niedziela, 30 listopada 2025
Tadeusz Wojciechowski "O Piaście i piaście"
wtorek, 2 września 2025
Raymond Buckland "Wielka księga symboli magicznych i duchowych. Ilustrowany przewodnik po najskuteczniejszych znakach i omenach z różnych kultur"
"Wielka księga symboli magicznych i duchowych. Ilustrowany przewodnik po najskuteczniejszych znakach i omenach z różnych kultur" (Studio Astropsychologii, Białystok 2025) Raymonda Bucklanda to bardzo komercyjna, ogólna przekrojówka na temat znaków, symboli i omenów. Słowem ręczę, bardzo komercyjna. Autor przedstawia najpopularniejsze kręgi kulturowe i środowiska okultystyczne. Same symbole opisuje za pośrednictwem ezoterycznych opracowań; informacje jakby z trzeciej ręki, często powielające jakieś mityczne informacje niczym nie potwierdzone. Znalazłem też kilka błędów.
Ogółem nie polecam. Komercha i nic ponad to.
niedziela, 29 grudnia 2024
Linda Raedisch "Tajemna strona świąt. Bestiariusz i mroczne tradycje"
Okres Bożego Narodzenia zdecydowanie należy do najprzyjemniejszych w roku - drogie prezenty, wykwintne kulinaria, estetyczne wystroje wnętrz i umiłowanie rodzinnych tradycji.
W takim układzie warto zgłębić temat szerzej.
W mediach, książkach pojawiają się elementarne informacje o świętowaniu Gwiazdki przez rozmaite narody. Niestety często są to informacje z drugiej ręki, ogólnie przedstawiające pewne wątki. Warto jednak pokusić się o jakąś porządną kompilację, która to wszystko uporządkuje.
Rémi Jacquot "Befana" (źródło: ArtStation)
Raedisch przytoczyła w kilku miejscach prace znanego mi założyciela wicca; Geralda Gardnera. Wprawdzie zaznaczyła, że wiele jego teorii to czyste bajdurzenie, ale miejscami powoływała się na informacje z jego prac jakby były czystymi faktami. Nie ma to jak zepsuć komuś humor ... Podobnie jak z tym laniem ołowiu podczas Andrzejek w Polsce. Myślę, że wosk jest znacznie popularniejszy.

wtorek, 9 stycznia 2024
Jarosław Łojek "Legendy Rosji. Mroczne podania, opowieści i legendy wschodniej Słowiańszczyzny"
Malachitnica
Jarosław Łojek po opublikowaniu "Legend i podań Słowian" postanowił pójść za ciosem i zaprezentować nam w szczegółowej postaci legendy sąsiednich narodów. Tym razem praca została zawężona tematycznie do obszaru dawnej Rusi (czyli m.in. obecna Ukraina), współczesnych Wielkorusinów i to zarówno słowiańskiej części europejskiej Rosji, jak i innych ludów zamieszkujących jej tereny. Mamy tutaj zarówno czasy przedchrześcijańskie i współczesny folklor. Autor zaczyna od przedstawienia podań ruskich, skąd przechodzi do historii z Moskwy, Petersburga, innych obszarów europejskiej Rosji, Krymu, by następnie podążyć przez Syberię, kończąc na uwielbianych przez nas tych o słowiańskich bogach i demonach.
Pewne historie poruszają wyobraźnię i skojarzenia. Na pewno Menk, jako rosyjski Yeti napawa przekonaniem, że chyba za daleko stąd poszukujemy wielkiej stopy, która mogła żyć w sąsiedztwie.
Stara, rosyjska gra "Lochy Kremla" najwyraźniej inspirowana była wieloma legendami o podziemnych tunelach w Moskwie.
czwartek, 7 października 2021
Jarosław Łojek "Legendy i podania Słowian"
"Legendy i podania Słowian" Jarosława Łojka to, jak wskazuje tytuł, obszerny zbiór przekazów pochodzących z folkloru ludów słowiańskich. Przenosimy się z powrotem do świata swojskich nam wierzeń i baśniowych dziejów. Autor wykonał lwią pracę zbierając legendy i podania z obszaru całej Słowiańszczyzny; od mniej znanych opowieści o wilkołakach, czarownicach, po popularniejsze bajki o ruskich bohaterach. Dzielni i sprytni książęta, boguny, dziwożony ... na dobrą sprawę wypadałoby zapytać, czy autor w ogóle pominął cokolwiek wartościowego? Bogowie, demony, herosi, cwane księżniczki czy ofiary składane bogom. To wszystko zebrane w całość i przedstawione w postaci krótkich historii. I znowu to co swojskie staje się nam bliższe.
Chociaż większość z przedstawionych w "Legendach i podaniach Słowian" historii pochodzi z czasów późniejszych (co zresztą autor zaznaczył na wstępie), mamy tu bardzo silne podłoże kultury przedchrześcijańskiej. Nie brakuje wręcz rdzenia słowiańskości - upiory, południce, żmije. Łojek nie pominął istot, które przedostały się do naszej tradycji, choć pochodzą najprawdopodobniej z folkloru innych ludów m.in. krasnoludki, olbrzymy czy karakondzuły.
Widać też gołym okiem, że kiedy uważnie przeanalizujemy większość z tych legend dostrzeżemy w nich wręcz wyobrażenia o naszych przodkach, które w świetle współczesnej nauki bledną będąc dalekimi od ustalonych faktów. Trudno jednak nie zgodzić się z opinią, że opowieści te przekazują w pełni pyszny, słowiański smak naszego dziedzictwa kulturowego.
Wypełniona pięknymi ilustracjami praca w pełni przenosi nas w dawne czasy kiedy to człowiek bał się przyrody i wiedział, że przy nawet najmniejszych występkach dopadnie go tzw. sprawiedliwość ludowa.
Książkę wręcz trzeba przeczytać bo doskonale uzupełnia naszą wiedzę o słowiańskim folklorze. Wiele historyjek w niej opisanych było dla mnie absolutną nowością, zwłaszcza te pochodzące z terenu południowej Słowiańszczyzny. Ale nie tylko. Dobry wybór tekstów, przystępna narracja sprawiają, że książkę czyta się niczym sielankę; nawet rozdziały o upiorach po zmroku czy o wodnych demonach czytane nad jeziorem nie wywołają w nas lęku.
Gorąco polecam!
niedziela, 28 lutego 2021
Klaudia Migacz, Anna Lewicka "Leksykon dzikich kobiet"
Z książki autorstwa Klaudii Migacz i Anny Lewickiej wynika, że do dzikich kobiet należy zaliczyć przede wszystkim te, które mają zoomorficzne talenty oraz teratologiczną historię. "Leksykon dzikich kobiet" to znane żeńskie postacie z wierzeń, folkloru czy literatury całego świata. Wszystkie łączy wspomniana jedna cecha - potrafią zmieniać się w zwierzęta, same były zamieniane w zwierzęta lub posiadają zwierzęce elementy w wyglądzie. Wędrujemy po całym świecie, z przewagą pań z Japonii i kultury celtyckiej. Nie brakuje odniesień do dam lokalnych (m.in. wiły), co jak wszyscy wiedzą bardzo cenię.
Ilustracje Klaudii Migacz sprawiają, że warto po książkę sięgnąć. Nieco gorsze zdanie mam o samej treści. Na dobrą sprawę "Leksykon dzikich kobiet" to lektura na szybkie dwie godziny czytania. Obrazek, następna strona to imię postaci i miejsce pochodzenia, potem kilka encyklopedycznych informacji o bohaterce na raptem pół strony, na końcu fragment literackiego tekstu. Powiem szczerze, trochę to komercją zalatuje. Książka mogła być znacznie treściwsza, przedstawić więcej bohaterek lub przynajmniej coś więcej opowiedzieć o tych, które już się w niej znajdują. Napisana jest moim zdaniem po najniższej linii oporu.
Nie brakuje merytorycznych wpadek. O "Zajęczycy":
Celtowie uważali go też za ulubione zwierzę Ostery, bogini wiosny (zwanej też Ēostre), i wierzyli, ze w każdą pełnię księżyca przyjmuje ona postać zwierzęcia. (s. 154)
Istnienie kultu samej Ēostre jest lekko kwestionowane. Poza tym, jak już, to była ona domniemaną boginią Anglosasów, a wiec Germanów (Anglowie, Sasi i Jutowie) nie Celtów. Zresztą poprawna forma to "Ostara" nie "Ostera".
poniedziałek, 10 sierpnia 2020
Bohdan Baranowski "Pożegnanie z diabłem i czarownicą. Wierzenia ludowe"
- Cała wieś zatłuc powinna kłonicami cholerę! Utopić ją! Ludzie zdrowie i życie potracili przez jej czary. Milicja zamiast zastrzelić lub zgnoić w więzieniu, jeszcze ją ochrania. Gdzie ta sprawiedliwość!" (s. 6).
Szczytem bezsensu może być informacja, którą otrzymałem w 1946 r., że zaraz po wojnie pewien wojskowy lekarz wstrzykiwał diabła za pomocą strzykawki. Rzekomo kilkanaście osób, którym początkowo dokuczały drobne dolegliwości, pod wpływem złego ducha robiło później wrażenie obłąkanych. (s. 166)
Czy to też nie wygląda znajomo?Utrzymuje się jeszcze pogląd, ze zły duch może wzlecieć do wnętrza człowieka przez szeroko otwarte usta. Należy więc, zwłaszcza gdy jest się świadkiem kropienia ludzi wodą święconą, uważać, aby zły duch opuszczając ciało jednej osoby, nie wszedł do innej (s. 166).
I tu Baranowski przytacza fragment tekstu Oskara Kolberga:
Jeszcze w drugiej połowie XIX w. można było oglądać w Częstochowie pielgrzymów, którzy "największą przejęci trwogą, szkaplerzami, krzyżykami lub medalikami świętymi podczas obrzędu tego usta sobie zatykali, aby zły, wyszły z opętańca ustami do którego z nich nie wleciał" (s.166).
W lipcu 1963 r. pojawiła się we Wrocławiu ospa. Masowe szczepienia, obawy przed rozszerzeniem groźnej epidemii powodowały różne komentarze. Sam słyszałem, jak pewna jejmość opowiadała, że ma dokładne wiadomości ze sfer dobrze poinformowanych, iż źródłem epidemii były ampułki z zarazkami przesłane z Izraela w celu wygubienia chrześcijan (s. 165).
Założył szpital fabryczny, przytułek, szkoły, organizował kasę emerytalną. Ale jednocześnie Schleiber w bezwzględny sposób wyzyskiwał swoich pracowników. (s. 143).
Czarownice "nie są to narodowe, rodzimą wyobraźnią ukształcone postacie, ale są kosmopolitki; nie w tym lub owym kraju urodzone i wychowane, ale spłodzone i na drodze rozstajnej, pomiędzy światem doczesnym a wiecznym, z ojca wojującego Kościoła i z matki ciemnoty" (s. 172).
sobota, 27 czerwca 2020
Witold Vargas "Bestiariusz - zwierzęta"
środa, 12 czerwca 2019
Elżbieta Lisowska "Astrokoty. Kocie horoskopy"
środa, 14 listopada 2012
Paweł Rutkowski "Kot Czarownicy. Demon osobisty w Anglii wczesnonowożytnej"
Autor poświęcił masę czasu, dobrał wspaniałe źródła. Podziwiam go za to. Może faktycznie trochę za dużo zagadnień zebrał do jednej książki, ale w żadnym wypadku nie umniejszają one zawartości tekstu.
W 1337 roku przed sądem w Hatefield w Yorkshire pojawił się Robert de Roderham, wnosząc pozew przeciwko Johnowi de Ithon, który zobowiązał się dostarczyć mu, za sumę trzech pensów, związanego paktem Diabła ("Diabolum ligatum in quodam ligamine"), lecz, pomimo przyjęcia zaliczki, w określonym czasie się z tego nie wywiązał. Sąd zdumiony i rozsierdzony tym, że taka skarga mogła się w ogóle pojawić "pośród chrześcijan", odesłał obie strony do trybunału piekielnego jako najwłaściwszej dla tej sprawy instancji (innymi słowy, posłał ich do diabła!), a na koniec, dając dodatkowo upust swojej irytacji, skorzystał ze swoich uprawnień i ukarał obu zwaśnionych grzywną. (s.178)
Ciekawostką były sutki czarownicy napełnione zgnilizną, podobnie jak to, że dawniej Diabeł wymagał aktu apostazji od czarownic. Penis Diabła również doczekał się szerszego opracowania, a już sperma zrobiona z ciał zmarłych nie była gorszą kwestią od sromu czarownicy ... Niestety nie miałem długopisu pod ręką i nie zanotowałem o co chodziło. Na końcu w Epilogu znalazłem ciekawą wzmiankę w przypisie:
Co to za mit? Ta data jest bardzo istotna dla historii wicca! Zostawmy to na inny raz.Prawo karzące fałszywe czarownice i fałszywych magów, oraz wszelkie osoby rzekomo zadające się z duchami, uchylono dopiero w 1951 roku. (s.437)
Książka pełna ciekawostek, wielu nowości i solidnej treści. Warto, gorąco polecam!















.png)











