sobota, 14 października 2017

Radomir Ristic „Balkan Traditional Witchcraft”

Pogańska w żyłach płynie krew,
Kapłanki, wino, taniec, śpiew
Zasadę w życiu mam full fill –
if You harm none do what thou wilt

Fragment utworu pt. “Wiccanica”, który już tutaj raz zaprezentowałem. Tak gwoli przypomnienia, po moich tegorocznych wakacjach w Bułgarii czuję stale klimat Bałkanów.
Po ciekawym wykładzie znanej artystki, Mariny Abramovic pt. "Balkan Erotic Epic" możemy kontynuować temat z jednej strony nam daleki, z drugiej bardzo bliski. 

Z dumą mogę w końcu to napisać - jestem wśród swoich! Odnalazłem coś, czego stale szukam - magię Słowian, którą można zaadoptować do współczesnego czarownictwa. A może nawet nie musimy iść w stricte wiccańskim kierunku? Może pójdziemy w stronę SlavicCraft? Letz fajnd ałt! Jakkolwiek mało słowiańsko by to zabrzmiało:

In the most potent and powerful names of Tartor and Muma Padura!

Wiem, ale nie tylko gimby „nie wiedzo o co ranuje...”

Praca „Balkan Traditional Witchcraft” Radomira Ristica to opis czegoś co zaliczylibyśmy do jednej z podgrup współczesnego czarownictwa znanego jako czarownictwo tradycyjne. Pod lupę wzięty został bałkański obszar geograficzno-kulturowy. Autor opisał głównie praktyki Serbów, Wołosów (głównie Arumunów), ale wspomina także o innych Słowianach (Chorwatach, Bośniakach, Bułgarach, Słoweńcach) i pozostałych mieszkańcach tego regionu (m.in. Albańczyków). Na piedestale stoją Serbowie. 

Praca pełna ciekawostek. Nie wiedziałem, że południowosłowiańsie czarownice były też wampirzycami. Może współczesne fluffy bunny gothki nie są tak oryginalne jak im się to wydaje. Dzięki Risticowi poznajemy bałkańskie miejsca sabatów czarownic: Klerk, Slivnicę, Grintavec czy Rogaskę. Już chyba wiem gdzie się wybrać w przyszłe lato na wakacje. Pierwszy raz spotkałem się z opisem rytuału z wykorzystaniem czarnego kocura, ale nie polecam nikomu go praktykować. Nie wiedziałem, że łowcy wampirów nosili bycze skóry. By wilk nas nie zjadł prosimy go by został naszym „ojcem chrzestnym”. Czarny koń nie przeskoczy nad grobem wampira. By samemu nie stać się wampirem po tym jak inny nieboszczyk nas użarł wystarczy dotyk miotłą z jałowca. Czytamy o pogańskich korzeniach święta Andrzejek, które autor łączy z Welesem. Trudno mu racji nie przyznać nawet z naszego regionalnego punktu widzenia. Jest też ciekawa rozkminka na temat symboliki liczby 44 – niby prezentować ma magiczną liczbę prawosławnych świętych. A więc prawdopodobnie nie tylko rymy do  „bohatery” odgrywały u Mickiewicza ważną rolę. A już najstraszniejszą jak dla mnie ciekawostką było to, że dzieci urodzone w sobotę będą widziały czarownice, duchy i inne tego typu istoty. Kurcze, nie ukrywam, że podobno w ten dzień tygodnia się urodziłem. No czarownicę nie jedną w życiu widziałem. Z duchami bywało różnie. A już historie o nagich kowalach w liczbie dziewięciu kłujących razem amulety czy nagich kobiet odprawiających rytuały płodności nasuwają pewne skojarzenia. Podobnie jak rytualne tańce w prawą i w lewą stronę. Historie o sabatach, na czele których stał człowiek z żółtą brodą. Albo postać ubrana na zielono z czerwoną czapką ... Dawniej miałem problem z pogodzeniem pewnych zachodnich wzorców czarownictwa z lokalnym słowiańskim pierwiastkiem duchowym, teraz widzę, że wszystko do siebie pasuje jak ulał. Czyżbyśmy mieli podstawy do stworzenia nowego religijnego systemu?

Przejdźmy do meritum sprawy. Widzimy siebie w drewnianej chacie, gdzie na środku znajduje się palenisko, a nad nim łańcuch. Siedzimy przed ogniem nago, przypięty mamy tylko pasek, a na nim przyczepioną kusturę; rytualny nóż z czarną rękojeścią zrobioną z rogu barana. Na łańcuchu widzimy głowę koguta. Nasze rekwizyty rytualne oczekują nas w torbie zrobionej z koziej lub rzadziej owczej  skóry (alternatywa dla „magicznej szafeczki”, o której istnieniu nie tak dawno temu się dowiedziałem ...).

No cóż, nie mam w domu paleniska, a przed mikrofalówką robić tego samego nie zamierzam. No na upartego może, włożę kogoś do kuchenki na tradycyjne, trzy zdrowaśki i na wszelki wypadek ustawię czas grzania na 20 minut. Mikrofale robią swoje w takiej magii ... A już tak zupełnie poważnie. Interesujące są szkoły magii prezentowane przez Radica. Branie pod uwagę tylko dwóch z czterech kierunków świata, silny synkretyzm kulturowy i religijny. Autor niejednokrotnie porównuje praktyki bałkańskie ze znanym nam współczesnym, zachodnim czarownictwem co w moim odczuciu jest olbrzymim plusem dla tego przedsięwzięcia. Ma to jednak pewną wadę, np. inicjacje wiccańskie, na które się powołał przypominają te w starogardneriańskim stylu. Od czasów Gardnera wiele się zmieniło. Urocze jest doszukiwanie się wspólnych elementów kultu Boga i Bogini z wicca w kulcie Tartora czy Mumy Paduri. Tyle, że to bardziej duchy natury niż bogowie. Ale gdyby się tak dobrze przyjrzeć im i porównać z Hernem w takiej postaci jakiej znamy go z serialu o „Robinie z Sherwood” w interpretacji Pana Richarda Carpentera to koncepcje gdzieś tutaj się nachodzą na siebie. 

Praca pełna jest ciekawostek, które nam Polakom z jednej strony powinny być jako Słowianom bliskie, z drugiej jako praktyki z oddalonego o ponad półtora godziny lotu samolotem drogi są praktycznie odległe, a przez to bardzo egzotyczne. Uważam dzieło Ristica za jedno z ciekawszych opracowań tematu współczesnego czarownictwa, które dla nas Polaków i dla naszych czarownic może stać się jednym z głównych źródeł inspiracji rozwijania nowej, słowiańskiej duchowości. Lektura obowiązkowa. Także dla wiccan.