwycił mnie kanał Wściekłe Wąsy, który poświęcony jest tematyce Gwiezdnych Wojen. Zaintrygował mnie wątek Zakonu Jedi, zwłaszcza jego początku, założyciela i tego jak ostatecznie upadł po tym, kiedy Moc dążyła do równowagi. Słuchając jak mistrz Yoda poucza Anakina, żeby nie opłakiwał zmarłych, nie tęsknił za nimi od razu widziałem to wypaczenie nauk. Niby "dobrzy" obrońcy Galaktyki, a w rzeczywistości propagatorzy idei, które odarte zostały z głównej kwintesencji. 

Przypomniała mi się moja wiccańska przeszłość i nauki arcykapłana. Po konsultacji z byłymi członkami covenu też mieliśmy wrażenie, że podstawy nauk założycieli i kontynuatorów zostały zapomniane lub przepadły. Odniosłem wrażenie, że sytuacja podobnie wyglądała jak właśnie w Gwiezdnych Wojnach, w których dążąca do równowagi Moc powoduje przewagę raz jednych raz drugich, dopiero kiedy Rey zostaje szarym Jedi sytuacja ulega zmianie. 


Nie wiem, czy powinienem uznać się za Lorda Vadera polskiej wicca, po tym co nawyczyniałem, ale powrót na "jasną stronę mocy" na pewno mi już nie grozi ... I Gloria Victis! 

Co zaś do książki - wprowadza ona w całą intrygę dziewięciu epizodów końcówką nachodząc na akcję "Mrocznego widma". Najbardziej ciekawił mnie wątek sithów; ich nauk, mądrości, historii etc. Dużo więcej treści poświęconej jest politycznym intrygom, władzom korporacji, dochodzeniu do władzy i bezprawiu, które służy politykom jako środek do celu. Tak jak i w codziennym życiu. Tylko tutaj wszystko w formie science fiction, wśród różnych ras, planet i organizacji. Spodziewałem się więcej po tytułowym lordzie Plagueisie; mistrzu przyszłego imperatora, choć zdawałem sobie sprawę, że tak na prawdę będzie to tylko preludium do przygód Cheeva Plapatine'a. 


Wiedziałem już wcześniej oglądając "Wściekłe Wąsy", że spośród wielu sithów przedstawiciel rasy Muun dążył do zdobycia wiedzy i odkrycia zapomnianych nauk swoich poprzedników. Był kimś w rodzaj naukowca amatora, który planował zapewnić sobie nieśmiertelność. Tak! Oszukanie śmierci, to marzenie wielu czarnych charakterów współczesnego kina. Co innego Palpatine, który niepokorny od wczesnych lat dzieciństwa, sprawiający szereg problemów dążył do uzyskania wyższych celów. I w końcu mu się to udało. To chyba mój główny idol literacko-filmowy. Nie da się go nie lubić. 


Książka wprowadza w całą historię Skywalkerów, stanowiąc coś w rodzaju "Epizodu 0". Wciąga, czasem przedstawi jakieś dobre mądrości, które warto zacytować. Intryga trzyma w napięciu, a wszyscy zastanawiamy się jak w końcu tytułowy bohater zginie zabity podczas snu przez swojego ucznia. Wbrew pozorom mogło to być trochę bardziej ambitne. Ale nie ma na co narzekać. Nawet przedstawienie różnic pomiędzy jasną i ciemną stroną mocy przypominały mi rozdział pomiędzy systemami religijnymi i magicznymi. Gwiezdne Wojny inspirowane są dokonaniami kultur z całego świata i w tym tkwi ich urok. 

Gdyby jeszcze twórcy sagi sequeli nie musieli wprowadzać wątków netfliksowych (murzyn jako jeden z głównych bohaterów), feministycznych (wuce-admirał Holdo), postępowo wrogich rodzinie (Ben Solo morduje swojego ojca, Rey zabija swojego dziadka, po tym jak on zabił jej rodziców i ostatecznie chciał wykończyć ją, Luke Skywalker próbował zabić siostrzeńca, Leia i Luke muszą oddać życie, żeby przekonać Bena do swoich racji) to i cała saga cieszyłaby serca większej ilości fanów. 

wtorek, 29 grudnia 2020

"Z duchami przy wigilijnym stole"

 

Nadszedł miesiąc śniegu, mikołajek, sylwestra i przede wszystkim bożego narodzenia. Na dobrą sprawę w tym roku też nie zabrakło nam ciepłej atmosfery ... Skoro mowa o grudniowych świętach, czasie kiedy nasi wspaniali przodkowie przyzywali zmarłych na oficjalną biesiadę pomyślałem, że warto może zagłębić się na krótko w literaturę związaną z tym uroczym okresem w roku. No w końcu małe zejście na plan chtoniczny nikomu nie zaszkodzi. Zwłaszcza w literackiej postaci. 

"Z duchami przy wigilijnym stole" to zbiorówka różnych opowieści o duchach, napisanych głównie w minionych wiekach przez autorów z Polski, Anglii czy Ameryki. Przedzielone są wierszami znanych poetów zamiast pustymi stronicami. Poznajemy teksty autorstwa Henryka Rzewuskiego, sir Waltera Scotta, Pani Henry/ Ellen Wood, Margaret Oliphant, Elizy Lynn Linton, Stefana Grabińskiego, Jana Łady, Granta Allena i Henry'ego Jamesa. Do tego poezja Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, Johna Day, Bolesława Leśmiana, Polskiego Anonima z XV wieku. 

Miałbym tylko jeden podstawowy zarzut - spodziewałem się czegoś na wzór "Opowieści wigilijnej" Karola Dickensa; duchów związanych z bożym narodzeniem, mrożących krew w żyłach treści  dmuchających zimnem, śniegiem i lodem. Generalnie są to krótkie historie, w których pojawiają się zjawy. Tylko jedna z nich jakoś konkretnie powiązana jest z bożym narodzeniem. Reszta to po prostu na siłę wykrojone do zbiorówki powieści o widmach. 

Wzruszyła mnie historia satanistycznej orgii, nie bardziej niż truizmy o pogaństwie i zniszczeniu dawnej religii. Ile jeszcze razy się na to natknę? Historia o pociągu też była dobra. A tak to generalnie czytamy mało szokujące opowiastki, w których widziadła nawiedzają i drażnią żyjących. Nie jest to specjalnie straszne, ale czytając można oderwać się od ponurej rzeczywistości deszczowego miesiąca. Szczególnie gdy się cierpi na bezsenność. 

Czytajcie i bacznie zwracajcie uwagę na każdy szmer w pokoju. Zwłaszcza w wigilijną noc.

poniedziałek, 26 października 2020

Ransom Riggs "Mapa dni"

Myślałem, że wszystko zamknie się w trylogii, a tu niespodzianka - mamy tetralogię. A nawet nie, bo na półce w księgarni już widziałem piąty epizod. Panie Riggs! Dał pan czadu z gotyckimi x-meniątkami. Myślę jednak, że wątek warty jest kontynuacji. A już po przeczytaniu czwartej części dochodzę do wniosku, że był to właściwy kierunek. 

Dalsze przygody Jacoba Portmanna i jego przyjaciół wyrwanych z walijskiej wyspy. Tym razem, jak to niemal tradycja amerykańskiej twórczości wręcz nakazuje - przenosimy się na teren Stanów Zjednoczonych. Plądrujemy Florydę, Nowy Jork. Myślałem, że wszystko pójdzie w totalnie upadłym kierunku; typowych krajobrazów wieżowców, dźwięków klaksonów samochodowych, ale autor tworząc pętle pokazał świat Ameryki różnych dekad, co też wpłynęło pozytywnie na jakość książki. Nie brakuje jednak wątków poprawności politycznej, której wręcz nie trawię. No, ale cóż ... coś musi psuć całokształt. 

Tutaj jednak bohaterowie zaczynają już się buntować. Przestają być dziećmi, a zaczynają stawać się typowymi nastolatkami. Smuci też porażka głównego bohatera, acz intuicja mi podpowiada, że to tak na prawdę preludium do większych czynów, które przedstawione zostaną w kolejnych epizodach. I jak to Riggs ma w zwyczaju - zakończenie musi trzymać w napięciu. Nawet jeśli połowa książki ciągnie się jak flaki z olejem miejscami wybudzając ze snu mocnymi przygodami. 

Polecam! I czytamy dalej. 

niedziela, 30 sierpnia 2020

Igor D. Górewicz "Borek i legendarne początki Polski"


Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu książka autorstwa Igora D. Górewicza "Borek i bogowie Słowian" doczekała się kontynuacji. Nasz wspaniały słowiański świat jak powszechnie wiemy ma dużo do zaoferowania. I to nie tylko w sferze bogów, demonów czy ogólnie duchowości. Także polskie legendy mają unikatowy klimat, choć zdarzają się tacy, którzy przypisują im obcy rodowód lub przynajmniej wspólne cechy z podaniami innych narodów. A historia? A to już temat na osobny post. 

Dzięki lekturze takim jak ta możemy barwniej poznawać naszą lechicką przeszłość. Wraz z Borkiem i jego młodszym bratem Oskarem przenosimy się w otchłanie przeszłości. Podróżujemy do Krakowa, Gniezna, poznajemy legendarnych władców i historyczne postacie. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie wydarzyły się znaczące dla naszej kultury baśniowe sytuacje. Autor przedstawia nam obyczajowość dawnych Lechitów, opisuje realia życia. Magiczny portal, lasy, jeziora, potęgują klimat sprzed ponad tysiąca lat. Czytelnik może poczuć się z dala od cywilizacji, która odcina nam więź z naturą, której nie brakowało naszym przodkom. Oczywiście jak wiadomo, jest to bajka, wiele rzeczy przedstawionych zostało pod najmłodszego Słowianina, dla którego nie wszystko jest takie oczywiste. 

Zaszczepianie zainteresowania początkami naszego państwa najmłodszym powinno być obligatoryjne. Ignorujmy to, co "antyszczepionkowcy kulturowi" na ten temat głoszą. Słowiańskie dzieci są najważniejsze i zasługują na taki luksus. Myślę, że "Borek i legendarne początki Polski" powinien doczekać się ekranizacji. Nawet miniserial na YouTube nakręcony z udziałem przedstawicieli grup rekonstrukcji historycznej sprostałby zadaniu. Lepiej weźmy się za promowanie naszej polskiej tradycji, póki jest mało znana. Warto pokazać młodemu pokoleniu jakim potencjałem dysponujemy. I jak go zaniedbujemy w obecnych czasach. 

Książka ciekawa! Gorąco polecam! Powinna być obowiązkową lekturą w pierwszych klasach szkoły podstawowej. 

niedziela, 16 sierpnia 2020

Tomasz Niedziela "Szepty Szeptuchy"


"Szepty i Szpetuchy" Tomasza Niedzieli to opowieść, której akcja toczy się na przestrzeni pierwszej i drugiej wojny światowej. Jej bohaterami są głównie Łemkowie choć autor przenosi nas myślami z karpackich gór do Wiednia, Wenecji, Afryki, Hiszpanii czy nawet Norwegii. Nie brakuje miasta Gdańska. 

Wbrew temu co podpowiada nam tytuł, akcja książki nie dotyczy naszych słowiańskich szeptuch, które głownie żyją na Podlasiu i Białorusi. Niedziela kreuje dziwny świat, w którym istnieją małe grupy przypominające swoją charakterystyką dawne coveny czarownic lub pojedynczy "mistrzowie". Przekazują sobie pewną tajemną wiedzę. Autor niestety nie rozwija magicznego wątku poza przedstawieniem eksperymentów z jasnowidzeniami. Nie wiadomo szerzej kim są ci ludzie. Ba! Czytając podejrzewałem, że akcja książki zawiera jakiś ukryty wątek, który na końcu zostanie wyjaśniony. I tu się bardzo zawiodłem; poza relacjami głównych bohaterów nie skończyło się na niczym ciekawym, chyba, że osobiście nie zrozumiałem przekazu płynącego z lektury. 

Nie zachwycił mnie język. Słownictwo ubogie. Brakuje mi przede wszystkim opisów. Trudno jest wyobrazić sobie przedstawione realia. Czasem miałem wrażenia, że autor opisuje jakieś dzieje, o których mało wie, a wątek fabularny wpasowuje do pracy na siłę. Mało jest nazwisk. Głównych bohaterów znamy tylko z imion. Irytuje mnie jeszcze powtórzenia wyrazów, zwłaszcza wspomnianych mian w co drugim zdaniu. No i mowa oraz zachowanie bohaterów. Nie pasują do rzeczywistości, zwłaszcza prostych wioskowych chłopów i wiedźm, które całe życie spędzały w lesie. Wątpię, żeby prosty Łemko, który życie spędzał na górskiej wsi i produkował okowitę tak sobie znał francuski, a bosorka odnajdywała się wśród hrabin na balu ... 

Fabuła przez pewien czas mnie wciągała. Uważam, że byłoby to dobre dzieło gdyby napisane zostało ciut bardziej wyrafinowanym językiem, pełnym opisów rzeczywistości, lepiej oddającymi realia opisywanych czasów i wyjaśniającymi pewne wątki, dziwnie nałożone na pojęcie tytułowych szeptuch. 

Ocena dostateczna. 

wtorek, 21 lipca 2020

Barbara Piórkowska "Kraboszki"


Nawiązania do tematu religii dawnych Słowian, zarówno w tytule jak i w tekście to wspaniały pretekst do sięgnięcia po książkę. Co jakiś czas pojawiają się na polskim rynku wydawniczym dzieła literatury pięknej, a ich autorzy przenoszą nas do czasów późnego średniowiecza czy nawet dalszych epok kiedy to powrót dawnych bogów jest czymś znaczącym. Mało jest jednak literatury filozoficznej opisującej współczesność z silnym nawiązaniem do czasów pogańskich. 

Tę lukę postanowiła wypełnić Barbara Piórkowska. "Kraboszki" to literacka podróż głównej bohaterki przez zmaganie się z ciężką chorobą. 

Powiem szczerze, że kiedy czytałem książka wywierała na mnie pozytywne wrażenie swoją treścią. Olbrzymim plusem jest bogactwo słownictwa i opis współczesności. Mało kiedy znajduję tak płynny obraz życia w XXI w., od kosmetyków po opis szpitalnych zakamarków.

Styl i narracja dają ciekawy efekt. Fabuła skupia się na trudzie przechodzenia przez śmiertelną chorobę niemniej Piórkowska świetnie ociepla całą sytuację ni to ironizując rzeczywistość, ni to znajdując drogę wyjścia i odskocznię od bólu, który przez cały czas towarzyszy głównej bohaterce. Stosuje świetny język. To sprawia, że droga bólu, którą przechodzi narratorka nie jest zasmucająca historią, obniżającą nasze nastroje lecz czymś wciągającym w filozoficzny trans.

Wplatanie słowiańskich wątków również wpływa korzystnie na jakość "Kraboszek". Nawiązania do świata demonów, bogów miejscami przypomina mi cykl filmów krótkometrażowych wydanych przez Allegro. Demony mają swoją osobowość, żyją wśród nas, my je dostrzegamy, choć czujemy, że nie zawsze możemy na nie wpłynąć. 

Nie udało mi się jednak odkryć głównego przekazu, jaki płynie z lektury. Być może jest to sukces ze zwycięstwa nad nowotworem? Stawiałbym jednak na coś zupełnie innego biorąc pod uwagę, że opisy kapliczek, masek czy demonów muszą mieć swoje wytłumaczenie. Ale tego nie zamierzam rozgryzać publicznie. Zostawiam to wszystkim czytelnikom jednocześnie gorąco rekomendując pracę Piórkowskiej. Pod pewnym względem jest to rzeźnia umysłu dla ciekawskich niemniej żyjąc w XXI w. powinniśmy chociaż starać się poznać sens zarówno przeszłości jak i teraźniejszości.

sobota, 19 października 2019

Neil Gaiman "Amerykańscy bogowie"


Myślami przenosimy się za Atlantyk. Oczywiście do Stanów Zjednoczonych, bo niby gdzie mogą zdarzyć się największe cuda z możliwych? "Amerykańscy bogowie" Neila Gaimana to historia Cienia, który po wyjściu z ciupy przeżywa specyficzne przygody. Rzekłbym bardzo amerykańskie. Jak to bywa w tego typu twórczości, mamy wątek kryminalny na średnim poziomie, podróż po małych miasteczkach, bogów z różnych kultur w ludzkiej postaci ... Spotykamy m.in. Lokiego, Kali, Czarnoboga itd.

Pomysłowość autora żywcem przerysowana z seriali typu "Xena - wojownicza księżniczka". Powiedziałbym bardzo hollywoodzki sposób kreowania literackiej fikcji; zbieramy różne wątki mityczne, partaczymy je jak się tylko da. I wychodzi z tego zmutowana wizja. Jak to już miałem okazję zobaczyć nie raz w telewizji jak nie świętego Mikołaja w zaprzęgu harleyowców to Szatana mającego swoją córkę na ziemi ... Wymieszamy wszystko i robimy z tego kultową opowieść.  

Tylko jednego brakuje - mistrzowskiej oprawy. Książka jest okropnie nudna, w fabule pojawiają się niewyjaśnione wątki. Opisy marne i raczej nasuwające skojarzenia z codziennością na każdym kroku, zwłaszcza nazwy artykułów i marek. Ledwo doczytałem do połowy by następnie męczyć się z lekturą do końca. Wprawdzie kartkuje się ją szybko, pisana jest prostym językiem, niemniej wiele to nie zmienia. Czasem aż za bardzo tłumaczka przekłada angielski styl pisania - nie brakuje nędznych powtórzeń wyrazów co dwie linijki. A już spolszczenia typu "wikkan" psują humor. 

Nie polecam!

niedziela, 11 czerwca 2017

Zuza Malinowska "Złoty wąż"


Niezwykłych losów bohaterów "Drzewa opowieści" ciąg dalszy.

Autorka wprowadza nas w następny etap dwóch przenikających się nawzajem światów - bajkowego oraz realnego, które w jej twórczości wywierają wzajemnie wpływ na siebie. Może pierwszym skojarzeniem, które nachodzi mnie po zapoznaniu się z tego typu fabułą jest film "Efekt motyla", w którym dokonywanie pewnych korekt w pamięci głównego bohatera modyfikuje całą  rzeczywistość. Tyle, że tutaj mamy to przedstawione za pomocą niezwykłego bajkowego świata i rozmaitych wydarzeń w różnych, barwnych wymiarach.

Podobnie jak w pierwszej części autorka wykorzystuje dużą ilość bogatego słownictwa i opisów. Z pozoru to wydaje się być nietrudną sztuką, ale przyznam szczerze przez ostatnich wiele lat mało książek, które miałem okazję przeczytać przedstawiłoby mi tyle bliskich pojęć, od muzycznych po kulinarne. Samym stylem pisania pracy Malinowska bardzo trafia mi w gust.

Identycznie jak w pierwszej części nie brakuje filozoficznych myśli i pytań, na które stara się odpowiedzieć główna bohaterka. Sprawy z pogranicza religii, metafizyki, filozofii splatają się w jedną całość kierowane przez uczucia, zwłaszcza miłość, która stanowi klucz do wszystkich wydarzeń.

Lektura niezwykła, choć jak to bywa w przypadku książek dla ambitniejszych ludzi, nie jest łatwa w odbiorze. Skłania do refleksji i w tym tkwi jej cały urok. Plastyczność opisów, głębia filozoficzna i niezwykłe perypetie głównych bohaterów (podobnie jak i bajkowych) sprawiają, że praca zasługuje na przynajmniej jedną z wielu nagród literackich przyznawanych w naszym kraju.

Gorąco polecam!

wtorek, 16 maja 2017

Małgorzata Saramonowicz "Xięgi Nefasa. Trygław władca losu"


Na chwilę powróćmy do literatury z dziedziny Rodnover Fiction, bo w sumie jak inaczej to nazwać? W najlepszym razie powieść historyczna przeplatana bajkowymi motywami. "Xięgi Nefasa. Trygław władca losu" przenoszą nas myślami w czasy króla Bolesława Krzywoustego, klasyczny spór o koronę oraz polityczne intrygi. Co jest charakterystyczne dla niniejszego gatunku autorka również uwzględniła: magiczny, potężny świat pogańskich bogów i kapłanów, chrześcijaństwo jak zwykle licytujące się z własną hipokryzją i obłudą. Tym sposobem Małgorzata Saromonowicz dorównała innym współczesnym pisarzom, takim jak Witold Jabłoński czy Marcin Marchwiński. 

Na dobrą sprawę wszystkie prace wymienionych autorów mogłyby splatać się w jeden cykl gdyby ktoś zechciał je zekranizować; bo w końcu każdy z nich pisze o innej epoce lub innej jej wizji. Motywy pogańskie według własnych wyobrażeń, silny antychrześcijański akcent również są u literatów widoczne. Oczywiście nigdy nie może być tak, żeby Polacy czcili swoich bogów; tutaj mam wrażenie, że pojawia się raz w tekście wzmianka o Nyji, a naczelnym bogiem całej historii jest Trygław. Czy nie jest to jedna i ta sama postać? Podobnie jak zastanawia mnie imię postaci Marii. Czy wówczas nadawano takie imię? Czy je tak samo zapisywano? 

Z wszystkich prac trójki autorów, które miałem okazję przeczytać "Xięgi Nefasa" oceniam zdecydowanie najlepiej. Historia w wydaniu Saramonowicz przedstawia typową walkę o władzę, przedstawiciele duchowieństwa nie występują jako maniacy swojej wiary, a właśnie jako ludzie z cechami typowymi dla owej epoki; nie są "święci" jakby to ich Kościół rzymsko-katolicki określił, a wiedzą na czym świat się opiera. Nie ma wybujałych wizji "walki za wiarę" czy bajdurzenia o historii z punktu widzenia niektórych współczesnych koncepcji.

Polecam!

piątek, 10 lutego 2017

Ransom Riggs "Biblioteka dusz"


Kto jak kto, ale Ransom Riggs ma talent do trzymających w napięciu zakończeń. Tak samo jak przy ostatnich stronach drugiego tomu, tak i chwilę temu zastanawiałem się jaki będzie finał całej historii. Na szczęście mogę darować autorowi wszystkie przewinienia - w życiu nie spodziewałbym się, że cała przygoda z gotyckimi x-meniątkami przybierze taki obrót sprawy. Niespodzianka jakich mało. Chyba cierpię na niedobór problemów skoro taka opowiastka wywiera na mnie tak silny wpływ. 

Nowy tom, nowe miejsca, nowi bohaterowie, nowe przygody. Przez dłuższy czas zastanawiałem się z czego Riggs zaczerpnie wątki i przyznam szczerze, że wielu źródeł się nie doszukałem. Ten finał trochę podobny jak w Mortal Kombat X, ale w moim odczuciu, pojawia się on w wielu grach komputerowych. 

Osobowość głównego bohatera też mi zaimponowała. Trudno go nie lubić; jest wytrzymały, powoli odkrywa własne talenty. Może to ta jego pechowość i próba postawienia na swoim sprawia, że jest w nim coś swojskiego. Odkrywa swoje talenty w fantastycznym świecie, ale pod koniec znowu ląduje jak zwykły nastolatek w otaczającej nas rzeczywistości. Coś w tym jest kiedy człowiek zachodzi do góry i nagle znowu budzi się na swoim starym łez padole .... tylko czy jako cyniczny oportunista powinienem się z nim identyfikować? Dobrze, nie słodźmy sobie za bardzo!

Uważam, że cała trylogia jest super! Owszem, miejscami przynudza, ale od dawna nie wciągnęło mnie nic równie wspaniałego. Z czystym sumieniem nie zdradzając szczegółów książki gorąco wszystkich zachęcam do zapoznania się z cała serią prac Riggsa. Miłośnikom gotyku, podróży, a nawet pasjonatom estetyki gustujących w historycznych obrazkach.