Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szeptuchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szeptuchy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

Joanna Tarnawska "Polish Folk Magic. Ancestral Lore & Traditions of the West Slavs"


Książek o czarownictwie ludowym (głównie bazującym na religii i praktykach dawnych Słowian) mamy w Polsce bardzo dużo. Można je podzielić według kategorii na:
- lepsze (np. naukowa praca Joanny Wawrzeniuk "Magia ochronna Słowian we wczesnym średniowieczu na ziemiach polskich", prace o roślinach: m.in. Karolina Lisek "Słowiańska magia ziół. Obrzędy, bóstwa, demony i rośliny", Marek Włodzimierz Kralka "Zeszyt drzew słowiańskich", Joanna Laprus "Słowiańskie rośliny czarowne"),
- średnie (Joanna Laprus "Słowiańskie boginie ziół"), 
- tragiczne (np. Natalia Stepanova "Wielka księga sekretnych zaklęć rosyjskich szeptuch. Miłość, bogactwo i odzyskiwanie zdrowia", Dobromiła Agiles „Słowiańska wiedźma. Rytuały, przepisy i zaklęcia naszych przodków”, Natasha Helvin "Słowiańska magia w praktyce" oraz "Rosyjska czarna magia" czy Vadim Tschenze "Sekrety szeptuch. Ludowe sposoby uzdrawiania"). 

W języku angielskim również ukazały się dzieła z tej dziedziny; tu na wstępie wymienię moje ulubione Radomira Ristica „Balkan Traditional Witchcraft” oraz „Witchcraft and Sorcery of the Balkans”. Jest już tego na tyle, że mamy w czym wybierać. Pojawia się tylko pytanie, czy istnieją anglojęzyczne lektury, które przedstawiają polskie czarownictwo całemu światu?

I oto jest!

Jedną z pierwszych na ten temat jest praca Joanny Tarnawskiej "Polish Folk Magic. Ancestral Lore & Traditions of the West Slavs" (Crossed Crow Books, Evanston 2025). Autorka wprowadza nas w temat polskiej magii ludowej. Wbrew temu co wszyscy oczekują nie jest to próba rekonstrukcji słowiańskich praktyk przedchrześcijańskich wiedźm, lecz opis tego co powstało synkretycznie po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Nie zabrakło jednak także i  wprowadzenia do pogańskiej wizji świata, którą Tarnawska jak najbardziej przytacza (m.in. mit wyłonienia, kult ognia, kult wody). Przedstawione zostały opisy dawnych ludowych praktyk magicznych (m.in. klątwy, okadzanie, magia ochronna, używanie nawęzów, leczenie jajkiem czy magia miłosna), postacie z polskiego folkloru (diabły, duchy domowe czy specyficzna postać i rola Maryji). Na końcu szczegółowe zostały opisane polskie święta i magia z nimi związana. 


Czy mam jakieś uwagi? Autorka przedstawia mitologię słowiańską opartą o współczesne rodzimowiercze wizje. Pojawiają się np. "Prawia" i "Jawia", które pochodzą z "Księgi Welesa". No i słynne "Panu Bogu święcę, a diabłu ogarek". W oryginale było "diabłu dwie", ale wiemy, że już wersja z ogarkiem się przyjęła. Odnotowałem jedną drobną wpadkę - katolicyzm był główną religią w Szkocji (s.105)? Oj nie.

Jakie wrażenia?


Ogólnie bardzo dobre. Nie jest to kolejny mizerny podręcznik słowiańskiego New Age, tylko przedstawienie ludowych praktyk z aspektu historycznego. Nie ma tutaj żadnych wymysłów, a jest czysta historia, demonologia i folklor. Praca ta ma szanse stać się jednym z pierwszych podręczników polskiej magii ludowej w świecie dzięki wydaniu jej w języku angielskim, czego autorce z całego serca życzę! Jest to bardzo dobre przedstawienie tematu ze szczegółami. Pewne informacje były dla mnie nowością np. praktyki z Dnia Świętego Medarda.  

Tak czy owak, książka rewelacyjna - gorąco polecam, zarówno Polakom jak i wszystkim  anglojęzycznym wiedźmom i wiedźminom. 


środa, 12 czerwca 2024

Marta R. Jabłońska "Slavic Witches and Social Media"


Przechodzimy do jednego z najfajniejszych tematów jakim jest słowiańskie czarownictwo. Wiedźmy i wiedźmini - proszę zachować szczególną uwagę, to nie są ćwiczenia. 

"Slavic Witches and Social Media" Marty R. Jabłońskiej to połączenie dwóch popularnych tematów: współczesnego czarownictwa występującego obecnie w Polsce i roli mediów, jakie spełniają w wiedźmiej społeczności. I tak po kolei autorka wałkuje znane tematy - problem mniejszości w katolickiej Polsce, media, różnorodność słowiańskich czarownic (te chrześcijańskie szeptuchy, te neopogańskie), czarownictwo w mediach od strony socjologicznej, co już nie raz przy wątku polskich pogan omawiano.  

Jabłońska bardzo dużo poświęciła stron tematowi religii wicca w Polsce. No i gra, korzysta z prac naukowych  (ethic), tych lepszych (M. Witulski), słabszych (R. Furman, J. Malita-Król i A. Anczyk). Dlaczego moim zdaniem słabszych? Te wszystkie "kobiety wyzwolone" to jak mówi mi doświadczenie raczej "trans-wyzwolone". Szmącą kichę, że takie są wolne, a jednak mężów mają, nimfomankami nie są, a co poniektóre nawet mają dzieci mimo ględzenia o prawie do aborcji. To raczej propagowany mit lub współczesna identyfikacja w stylu "osoba cis-liberalna". Dalej, w bibliografii nie brakuje prac naukowych kontrowersyjnych (R. Hutton). Są też książki typu emic, zdecydowanie sensowniej dobrane (m.in. V. Crowley, A. Keeling). 

Zastanawia mnie jednak inna rzecz - czy tu możemy mówić o "słowiańskich czarownicach" skoro połowa z tych feminazistek odżegnuje się od rodzimej kultury, wielbienia naszych bogów "preferując" przy tym "tradycje nordyckie, celtyckie czy egipskie"? No może trochę się zmieniło od czasu kiedy wypłynąłem z tego szamba, ale przyznam, że dawniej mentalność tych ludzi odbiegała od zdrowej. Biologicznie słowiańskie, mentalnie urojone ojkofobią. Autorka omawia ich w kontekście słowiańskich czarownic co jest dla mnie takim "martwym polem". Ponadto zwróciłbym uwagę autorce, że czarownictwo to nie tylko wicca tradycyjna, wicca eklektyczna, szeptuchy, rodzimo-wiedźmy, ale też cały szereg uniwersalistycznych, innych ścieżek m.in. magia chaosu, thelema, rozmaitego rodzaju "świetlni wędrowcy" etc. Mamy tutaj słowiańskie cyber-wiedźmy i wiccan. Dlaczego akurat tylko ich objęło to kryterium? 

Omówione pojęcia, wyjaśnione podstawowe kwestie problematyczne. Mnóstwo statystyk - to było okrutne. Jabłońska wprowadza doskonały wgląd w bibliografię dotyczącą prac socjologicznych na temat social media i życia społecznego wyznawców poszczególnych religii. Poznałem kilka nowych fascynujących tez, nowych nazwisk.


Ogólnie jest gitez! Książkę gorąco polecam! 

sobota, 19 listopada 2022

"Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony"

 

Na krótki okres czasu postanowiłem zanurzyć wzrok w bieżącej literaturze usytuowanej tematycznie w starych, dobrych, słowiańskich klimatach. Widząc, że zainteresowanie czasami przedchrześcijańskimi wciąż nie maleje, na co dowodem jest mnóstwo literatury pięknej na ten temat dostępnej w Empiku, nabyłem zbioróweczkę pt. "Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony". Ogółem, są to krótkie opowiadania autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, Marty Krajewskiej, Anny Szumacher, Jagny Rolskiej, Rafała Dębskiego, Martyny Raduchowskiej, Marcina Podlewskiego, Marcina Mortki. Większość literatów pretendowała do Nagrody Zajdla, co wyróżnia się często w krótkich, zamieszczonych notkach biograficznych.

Jakie wnioski? Przyznam, że jakoś szczególnie autorzy mi nie zaimponowali. Opowiadania oceniam jako przeciętne. Na ogół przypominają typowe ludowe, czy znane z historii, powiastki silnie naładowane wiedzą o słowiańskich wierzeniach i praktykach.  Pewnie dlatego, żeby czytelnik czuł się zachwycony tą "słowiańską ekspresją". Bardzo długo się męczyłem z tą książką; bo chociaż czyta się ją stosunkowo szybko, sama treść za bardzo nie wciąga. Jeden rozdzialik przypominał mi swoją treścią "Amerykańskich bogów" Gaimana, przez co uznałem, że chyba nie mamy już tak dobrych pisarzy jak dawniej, skoro brniemy w (h)amerykańskim kierunku. Wadą książki jest również to, że nie wszystkie zamieszczone opowiadania ściśle odwołują się do tytułu pracy. 

Da się to czytać, ale przyznam, że trochę trąca to komercją. Nie znalazłem ani jednego opowiadania, które wyróżniałoby się czymś szczególnym, co jakoś wybitnie zapadłoby mi w pamięć. Wszystko na średnim poziomie. 

Średnio polecam! 

czwartek, 29 lipca 2021

Natalia Stepanova "Wielka księga sekretnych zaklęć rosyjskich szeptuch. Miłość, bogactwo i odzyskiwanie zdrowia"


"Wielka księga sekretnych zaklęć rosyjskich szeptuch. Miłość, bogactwo i odzyskiwanie zdrowia" Natalii Stepanovej to jak wskazuje tytuł zbiór praktycznych zaklęć i szybkich rytuałów na wiele problemów. Pasowałby równie dobrze tytuł "101 zaklęć na każdą okazje". Klucz, zamek, język. Amen, amen, amen. Takim szyfrem kończy się przeciętna strona ... Parę słów, potem wierszyk. Czasem liścik od fanów na samym początku. 

Co by tu dużo nie pisać; New Age i zabobony. Generalnie podręcznik magii jakich wiele na ryku ezo. Na dobrą sprawę to takie "Dr Balbina Gąska radzi". Pewne pomysły np. na pozbycie się chrapania nie wydają mi się długotrwałe. Podejrzewam, że są na to lepsze sposoby ... 

Na okładce czytam "skarbnica syberyjskiej mądrości". Zastanawiam się ile tutaj ludowości wyrosłej na słowiańskim gruncie, ale ile obcych wpływów? W sumie zaklęcia wymieniają świętych znanych z prawosławnego klimatu. Jest też trochę ciekawostek o rusałkach. Jesteśmy więc w domu. 

Rozbawiły mnie tylko te listy do autorki zamieszczone w tekście. Np. ten o opętanej agresją żonie: 

Innym razem powiedziałem, że zupa jest moim zdaniem mało słona, więc wzięła opakowanie soli i wsypała do garnka (s. 36). 

W naszej polskie kulturze ludowej są na ten problem sprawdzone metody. Nie trzeba pociągać się od razu do praktyk magii.  


Inny przykład z listu pod zaklęciem "Na posłuszeństwo dzieci":

Niby jest jeszcze mały, ale jego ciosy bolą. Ostatnio zamiast jego ulubionej manny podałam proso. Wziął więc talerz i rzucił nim we mnie. Ledwo zdążyłam odskoczyć (s. 148). 

Takie problemy też można załatwić za pomocą sprawdzonych, ludowych metod, niekoniecznie magicznych.

"By pozbyć się rywalki", "by mąż przestał nienawidzić żony, "by żona nie zdradzała", "by połowy ryb były obfite" to tylko przykłady z wielu porad. 

Generalnie jest to totalny pierdulnik, którego nikomu nie polecam. Chyba, że ktoś szuka taniej rozrywki na trzy godziny. 

niedziela, 16 sierpnia 2020

Tomasz Niedziela "Szepty Szeptuchy"


"Szepty i Szpetuchy" Tomasza Niedzieli to opowieść, której akcja toczy się na przestrzeni pierwszej i drugiej wojny światowej. Jej bohaterami są głównie Łemkowie choć autor przenosi nas myślami z karpackich gór do Wiednia, Wenecji, Afryki, Hiszpanii czy nawet Norwegii. Nie brakuje miasta Gdańska. 

Wbrew temu co podpowiada nam tytuł, akcja książki nie dotyczy naszych słowiańskich szeptuch, które głownie żyją na Podlasiu i Białorusi. Niedziela kreuje dziwny świat, w którym istnieją małe grupy przypominające swoją charakterystyką dawne coveny czarownic lub pojedynczy "mistrzowie". Przekazują sobie pewną tajemną wiedzę. Autor niestety nie rozwija magicznego wątku poza przedstawieniem eksperymentów z jasnowidzeniami. Nie wiadomo szerzej kim są ci ludzie. Ba! Czytając podejrzewałem, że akcja książki zawiera jakiś ukryty wątek, który na końcu zostanie wyjaśniony. I tu się bardzo zawiodłem; poza relacjami głównych bohaterów nie skończyło się na niczym ciekawym, chyba, że osobiście nie zrozumiałem przekazu płynącego z lektury. 

Nie zachwycił mnie język. Słownictwo ubogie. Brakuje mi przede wszystkim opisów. Trudno jest wyobrazić sobie przedstawione realia. Czasem miałem wrażenia, że autor opisuje jakieś dzieje, o których mało wie, a wątek fabularny wpasowuje do pracy na siłę. Mało jest nazwisk. Głównych bohaterów znamy tylko z imion. Irytuje mnie jeszcze powtórzenia wyrazów, zwłaszcza wspomnianych mian w co drugim zdaniu. No i mowa oraz zachowanie bohaterów. Nie pasują do rzeczywistości, zwłaszcza prostych wioskowych chłopów i wiedźm, które całe życie spędzały w lesie. Wątpię, żeby prosty Łemko, który życie spędzał na górskiej wsi i produkował okowitę tak sobie znał francuski, a bosorka odnajdywała się wśród hrabin na balu ... 

Fabuła przez pewien czas mnie wciągała. Uważam, że byłoby to dobre dzieło gdyby napisane zostało ciut bardziej wyrafinowanym językiem, pełnym opisów rzeczywistości, lepiej oddającymi realia opisywanych czasów i wyjaśniającymi pewne wątki, dziwnie nałożone na pojęcie tytułowych szeptuch. 

Ocena dostateczna. 

piątek, 30 grudnia 2016

Vadim Tschenze "Sekrety szeptuch. Ludowe sposoby uzdrawiania"


Dobrą odskocznią od pogaństwa i magii zachodniej jest temat szeptuch i szeptunów, a więc lokalnych uzdrawiaczy, wiedźm i znachorów. Główną zaletą prac ich autorstwa jest to, że nie trzeba szukać orientalnych roślin, wymyślać nowych rytuałów, skoro mamy wszystko w lokalnym, tradycyjnym i sprawdzonym przez stulecia wydaniu.

Wszyscy co mnie znają wiedzą, że wolę opierać szczegóły swojego światopoglądu czy praktyk o źródła lokalne, gdzie tylko jest to możliwe. Nie lubię bezmyślnego kopiowania wzorców zachodnich tam gdzie nie są one potrzebne. Żyjemy w innej strefie klimatycznej, mamy inną historię, mentalność, język czy nawet podejście do wielu rzeczy. Stąd tłumaczenie zaklęć brytyjskich nie zawsze odda nam to co powinno, o ile w ogóle to zrobi.

Pierwszy raz w życiu przeczytałem książkę w pełni poświęconą tematowi szeptuch. Jedno podstawowe pytanie jakie nasunęło mi się na myśl brzmi: "czy są to antyczne metody praktykowane przez stulecia czy kolejny synkretyczny zlepek wszystkiego w nowym komercyjnym wydaniu?" Niestety obawiam się, że odpowiedzią jest "pół na pół".

Autor opisuje całe mnóstwo zabobonów, praktyk magicznych, zielarstwa i medycyny niekonwencjonalnej. Jest też trochę o czakrach i pokrewnych zagadnieniach.

Generalnie czyta się to dobrze, choć owe leksykony ziół i chorób lekko przynudzają ...

Główną zaletą pracy Tschenze sa opisy rytuałów. Od razu czujemy ludowy klimat, a magia, która często wymaga zdobywania niedostępnych łatwo rekwizytów staje się nam bliska. Do tego klimatyczne świece, cmentarze, ikony ... Żyć nie umierać!

Gdyby tak jeszcze ową pracę odrzeć z naleciałości prawosławia, a zastąpić je czystym pogaństwem to mielibyśmy prawdziwą słowiańską księgę cieni. No, może inne elementy też trzebaby odjąć, żeby było całkiem słowiańsko, ale z drugiej strony nie budujmy niepotrzebnych granic. Wszystko co użyteczne powinno nam wejść w zakres wiedzy.

Zbyt duża zabobonność, śmieszne rytuały trochę psują jakość tej pracy. Trzeba umieć oddzielić trutki mysie od szczurzych, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Trochę w tych przesądach prawdy jest, ale na pewno nie aż tak wiele jak chce autor (no chyba kluczem wrzuconym do rzeki migreny nikomu nie wyleczę [??????]).

Ciekawa książka, jakość po obdarciu z zabobonów, prawosławia, New Age pozostawiam dla Waszej własnej oceny! Według mnie jest cienka jak sik komara.