Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 września 2026

Mariusz Kowalski "Ariowie, Słowianie, Polacy. Pradawne dziedzictwo Międzymorza"


Książka autorstwa Mariusza Kowalskiego pt. "Ariowie, Słowianie, Polacy. Pradawne dziedzictwo Międzymorza" (Biblioteka Wolności, Warszawa 2024) to dyskusja nad pochodzeniem Słowian oraz ich powiązaniami z dawnymi Ariami przy użyciu nowoczesnych badań genetycznych (genetyki genealogicznej). Autor, profesor nauk społecznych PAN, zabiera nas w lubiane i modne tematy na temat haplogrup, choć wbrew pozorom nie jest to turbolechicystyka. Przeciwnie, dzięki tej publikacji zacząłem rozumieć cały ten naukowy bajzel z krwią, który rzekomo nic nie udowadnia. Okazuje się, że może być zupełnie odwrotnie. Udowadnia! Zwłaszcza śledzenie tej legendarnej haplogrupy R1a1 (Y-DNA [R1a], która występuje z wysoką częstotliwością zarówno wśród współczesnych Polaków i innych Słowian, jak i w wyższych kastach w Indiach czy Iranie [potomków dawnych Ariów)]). Kowalski jest zwolennikiem teorii autochtonicznej. Poza wątkami starożytnymi, analizuje cywilizacyjną i kulturową odrębność regionu Europy Wschodniej i prognozuje jego potencjał w ramach koncepcji politycznej Międzymorza. Reszta pracy to czysta historia i polityka. 

R1A1 według AI. 

Obrywa się genetycznie kilku narodom - m.in. Rosjanom, że tak na prawdę są tylko zlepkiem ludów ugrofińskich, turańskich i słowiańskich. Po raz kolejny spotkałem się z tezą, że Ruryk pochodził od fińskich Szwedów. No o potędze Słowian jak zwykle dużo. Nie jest tajemnicą, że dotarli nawet do Grecji - w końcu języki macedoński i bułgarski, który zostawili po drodze jest tego żywym dowodem. No i po raz kolejny spotykam się z teorią, że Germanie w rzeczywistości byli mniej aryjscy od Słowian. 

Hitlerowcy uznali cechy charakterystyczne dla  Skandynawów za kwintesencję aryjskości. Tymczasem Skandynawowie (i Germanowie w ogóle) różnią się od Słowian i Waskończyków tym, że ulegli słabszemu oddziaływaniu przybyszów z centralnej Azji. Fizyczna odrębność Skandynawów wynikała więc w dużym stopniu z cech charakterystycznych dla rdzennej, przedaryjskiej i przedwaskońskiej, ludności Europy (haplogrupa I). Stosunkowo mało potomków nosicieli euroazjatyckich przybyszów było (i jest) również wśród Włochów. Tym sposobem, wbrew oficjalnej hitlerowskiej propagandzie, umiarkowanie "aryjscy" i "waskońscy" Niemcy i Włosi oraz ich jeszcze mniej "aryjscy" i "waskońscy" (a bardziej staroeuropejscy") sojusznicy - Węgrzy, Chorwaci, Rumuni, Bułgarzy - walczyli przeciwko znacznie bardziej "aryjskiej" (za sprawą Słowian) i "waskońskiej" (za sprawą Brytyjczyków, Amerykanów i Francuzów) koalicji (s. 38). 

To wiele tłumaczy. 

Wydawałoby się, że książka może być nudna - wręcz przeciwnie, wciąga i daje do myślenia. 

Muszę zbadać swoją haplogrupę. Koniecznie. Skoro już książkę przeczytałem to i Wam ja gorąco polecam! 

wtorek, 4 sierpnia 2026

Lubomir Czupkiewicz "Pochodzenie i rasa Słowian"


Lubomir Czupkiewicz "Pochodzenie i rasa Słowian" (Nortom, Wrocław 2002) to skok w historię dziejów Słowian. Czy tylko? Nie do końca. Autor omawia wiele ciekawych tematów - od opisów geografii Ptolemeusza przez historię i kontrowersje wokół Mieszka I po teorie rasowe. Z pewnymi koncepcji już się wcześniej spotkałem, np. tym, że to nie Germanie a Słowianie są najbardziej aryjscy z wszystkich ludów Europy. Ba! Pojawia się nawet stwierdzenie, że Nordycy wcale nie musieli być Aryjczykami. O zgrozo! Co na to Niemcy z III Rzeszy? 

Przedstawione wywody pozwalają na stwierdzenie, że w dobie współczesnej, gdy większość narodów indoeuropejskich z dawnych aryjskich cech plemiennych zachowała jedynie pokrewieństwo językowe, zatracając w znacznym stopniu cechy rasowe swych aryjskich przodków, Słowianie pozostają jedynym  większym ludem indoeuropejskim, który oprócz bogatego słownictwa aryjskiego zachował w tak znacznej mierze także cechy dawnej rasy aryjskiej, czyli rasy międzymorskiej. Słowianie rasy międzymorskiej są więc dziś głównymi dziedzicami, przedstawicielami i kontynuatorami rasy starożytnych ludów aryjskich (s.92).  


No cóż. Może jak zwykle mało siebie cenimy, a jak zwykle inni przypisują sobie nasze zalety. Nie raz takie stereotypy drogą polityczno-medialną próbowano nam wmówić. Zdziwiło mnie zaliczenie kultury przeworskiej do celtyckiej (?). Praca ma ok. 90 stron, długo się jej nie czyta. Książkę polecam, choć miejscami trzeba mieć do niej wnikliwy umysł.

wtorek, 28 lipca 2026

Jerzy Strzelczyk "Zapomniane narody Europy"

No to ponownie przenosimy się myślami do czasów starej Europy. Czasów, kiedy barbarzyńskie ludy rezały się nawzajem dając podstawy przyszłym nacjom, których etosy znamy już nieco lepiej. Jerzy Strzelczyk "Zapomniane narody Europy" (Replika, Poznań 2025) to wyższa historia. Autor omawia tu wiele wspomnianych w kronikach tajemniczych plemion, żeby wymienić kilka z nich: Wenetowie, Swebowie, Alanowie, Piktowie, Longobardowie, Wiślanie, Chazarowie, Obodrzyci, Jaćwięgowie, Drzewianie Połabscy. Dobra! Wymieniłem wszystkie. Niech tak zostanie. 

Olbrzymia dawka informacji niezwykle treściwych. Dziwi mnie to, że jest to książka popularnonaukowa, skoro zawiera tyle dobrego materiału i to napisanego bardzo porządnie. Najbardziej oczywiście wciągają tematy dotyczące Słowian i spraw im bliskich. Nie zmienia to faktu, że o innych narodach też warto poznać trochę ciekawostek. Z racji tego, że historykiem nie jestem uwag merytorycznych mieć nie mogę. Miałem jednak baczenie na zamieszczoną pod konie książki obfitą bibliografię; jest to bardzo dużo cennej literatury historycznej.

Ogółem, polecam bez dwóch zdań! 



niedziela, 28 czerwca 2026

Paweł Migdalski "Na starym trakcie. Słowiańskie wątki w mitologii Ziem Odzyskanych na Pomorzu Zachodnim (od 1989 r.)"


Wracamy na Ziemię. Tym razem na Ziemię Pomorską, która po dłuższym czasie w 1946 r. ponownie stała się słowiańską. I prawidłowo, Słowianie rządzą! Paweł Migdalski "Na starym trakcie. Słowiańskie wątki w mitologii Ziem Odzyskanych na Pomorzu Zachodnim (od 1989 r.)" [Chronicum, Wrocław 2025], to historia reslawizacji wspomnianego regionu. 


Autor opisuje postaci i wydarzenia, które przywracały Pomorzu dawnego ducha nadbałtyckich Wenedów. Pojawiło się kilka znajomych nazwisk zasłużonych dla polskiej nauki m.in. Józef Kostrzewski i Gerard Labuda. Duży plus. Znaleziska archeologiczne, muzea, literatura, historia, legendy no, i co najważniejsze dla mnie - słowiańska mitologia, to główne dziedziny którymi usuwano zniemczałość Szczecina, Wolina i całego obecnego Województwa Zachodniopomorskiego.


Pomniki słowiańskich bogów, uroczyska, komiksy (jak "Doman") i inne wątki budzą ducha nadbałtyckiej ziemi. Kolejnym dużym plusem było dla mnie to, że Migdalski wymienił kilka mniej znanych dzieł literatury, które wspominają starą epokę: I.G. Kamińskiego "Mściciel przypływa z Rugii", H. Szołdrskiej " "W wolińskiej strażnicy", opowiadania K. Błahija, książki B.  Mróczyńskiego, J. Cepika, F. Gila. Trochę tego jest, a zostało to niemalże całkowicie zapomniane. Zakładam, że nawet niektórzy rodzimowiercy nigdy o nich nie słyszeli. Czas na reedycję, a stare dzieła z reguły są znacznie od gniotów pisanych przez współczesnych miłośników tematu. 


Ogółem - praca treściwa, ilustrowana, bardzo swojska pod względem tematu, a przy okazji wnosząca wiele nowego o historii współczesnej. Myślę, że Słowianie w XXI w. nie powinni przejść obok niej obojętnie.

Polecam! 



29 października 1972 roku w Teatrze Lalek „Pleciuga” w Szczecinie w reżyserii Krzysztofa Niesiołowskiego wystawiono sztukę Marii Kann "Czarny Koń Trygława" pochodzącą ze zbioru "Baśń o srebrnorogim jeleniu". Oprócz formy scenicznej, tekst ukazał się również w druku jako jedna z baśni w zbiorach opowiadań autorki.

niedziela, 14 czerwca 2026

Þórbeorht Hláford "By the Sun, the Stars, and the Moon. A Handbook of Anglo-Saxon Heathen Timekeeping"


Czym jest teodyzm wiemy, dzięki wywiadowi, który ukazał się na portalu iSAP Słowiańska Agencja Prasowa. 

Możemy zgłębiać temat dalej.  

Þórbeorht Hláford "By the Sun, the Stars, and the Moon. A Handbook of Anglo-Saxon Heathen Timekeeping" (Háliggyld Books, Richmond 2026) to omówienie starego, anglosaskiego kalendarza, którego używano przed wprowadzeniem chrześcijaństwa. Autor bazuje głównie na informacjach pochodzących z "De Mensibus Anglorum" (w tłumaczeniu z łaciny "O miesiącach Anglików"), dzieło autorstwa Bedy Czcigodnego, żyjącego na przełomie VII i VIII wieku mnicha, teologa i uczonego. Jak wykorzystywano kalendarz solarny, lunarny i pojawianie się dziewięciu sióstr na niebie? Jakie były pora dnia i nocy, jakie miesiące i od czego uzależniony był cykl agrarny. To wszystko ze szczegółami przedstawia Þórbeorht Hláford. 

Nie było łatwo się przez to przegryźć, autor używa dużej ilości starego słownictwa niemniej temat przedstawia bardzo przejrzyście. Zaletą dla współczesnego pogaństwa jest także to, że książka przybliża właściwe nazewnictwo dawnych świąt. A więc nie żadnego "Samhain", "Mabon" czy "Lughnassadh" jak to stosują neopoganie, ale rodzime angielskie nazwy. Spodobał mi się termin "język Anglish". Pamiętam jak kiedyś na lekcji angielskiego powiedziałem "Anglish" a moja nauczyciela stukając ręką w stół powiedziała "nie ma czegoś takiego". Cóż! Nie ma to jak fachowcy we własnej dziedzinie. 

Książkę oczywiście gorąco polecam wszystkim studentom tematu neopogaństwa, neopoganom, zwłaszcza asatryjczykom. Praca nie długa, nie krótka, lecz w sam raz, przeczytaj Wikingu w swój wolny czas.


Źródło: Instagram

niedziela, 7 czerwca 2026

Andrzej Sapkowski „Narrenturm”

 

Wszystkich części „Wiedźmina” jeszcze nie przeczytałem. Zrobię to po obejrzeniu ostatniego sezonu serialu, który także mam do nadrobienia. Wiem, nie ma na co patrzeć; oglądanie produkcji Netfliksa jest jak jedzenie kiviaka na Grenlandii, ale przynajmniej człowiek zobaczy jak sprofanowano twórczość znanego polskiego pisarza. Mój tata namawiał mnie gorąco do przeczytania Trylogii Husyckiej, którą z resztą podarował mi na Gwiazdkę. W końcu musiałem wygospodarować trochę czasu i na nią.

Niby dalekie jest to od klimatu wiedźmina, ale czy aby na pewno? Tutaj pojawiają się typowe dla Sapkowskiego wątki – chędożenie cudzych żon, czary i demony, germańskie nazwiska i stałe wędrówki z przygodami. Czyli w sumie samo życie. Akcja toczy się na Śląsku w XV w. No i właśnie jeden podstawowy zarzut jaki bym do tej książki miał to kilka dziwnych anachronizmów. Wprawdzie Sapkowski przyznaje się do części z nich; tu mam na myśli głównie „Neronomicon”, ale inne pomija na końcu książki. Rozweselił mnie sabat czarownic w święto Mabon … Nazwę tę wprowadził amerykański czarownik Aidan Kelly poszukujący celtyckiego odpowiednika mitu o zstąpieniu Persefony do Hadesu. Nawet większość wiccan nie stosuje tej nazwy, bo jest ona sztuczna i stworzona jako alternatywa dla Równonocy Jesiennej. Faux Pas! Widać, że autor inspirował się współczesnym czarownictwem.

Generalnie miły trening dla oka. Fabuła wciąga od samego początku. Kto z nas nie chciałby być podróżującym z Szarlejem i Samsonem Olbrzymem głównym bohaterem Reynevanem dążącym do zemsty, a także lądującym w łóżku z którą popadnie.

Czyta się fajnie! Polecam!

niedziela, 3 maja 2026

Maciej Grzenkowicz "Wnuki. Poganie, którzy sobie przypomnieli"

 
Skoro temat neopogan powraca, to nie przejdziemy koło niego obojętnie. Maciej Grzenkowicz "Wnuki. Poganie, którzy sobie przypomnieli" (Towarzystwo Naukowe im. Stanisława Andreskiego, Kraków 2026) to podróże i spotkania autora z neopoganami z kilku krajów. To literatura podróżnicza, nienaukowa, choć można by z niej coś akademickiego zrobić. Grzenkowicz przedstawia m.in. nacjonalistów galisyjskich (Hiszpania), polski ruch zadrużny, RUNWirę z Ukrainy, Diewturibę z Łotwy, rodzimowierców rzymskich i czarownicę, która zbiera na budowę pomnika koleżanek po fachu spalonych na stosach przez minione stulecia.

Temat Diewturiby, RUNWiry, czarownic walczących z patriarchatem, czy druidów z Czech to tematy stale wałkowane w pracach o neopogaństwie. Zbyt wielu rzeczy nowych się człowiek nie dowie. Nowością dla mnie byli "Celtowie" galisyjscy. Tutaj istny Monty Python - transseksualna nacjonalistka córka wędrownego kaznodziei z Oklahomy ... Myślałem, że padnę. Temat rzymskiego odrodzenia wciąga. Ruch zadrużny został opisany chaotycznie i widać, że Grzenkowicz stara się na siłę przedstawić go w czarnych barwach. Jak zwykle pojawiają się porównania do "faszystów". Najbardziej jednak rozbawiła mnie świadomość posła Józefaciuka, który deklaruje się jako eklektyczny wiccanin. Informacje, które przeczytałem sprawiły, że o mało z krzesła nie spadłem:

Tolerancyjność, brak narzucania schematów. Logiczność. 
- Jak by to wyglądało, gdyby Sejm był wiccański?
- Myślę, że nie dochodziłoby do takich kłótni jak teraz. [...] Myślę, że Sejm by wyglądał spokojniej. Po prostu spokojniej, bo wiccanie szanują siebie nawzajem, czego się są w stanie zrobić chrześcijanie. [...] Wiccanie innych wiccan nie zwalczają (s. 140). 

Ja pierdzielę! Kiedy z tego wszystkiego wyszedłem cieszyło mnie m.in. to, że nie będę musiał uczestniczyć w tym wyżynaniu się na przemian. Wiccanie najbardziej tną się z innymi wiccanami. Największym wrogiem wiccanina są inni wiccanie. Nie chrześcijanie, nie islam. Walka o wpływy, krytyka innych linii i covenów, oskarżenia o łamanie przysięgi, oczernianie jednych przez drugich, lizusostwo wiccanom z Wielkiej Brytanii. Nie wiem jak jest teraz bo już nie jestem w tym patodołku od ponad 13 lat, ale nie podejrzewam, żeby coś wiele się zmieniło. Nie bez powodu w wiccańskich prawach są zapiski o tym, żeby nie integrować się, rozstawać w pokoju etc.
Panie Józefaciuk - na wicca się pan zna jak ślepy na kolorach. Ale jest Pan eklektykiem, a na tym pułapie można to jeszcze wybaczyć. 

Ogółem książka ciekawa, choć pewne rzeczy jak pisanie o ruchu zadrużnym nie przypadło mi do gustu. Jak na literaturę podróżniczą przyznam, że nie jest źle i tak na czwórkę bym tą publikację ocenił.

Czytajcie! 


czwartek, 23 kwietnia 2026

Osred "Odinism: Past, Present and Future"


No to powracamy myślami do germańskiego neopogaństwa. Tym razem będzie mniej pod hasłem "Ásatrú", a więcej pod szyldem "odynizm". 

Książka "Odinism: Past, Present and Future" (Renewal Publications: University of Melbourne,  2010) autorstwa Osreda to najpierw historia ludów aryjskich, potem historia Wysp Brytyjskich i ekspansji Wikingów, biografie postaci mniej lub bardziej znanych, a na samym końcu przedstawiona autorska interpretacja kultu Odyna w nowej formie.  

Czy taka oryginalna? Nie wydaje mi się, bo teoria archetypów i traktowanie bogów jako pewne metafory czy struktury w umyśle są ogólnie rozpowszechnione wśród neopogan. O samym odynizmie i tego jak widzi go Osred jest raptem kilka stron;  autor przedstawia go nie tylko jako system religijny, ale jako wyraz ducha ludów północnoeuropejskich. Książka to w pewnym stopniu rodzaj manifestu, który łączy mitologię z antropologią i polityką tożsamościową, mającymi na celu zachęcenie osób o europejskich korzeniach do powrotu do ich "rodzimych" bogów.

Czy praca robi wrażenie? Raczej tak. Z jednej strony widzimy pasję do historii i wierne jej przedstawienie. Z drugiej strony, mało jest tak na prawdę o samym odynizmie. Oprócz tego, autor przedstawia biografie osób, które określa mianem "proto-odynistów". Podejrzewam, że większość z nich po prostu ceniła dawne pogaństwo i się nim inspirowała, ale nawet niekonieczne musiały to być wierzenia skandynawskie; tak jakby Osred podciągał ich pod przybraną przez siebie narrację, bo z tego co czytałem ci ludzie w swoich pracach częściej odwoływali się do religii antyku niż kultu Odyna. A jeśli podejdziemy do tematu od tej strony to można by przytoczyć wiele innych nazwisk. 

Ogółem jest dobrze. Polecam! 



poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Tomasz Szkopek "Niewolnictwo Słowian. Germańscy łowcy, żydowscy handlarze, arabscy eksploatatorzy"


Czy my Słowianie jesteśmy potomkami niewolników? Odpowiedź jest brutalnie prosta - nie. Niewolników sprzedawano za granice dawnych słowiańskich państw, kastrowano i wykorzystywano do prac. Oczywiście zdarzały się wyjątki od tej reguły niemniej daleko nam do historycznych brańców. No, może co niektórzy Arabowie, Żydzi poszerzyli swoje rody krzyżując się ze słowiańskimi niewolnicami - nie trudno stwierdzić, że to oni są w takim układzie potomkami niewolników. Niezły paradoks, co nie? Może to oni powinni być niewolnikami i mieć mentalność niewolniczą? Nie będę już wnikał w szczegóły. 

Tomasz Szkopek "Niewolnictwo Słowian. Germańscy łowcy, żydowscy handlarze, arabscy eksploatatorzy" (Veritatis Splendor, Warszawa 2026) to podróż przez historię niewolnictwa. Omówiona zostaje m.in. geneza słowa "slave", które podobnie brzmi w kilku innych językach. Autor bierze pod lupę wiele  ciekawych zagadnień - mit pochodzenia naszego ludu od postaci biblijnych (Jafeta, Kaanana) oraz interpretacje tej bajki przez różnych autorów. 
Ciekawe jest to pochodzenie Słowian od biblijnego Chama, coś musi być na rzeczy bo ludzie często mnie tak nazywają ... 

Na piedestale stoi przede wszystkim rozprawienie się z "Czarną legendą Piastów", czyli innym mitem, według którego barbarzyńscy, pierwsi władcy naszego państwa budowali kraj Polan dzięki handlowi niewolnikami. 

Od strony historycznej dostają po dupie Żydzi. Nic nowego. Od strony naukowej dostaje po dupie wielu badaczy, znanych z nazwisk bardziej lub mniej. Wśród nich na szczególne potraktowanie zasłużył sobie Kamil Janicki. Ogólnie słyszałem o jego pracach negatywne opinie, więc to nie są czcze słowa.
Trochę szerzej: 

"Największy zysk, ponad dziesięciokrotny, przynosiło dostarczanie niewolników do Kordoby, do Bizancjum trzykrotny, gdzie w IX wieku słowiański niewolnik kosztował 10 nomism (32 gramy złota), a czarny niewolnik 4 nomismy (roczna płaca robotnika najemnego wynosiła 2 nomismy)” (s. 32).

Od razu rozpoznaje się prawdziwą wartość człowieka z Europy i z Afryki ...  

Jedno tylko zdanie sprawiło, że prawie zemdlałem:

"Interesująca i godna uwagi jest najnowsza analiza nazw plemion słowiańskich u Geografa [Bawarskiego - przypis Khaliperius], którą opracował Tomasz J. Kosiński" (s. 240).
I tutaj był odnośnik do jego publikacji. No nie no! Trochę powagi przy stosowaniu źródeł! 

Ogółem praca treściwa, wnikliwa i analityczna. Ma duże plusy pomimo dziwnej rekomendacji artykułu pana Tomasza J. Kosińskiego. Napisana przez historyka, oparta na dobrych źródłach i opracowaniach.

Polecam! 

poniedziałek, 2 marca 2026

Grzegorz Braun "Będziesz wisiał"


"Będziesz wisiał" (Capital, Warszawa 2021) to zbiór publicznych wypowiedzi znanego polityka, reżysera, scenarzysty i publicysty Grzegorza Brauna w sejmie z roku 2020. Całość wzbogacona została o wywiady przeprowadzone z autorem przez Jana Pińskiego, który napisał także przedmowę do omawianej w niniejszym poście książki. 

Co by tu dużo nie mówić, Grzegorz Braun poruszał ważne kwestie plandemii (tak, celowo napisałem plandemii) jej skutków dla ludzi i gospodarki. Przestrzegał przed problemami, których na szczęście w dużej mierze uniknęliśmy w latach późniejszych. Polityk omawiał różne kwestie z związane z codziennością - spodobał mi się termin TVP Dezinfo, a także stosowany przez niego zwrot "Wysoka Pustawa Izbo!". 

Z większością argumentów Brauna stanowczo się zgadzam. Dlaczego większością? Po prostu na wielu sprawach się dobrze nie znam i nie będę udawał erudyty. W każdym razie polityk mówił językiem zrozumiałym dla każdego. Krytykował słusznie co się tylko dało - wydatki na wojsko, polityczną nowomowę czy np. fakty związane z obroną dzieci przed gangami pedofilskimi. 

Ogółem książka świetna. Do przeczytania na jeden dzień. Gorąco polecam! 


sobota, 28 lutego 2026

"Helmolda kronika Słowian" wstęp i opracowanie Jerzy Strzelczyk


Kolega Welerad na jednym ze spotkań Gniazda Żmija ZWRP "Ród" zasugerował, że koniecznie przeczytać należy "Helmolda kronikę Słowian". 

To cenne dzieło stało się łatwo dostępne dla wszystkich dzięki wydawnictwu Replika (2024, tł. Józef Matuszewski). Jak powszechnie wiadomo, jest to absolutny klasyk, który zawiera tyle samo cennych informacji co i przekłamań, historycznych niezgodności i drobnych pomyłek, które badacze zweryfikowali na przestrzeni lat. Tekst ten przyczynił się do poszerzenia wiedzy o religii dawnych Słowian, choć przyznam, że fragmenty dotyczące kultu źródeł, kamieni, lasów, boga Prowe, Podaga czy Świętowita notorycznie powtarzane były we wszystkich opracowaniach. 


Książkę ciężko się czyta, historia przedstawiona w niej jest bardzo sucha. Kilka jednak informacji warto zapamiętać oprócz tego, że Słowianie składali ofiary z chrześcijan, a głowę jednego biskupa nadziali na dzidę i wystawili na widok publiczny. 

Słowianie bowiem z natury są wiarołomni i złośliwi, należy się ich zatem strzec (s.121). 

Nie oszczędzają ponadto kościołów, które zrównują z ziemią, cmentarzy, klasztorów. W wojnach biorą udział wyłącznie dla rabunków. Mordują księży ... Ech ... I pomyśleć, że to samo robią co jakiś czas współcześni metalowcy to po prostu tradycja. 


Zaciekawiła mnie też klątwa rzucona na dynastię Salicką. Praktycznie to samo co w przypadku Jakuba de Molay, na Henryku V wygasa linia. 

Klasyki gatunku nie ma co za bardzo omawiać. Warto się z nią jednak zapoznać. Polecam! 

środa, 14 stycznia 2026

Piotr Dorosiński "Rzeźpospolita"


 

\m/ \m/ 

"Rzeźpospolita" Piotra Dorosińskiego (In Rock, Czerwonak 2021) to historia polskiej sceny metalowej lat 90. XX wieku. Był to czas kiedy to nad-muzyka rodziła się w ciężkich bólach, ewoluowała, rozwijała na boczne strony. Jak wyglądał nasz krajowy underground? Które zespoły dominowały? Tego dowiecie się z tej książki. 

    Co do moich wrażeń, spodziewałem się więcej na temat ideologii i poczynań artystów z tamtych czasów i trochę się zawiodłem. Książka opowiada głównie o tym jak wydawano kasety, w których wydawnictwach, kto kogo wyrąbał na kasie i jak generalnie szło na trasach koncertowych, w studiach nagrań i z kim. I tak z grubsza można by streścić ponad siedmiuset stronicową "Rzeźpospolitą". 

Oczywiście najbardziej interesowały mnie historie z życia ówczesnych wielkich gumisiów. Jakieś tam opowieści kapitana misia też napotykamy - wejście do kościoła i zakłócenie mszy, napierdzielanki fanów jednych zespołów z drugimi, zasady, które dzieliły fanów na tych "true" i "pozerów". Ja chrzanię! Może nawet dobrze, że świat metalu rozpoczął się dla mnie na samym początku tego tysiąclecia. Nie do końca czaję to, że można było bić się w imię jednego zespołu, kiedy przeciętny metalowiec z mojej epoki słuchał to do czego tylko udało mu się dotrzeć. Przerażające. 

Ale zaciekawił mnie fakt, że prawdziwy true metal według zasad lat 90. nie grał w koszykówkę, co było niegodnym metalowca zachowaniem. Kurcze! Mężczyzn się nie pyta o zarobki, kobiet o wiek, a osoby khaliperyjskiej (skoro już jestem w tym przypadku czymś oddzielnym, a modna jest nowomowa), czy grał w koszykówkę? Wyjątkowo nie lubię tego pytania. A koszykówki czy siatkówki nie cierpię jeszcze bardziej. Jednak miałem serce z prawdziwego metalu. I mam dalej! 
Myślałem, że w książce będzie więcej na temat rozwoju subkulturowego pogaństwa. Bardzo mało o tym jest, trochę się tu Rob Darken wypowiada, jest rozdzialik o Funeral Cult, Hefeystosie, Marhoth oraz wzmianki o zespołach takich jak Sacrilegium, Capricornus czy Grom. Ale przecież nie jest dla mnie tajemnicą, że tych projektów muzycznych o słowiańskim pogaństwie było całe mnóstwo. W zanadrzu mam jeszcze stare katalogi Nawia Productions, gdzie do kupienia kaset i płyt takich zespołów wymienionych są dziesiątki. Nie wiem dlaczego tutaj jest o tym tak mało... 

Warto się z książką zapoznać z jednego powodu - podaje doskonałą listę polskich zespołów i albumów, które wart przesłuchać. Spora ilość z nich jest dostępna już w sieci (z YouTube na czele). Warto nadrobić braki z wielu niepoznanych dawniej kaset. Same wywiady raczej mało wciągają i dotyczą spraw ważnych dla muzyków, nie dla fanów, dla których liczy się efekt końcowy. 

Polecam! 

\m/ \m/ 

niedziela, 30 listopada 2025

Tadeusz Wojciechowski "O Piaście i piaście"


Żeby nie żyć ciągle religią Słowian na przegrychę wziąłem sobie coś na temat historii. A właściwie nawet legend o pradziejach naszego państwa. Tadeuesz Wojciechowski "O Piaście i piaście" (Miles, Kraków 2005 na podstawie przedruku z 1895 r.) to krótka książeczka będąca zbiorem rozważań na temat postaci Piasta. Autor głowi się nad faktem, czy było to imię osobowe protoplasty pierwszej polskiej dynastii królewskiej, czy może po prostu tytuł urzędniczy. Porównane zostają informacje płynące z kronik, a nawet Wojciechowski dostrzega pewne analogie w legendzie o dwóch misjonarzach, którzy przybyli na postrzyżyny Mieszka do greckiego mitu o Filemonie i Baucydzie. 

Krótkie, acz ciekawe. Należy jednak wziąć pod uwagę, że jest to bardzo stara praca i wiele wniosków z niej płynących śmiało możemy uznać za zdezaktualizowane. 

Mimo to polecam! 



czwartek, 27 listopada 2025

Hubert Kozieł "Demony nazistów. Nawiedzone miejsca i okultyzm III Rzeszy"

Przenosimy się myślami do czasów II wojny światowej oraz tego co po niej zostało. Hubert Kozieł "Demony nazistów. Nawiedzone miejsca i okultyzm III Rzeszy" (Replika, 2025) to krótka podróż po podtytułowych przestrzeniach, jakie powstały w wyniku dokonanych morderstw i polityki Niemców z okresu lat 1939-1945. Trochę o duchach, trochę o nazi okultyzmie i historii. Ogółem ciekawe choć przyznam, że duża część pracy to tematy wałkowane po raz setny (Vril, Zakon Thule, armanizm, "Ostara", Heinrich Himmler i tajemnice zamku Wewelsburg). Pewne zagadnienia moim zdaniem nie specjalnie tutaj pasują jak choćby egzorcyzmy Anneliese Michel, który podczas jednego z opętań wspominała o Hitlerze. 

Poznałem też dużo nowych ciekawostek. Miejsca, w których straszy były, są i będą aktywne przynajmniej przez jakiś czas. Wiadomo, że z czasem zostają one "oczyszczone" z niezrozumiałych energii, które je zamieszkują. Ale to na pewno trochę dekad zajmie. Przynajmniej w pewnych przypadkach. 


Polecam! Na dwa dni jak znalazł. 


sobota, 4 października 2025

Dariusz Rozwadowski "Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu".

 


Współczesny świat serwuje nam wiele urozmaiceń; od promocji zboczeńców, przez prawa feminazistek, poprawność polityczną względem osób niebiałonormatywnych, po inne cuda związane z mniejszościami. Czemu to wszystko służy? Proste. Unicestwieniu naszej cywilizacji, bo przecież niczemu dobremu. Po co walczy się z wartościami takimi jak naród, rodzina, tradycja? Skąd się to wszystko bierze? To co ogólnie określamy mianem "lewactwa" poprawnie powinno nazywać się "marksizmem kulturowym". 

Kiedy to zobaczysz na żywo nie poskąp choćby jednego jajka. 

"Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu" Dariusza Rozwadowskiego (Prohibita, Warszawa 2018) to pełna historia zawartego w tytule tematu, krytyczna analiza wielu "współczesnych fenomenów" i ogólnie opracowanie, któremu postawiłbym ocenę celującą.


Historia "marszu przez partie" i wielu związanych z ideologią nazwisk - Antoni Gramsci, György Lukács, Altiero Spinelli, Theodor Adorno, Max Horkheimer, Wilhelm Reich, Herbert Marcuse. Są i popularniejsze godności jak Daniel Cohn-Bendit, Rudi Dutschke, Joschka Fisher, Robert Schuman, Konrad Adanauer czy Jean Monnet. Same nazwiska powodują skurcz żołądka i przybliżanie się go bliżej gardła.  Możemy się też wyrzygać na cenniejsze autorytety - Ericha Fromma czy Jürgena Habermasa. "Manifest z Ventotene" i inne cudowne pisma, którym żyją unijni urzędnicy jak i ci z ONZ.  Szkoła Frankurcka i Szkoła Birmingham. Krótko mówiąc Rozwadowski omówił co tylko się dało i chyba niczego nie pominął. 



Dlaczego dawniej ludzie żyli w małżeństwie do śmierci, a teraz przeciętna osoba co kilka lat ma innych partnerów, dzieci z różnych związków etc.? Dlaczego lansuje się podmianę kulturową, bezdzietność, robi z wybryków natury normę do wyboru? O tym wszystkim w niniejszej lekturze. 



Praca jest świetna nie tylko ze względu na dokładnie przedstawione fakty, przytoczone fragmenty tekstów źródłowych, dokładną analizę zjawisk, ale też to, że autor ładnie oczyszcza współczesność z marksistowskiego sposobu myślenia. No i przyznam, nie jest to łatwe. Pewne rzeczy jak swoboda seksualna, antykoncepcja na zawołanie na dobrą sprawę już tak zakorzeniły się w ludzkiej psychice, że nie sposób marksizmu kulturowego w pełni wyrugować z ludzkiego żywota. Cóż, jako rodzimowierca, nie-katolik, ale co istotne wspierający politycznie prawą stronę mocy stwierdzam, że we wszystkim wskazany jest umiar. Imponujące dla mnie jest to, że Rozwadowski potrafił obronić argumenty w sprawach, które dla lewaków są tylko ciemnogrodem dziedziczonym po przodkach. 


Książka dobrze podnosi samoocenę i wspiera zdrowy tryb myślenia. Dzięki niej można spokojnie wyzbyć się błędnych przekonań o wielu dokonaniach "nauki". No właśnie, i nauki, i pseudonauki. Odchwaszczenie jaźni z naleciałości współczesności. 



Czy ją polecam! Nożesz kurde! Obowiązkowo! 


piątek, 5 września 2025

Igor D. Górewicz "Pomorskie opowieści 2. Kraina Piratów"


Po raz kolejny młody czytelnik może zaznajomić się wstępnie z zapomnianą chwałą Pomorza. Igor D. Górewicz "Pomorskie opowieści 2. Kraina Piratów" (Triglav, Szczecin 2023) to prolegomena do historii walecznych Słowian z obszarów wyspy Wolin, Szczecina i zgermanizowanych co nieco terenów Połabia. 
    Mało kto już pamięta naszych rodzimych piratów, zwanych chąśnikami. Ba! Mało kto wie, że wśród skandynawskich wikingów nie brakowało słowiańskich najemników. A to koniecznie trzeba wiedzieć, że Polacy mają nie tylko swoje pustynie, zapomniane czarownice, państwo Jaksy, książąt, naukowców i odkrywców, ale także osiągniecia w innych dziedzinach, w tym także w zorganizowanym piractwie. Takie książeczki pozwalają budować nam wysoką samoocenę. Jak mówi stare powiedzenie: "cudze chwalicie, swojego nie znacie". Odkrywamy wspaniały świat Słowian na nowo w nieznanych wielu osobom aspektach. Może w przyszłości reżyserzy i show runnerzy nakręcą jakieś filmy czy seriale na ten temat (swojej sugestii nie kieruję do tych z Netfliksa). 


środa, 3 września 2025

"Rycerze Chrystusowi z Prus. Historia Zakonu Braci Dobrzyńskich"


"Rycerze Chrystusowi z Prus. Historia Zakonu Braci Dobrzyńskich" (Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej w Rypinie, Rypin 2011) to ilustrowany album poświęcony Braciom Dobrzyńskim. Geneza, źródła informacji oraz to co o nich wiemy, a wiemy niedużo bo był to tylko krótki okres w dziejach Polski. Przynajmniej coś u nas wykiełkowało, ale nawet i to zostało wciągnięte przez obcy kapitał ...


Widać tradycja wykupywania przez obce firmy przetrwała do dzisiaj. Historia, uzbrojenie, stroje i kilka innych detali z życia Zakonu. Dobra lektura na pół godziny. Polecam! 

źródło: Facebook