sobota, 22 sierpnia 2026

Mateusz Libera "Zarzewie mroku"


Mateusz Libera "Zarzewie mroku" (Replika, Poznań 2026) to historia kilku uroczych nastolatków, którzy jak to w życiu bywa, natrafili na siły potężniejsze od nich samych. Mamy tutaj fantastyczną historię z końcówki czerwca 2001 r. 

O rety! Skończyłem wtedy trzecią klasę liceum i odprawiłem swój pierwszy "wiccański" rytuał.  To był mniej więcej ten okres. Ale dosyć sentymentów ... A może właśnie przeciwnie - nadmiar sentymentów. Libera pisząc tę książkę przywołuje ducha lat 90. XX w. - wspomina gry z tego okresu, seriale animowane z telewizji, przekąski i napoje, muzykę ze stacji Viva ... No powiem, że trafił w moją epokę. Ale no właśnie, czy w pełni? W 2001 r. Pegasus był już passe a chwalenie się nim to byłby obciach. Faktycznie prym wiodły inne konsole m.in. Ninitendo 64, Sony Playstation czy Sega Saturn. Choć to było ze dwa, może trzy lata wcześniej w okolicach 1998 r. kiedy się jeszcze lubowałem w gierkach komputerowych. No w każdym razie jak na rok 2001 pewne elementy książki trącają mi bardziej początkiem lat 90. niż ich schyłkiem. 

Co zaś do reszty tego dzieła - nie jest ono jakieś nadzwyczajne; historia, którą tu się przedstawia nie robi na mnie wrażenia. Słownictwo na podstawowym poziomie. Nie wykluczam, że można w nich dostrzec trochę anachronicznych wyrażeń, bardziej typowych dla PRLu niż epoki późniejszej. 

Ogółem komercja jakich pełno w czasach obecnych. Oceniam ją jako przeciętną.