Ostatnio zdarzały mi się spontaniczne wyskoki do kina bez wcześniejszego planu. No cóż, praca zabiera mi mnóstwo czasu, a księżniczka Kitana nie będzie długo czekała z kolacją. Trzeba było koniecznie zobaczyć nowy film "Mortal Kombat 2". Pomimo, że nie byłem zachwycony częścią pierwszą sprzed kilku lat, to dwójka bardzo przypadła mi do gustu. Mortalistyczny klimat w 100%. Piękna Edenia (nawet królowa Sindel miała w sobie coś uroczego), klimatyczne miasteczko, areny walk takie jak Dead Pool czy Pit. Tylko brak obecności młodszego Sub-Zero bardzo mnie zabolała. "Mortal Kombat" bez młodszego Sub-Zero jest jak "Dynastia" bez Alexis. Co to będzie w sequelu gry "Mortal Kombat 1" skoro Bi-Han już jako Noob Saibot nie żyje, a młodszy Kuai Liang jest w tej linii czasowej Scorpionem? Może osierocony Hanso Hasashi stanie się nowym Sub-Zero. No mam nadzieję, inaczej sobie tego nie wyobrażam.
Tak czy siak universum Mortal Kombat prężnie się rozwija. Dowodem na to jest ilustrowany album "Mortal Kombat Flawless Victory. Ilustrowana historia kultowej serii" autorstwa Iana Flynna (Gamebook Wydawnictwo, 2025). Zakupiłem go. Dlaczego by nie, skoro jestem wieloletnim fanem gry. Nawet zadbałem o mortalowy merch - mam portfel z logiem smoka, zamówiłem też taką torbę, sakiewkę do kluczy, czapkę z daszkiem, opakowanie termiczne na jedzenie, mam kilka koszulek ... Dobra nie będę się chwalił jak dziecinny być potrafię. No i nawet mam książkę David L. Craddock "Niech żyje Mortal Kombat. Runda 1".
Co zaś o omawianej w tym poście lekturze da się powiedzieć? Jest to album. Album bogato ilustrowany. Zawiera dużo zrzutów z gier, historii postaci i podanych z nazw Fatality, które autor najwyraźniej sam wymyślił. Do tego filmy, seriale, komiksy i ogólny merch.
Co o tym powiedzieć?
O takie zdjęcia nie trudno w sieci. Historie postaci bardzo krótkie, mało tego tylko co poniektórych... Brakuje wielu fajterów. To powoduje, że książka staje się marna, a więcej wartościowych informacji można znaleźć w Internecie. Jedynym plusem są grafiki koncepcyjne zamieszczone w albumie. Ich jeszcze nigdy publicznie nie widziałem. Poznajemy różne wizje bohaterów, ich imion. I to jest na dobrą sprawę jedyny atut tego przedsięwzięcia, bo reszta to siódma woda po kisielu.
Czy książkę polecam? Szczerze powiedziawszy - nie za bardzo. Komercja przez wielkie "K". Lepszy film i gry. Do samego albumu należy podejść jak Scorpion czy Shujinko - "Get over here!".