sobota, 22 sierpnia 2026
Mateusz Libera "Zarzewie mroku"
wtorek, 16 czerwca 2026
Marek Włodzimierz Kralka "W starym borze kiedy mali Słowianie chcą dorosnąć"
"W starym borze kiedy mali Słowianie chcą dorosnąć" (Fundacja Slavipole 2026) Marka Włodzmierza Kralki to trzy krótkie opowiadania adresowane do najmłodszych Słowian. Każdy powinien wiedzieć jak w życiu postępować gdyż świat niesie wiele zagadek, niebezpieczeństw i przygód. Płynący z pracy dydaktyzm jest oczywiście na dobrym poziomie - jak odnosić się do bogów, duchów przyrody i samej natury. Mało tego książeczka wzbogacona została o śliczne, zdobiące ją ilustracje przedstawiające m.in. głównych bohaterów i słowiańskich bogów.
Przyznam, że pierwszy raz w życiu czytałem lekturę, która nie zawiera numerów stron. Jedno z opowiadań do złudzenia przypominało mi historię Ahsoki Tano z odcinka pierwszego sezonu serialu animowanego „Star Wars: Opowieści z Jedi” (Tales of the Jedi), zatytułowany „Życie i śmierć” (Life and Death).
A tak ogólnie to jest OK. Nie chcę tradycyjnie zdradzać fabuły, ani streszczać tekstu, więc napiszę tylko, że warto czytać naszym młodym Słowianom. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.
Polecam!
Do tego linki:
wtorek, 23 września 2025
Elwira Dresler-Janik "Córki bogini Mokosz. Leszygród. Tom 1"
czwartek, 11 lipca 2024
Grzegorz Gajek "Piast"
Grzegorz Gajek jako kolejny postanawia przedstawić legendarne dzieje początków państwa polskiego od nowa. Mieliśmy już różne interpretacje; opisy gnijących trupów na polach u Kraszewskiego w "Starej baśni", pełne zaspokojenie seksualnego ego na wszystkie sposoby w "Ja, Dago" Nienackiego.
Czym jednak wyróżnia się "Piast"? Szczerze powiedziawszy trochę trąca mi to ulubionymi przez współczesnego pogan wizjami mieszania się kultury słowiańskiej i wikińskiej. Główni bohaterowie, Słowianie niebawem stają się niewolnikami i zaczynają prowadzić żywot wiciędzy. Nie będę tu zdradzał szczegółów fabuły. Jednak czuję, że trochę zmierza to w kierunku teorii Zdzisława Skroka i jego miłośników. Czy nie da się przedstawić czasów Polski przedchrześcijańskiej bez tych wątków filogermańskich?
Książkę szybko się czyta, chociaż przyznam, że nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Nie podobają mi się przedstawiane wulgaryzmy; wyraz "kurwa" powszechnie uchodzi za latynizm. Może i ta teoria jest błędna, niemniej używanie tego słowa przez ludzi z epoki przedchrześcijańskiej brzmi trochę anachronicznie. Sam język autor też stylizuje na gwarę drużyn rekonstrukcji historycznej. Nie jest on jednak "odchwaszczony".
Ogółem, może na ocenę dostateczną bym to ocenił.
czwartek, 29 lutego 2024
Bartłomiej Dejnega "Prawieści. Mity Słowian"
"Prawieści. Mity Słowian" Bartłomieja Dejnegi to kolejna, literacka próba odtworzenia mitów dawnych Słowian. Książka stanowi zbiór krótkich opowiastek o losach bogów, zrekonstruowanych na bazie rozmaitych źródeł, głównie znanych prac naukowych. Każdy rozdział kończy się wyjaśnieniem, dlaczego autor przedstawił taki, a nie inny koncept, podając przy tym zalecaną bibliografię.
Cóż rzec? Interpretacje całkiem niezłe w moim odczuciu. Autor bazuje na dziełach znanych badaczy; m.in. A. Szyjewskiego, R. Tomickiego, B. Uspienskiego, M. Łuczyńskiego i wielu innych. Książka jest zatem oparta na solidnych fundamentach. Większość przedstawionych mitów zgodnych jest z ogólnie przyjętymi przez zarówno wyznawców, jak i badaczy teoriami. Dejnega nie szczędzi też krytyki niektórym z popularnych tez, np. W. Ivanova i W. Toporova.
Oczywiście do wszystkiego można mieć wątpliwości przy badaniu pogaństwa naszych przodków. Co plemię, mogło wierzyć we wszystko inaczej. Nawet wizja końca świata, w której to prawdopodobnie Weles zabije Peruna, a krew tego drugiego demiurga spali ziemię, jak to powiadali Huculi, jest ciut inne od tego, które przedstawia autor w swoim zbiorze.
Trzeba jednak śmiało zaliczyć pracę do wartościowych. Mało jest literackich prób odtworzenia mitologii słowiańskiej opartych na naukowych przesłankach; w sumie może na chwilę obecną mogę wymienić adresowaną do najmłodszych "Mitologię. Przygody słowiańskich bogów" M. Kapelusz. W większości są to dzieła czysto literackie oparte na autorskich wizjach.
Praca Bartłomieja Dejnegi systematyzuje wiele. Autor daje także pod koniec do zrozumienia, że jeszcze przez wiele lat świat nauki nie zazna spokoju próbując zdobyć i osiągnąć wysoki pułap wiedzy o słowiańskim pogaństwie. Cóż, niewątpliwie w tej dyscyplinie szybko nie dorównamy Grekom czy Germanom.
Książkę gorąco polecam! Oparta jest na dobrych, wiarygodnych źródłach i bardzo sensownej interpretacji autora.
wtorek, 9 stycznia 2024
Jarosław Łojek "Legendy Rosji. Mroczne podania, opowieści i legendy wschodniej Słowiańszczyzny"
Malachitnica
Jarosław Łojek po opublikowaniu "Legend i podań Słowian" postanowił pójść za ciosem i zaprezentować nam w szczegółowej postaci legendy sąsiednich narodów. Tym razem praca została zawężona tematycznie do obszaru dawnej Rusi (czyli m.in. obecna Ukraina), współczesnych Wielkorusinów i to zarówno słowiańskiej części europejskiej Rosji, jak i innych ludów zamieszkujących jej tereny. Mamy tutaj zarówno czasy przedchrześcijańskie i współczesny folklor. Autor zaczyna od przedstawienia podań ruskich, skąd przechodzi do historii z Moskwy, Petersburga, innych obszarów europejskiej Rosji, Krymu, by następnie podążyć przez Syberię, kończąc na uwielbianych przez nas tych o słowiańskich bogach i demonach.
Pewne historie poruszają wyobraźnię i skojarzenia. Na pewno Menk, jako rosyjski Yeti napawa przekonaniem, że chyba za daleko stąd poszukujemy wielkiej stopy, która mogła żyć w sąsiedztwie.
Stara, rosyjska gra "Lochy Kremla" najwyraźniej inspirowana była wieloma legendami o podziemnych tunelach w Moskwie.
środa, 22 lutego 2023
Melania Kapelusz "Mitologia. Przygody słowiańskich bogów."
To dosłownie na godzinkę odrobina literatury dziecięcej. Owszem, uważam, że porządnych Słowian należy wdrażać w świat rodzimych mitów, legend i podań. I to od wczesnych lat życia. Czym skorupka za młodu ... nie będę rozwijał tematów oczywistych.
Książka Melanii Kapelusz "Mitologia. Przygody słowiańskich bogów" to przedstawieniu kilku najbardziej popularnych mitów słowiańskich, adresowanych do najmłodszych czytelników. Bogato ilustrowana obrazkami autorstwa Ewy Poklewskiej-Koziełło praca, daje małym Słowianom wstępny wgląd w to, w co wierzyli przed wiekami nasi przodkowie.
Mity i historie przedstawione zostały w postaci zrekonstruowanej, gdzie zamiast Boga i Diabła występują kolejno Perun i Weles. Myślę, że tę interpretację podziela większość zarówno badaczy, jak i rodzimowierców słowiańskich. Oprócz kosmogenezy, antropogenezy, jest także legenda o koniu z Arkony i Axis Mundi. Na końcu jeszcze mini słowniczek występujących w książeczce postaci.
Dobra czytanka dla Słowianiątek. Wiadomo, że dzieciom wszystkiego nie wyjaśnimy, nie opowiemy, i nie uświadomimy. Ogólne opracowanie tematu zmobilizuje je w późniejszych latach życia do pełnego zgłębienia wiedzy o religii Słowian. Będą czytały opracowania naukowe i przypominały sobie bajki z dzieciństwa. Od razu wyłapią różnice i przypomną sobie jakimi wersjami karmiono je za młodu.
To zdecydowanie lepsze opracowanie mitologii słowiańskiej w wersji popularyzatorskiej dla dzieci. Mniej jest autorskich wizji, więcej przelewania na papier autentycznych wierzeń z czasów przedchrześcijańskich, w znanych nam dotychczas postaciach. Oczywiście językiem zrozumiałym dla najmłodszych, bo to do nich adresowana jest ta praca.
Gorąco polecam!
Poczytaj mi słowiańska mamo!
Poczytaj mi słowiański tato!
sobota, 19 listopada 2022
"Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony"
Na krótki okres czasu postanowiłem zanurzyć wzrok w bieżącej literaturze usytuowanej tematycznie w starych, dobrych, słowiańskich klimatach. Widząc, że zainteresowanie czasami przedchrześcijańskimi wciąż nie maleje, na co dowodem jest mnóstwo literatury pięknej na ten temat dostępnej w Empiku, nabyłem zbioróweczkę pt. "Nawia. Szamanki / Szeptuchy / Demony". Ogółem, są to krótkie opowiadania autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, Marty Krajewskiej, Anny Szumacher, Jagny Rolskiej, Rafała Dębskiego, Martyny Raduchowskiej, Marcina Podlewskiego, Marcina Mortki. Większość literatów pretendowała do Nagrody Zajdla, co wyróżnia się często w krótkich, zamieszczonych notkach biograficznych.
Jakie wnioski? Przyznam, że jakoś szczególnie autorzy mi nie zaimponowali. Opowiadania oceniam jako przeciętne. Na ogół przypominają typowe ludowe, czy znane z historii, powiastki silnie naładowane wiedzą o słowiańskich wierzeniach i praktykach. Pewnie dlatego, żeby czytelnik czuł się zachwycony tą "słowiańską ekspresją". Bardzo długo się męczyłem z tą książką; bo chociaż czyta się ją stosunkowo szybko, sama treść za bardzo nie wciąga. Jeden rozdzialik przypominał mi swoją treścią "Amerykańskich bogów" Gaimana, przez co uznałem, że chyba nie mamy już tak dobrych pisarzy jak dawniej, skoro brniemy w (h)amerykańskim kierunku. Wadą książki jest również to, że nie wszystkie zamieszczone opowiadania ściśle odwołują się do tytułu pracy.
Da się to czytać, ale przyznam, że trochę trąca to komercją. Nie znalazłem ani jednego opowiadania, które wyróżniałoby się czymś szczególnym, co jakoś wybitnie zapadłoby mi w pamięć. Wszystko na średnim poziomie.
niedziela, 22 maja 2022
Agnieszka Sorycz "Północny sabat"
"Gdy wieczność pochłania świat, ostatnią nadzieją są wiedźmy" jak przeczytałem na okładce. Tylko czy to prawda? "Północny sabat" Agnieszki Sorycz to kolejna, dostępna na polskim rynku wydawniczym powieść inspirowana światem wierzeń dawnych Słowian, czarownictwem i generalnie swojskimi klimatami współczesnej Polski. No pewnie, bo jak nie wiccanie to asatryjczycy, rodzimowiercy, Ankh, Auseklis ... Ja już to gdzieś widziałem.
Opowiadanko o sympatycznej damie, która boryka się z problemami migreny, ale jak się potem okazuje, nie są one czymś zwyczajnym. XXI wiek, Warszawa i wszystko co się tam dziać może. Jakby z życia przerysowane, niemniej Sorycz wprowadza nas w wyimaginowany świat Zaklinaczy, Viru, Łowców ...
Mitologię słowiańską zawartą w tekście oceniłbym na trójkę; niby mamy słowiański panteon, lecz nieco odrealniony. Biorę jednak pod uwagę fakt, że to nie praca naukowa, a typowe Rodnover Fiction. Sama fabuła też nie jest czymś nadzwyczajnym. Dziwi mnie to, że bohaterowie noszą prawie same słowiańskie imiona, co tak na prawdę nie jest dziś popularne. Dałbym kolejną ocenę dostateczną. Wizja reinkarnacji nawet nie specjalnie New Age'owa; odradzanie się bohaterów w takiej samej postaci ... No cóż, są i takie koncepcje zarówno literackie jak i filmowe. Jakość pracy psują opisy; jest ich strasznie dużo, a sam wątek fabularny traciłem nie raz czytając bardzo uważnie. Wyższość formy nad treścią. Trochę w tym romansidła, trochę przygodówki.
Osobiście "Północny sabat" mnie nie wciągnął, ale też nie ukrywam, nie jestem fanem tego typu literatury. Nie chcę jednak, żeby ktoś zarzucał mi, że pasjonuję się pogańską Słowiańszczyzną, a nie znam podstaw jeśli chodzi o muzykę, kino czy literaturę. Przebrnąłem do końca i mam nadzieję, że i Wam się to uda. Lektura nie zaskakuje, ale też nie załamuje. W mojej ocenie pół na pół.
niedziela, 30 sierpnia 2020
Igor D. Górewicz "Borek i legendarne początki Polski"
wtorek, 21 lipca 2020
Barbara Piórkowska "Kraboszki"
niedziela, 12 kwietnia 2020
Kaarina Aitamurto "Paganism, Traditionalism, Nationalism. Narratives of Russian Rodnoverie"
niedziela, 12 stycznia 2020
Tomasz J. Kosiński "Bogowie Słowian. Bóstwa, biesy i junacy"
Preludium oryginalnych hipotez Pana Tomasza Kosińskiego miałem okazję poznać w jego wiekopomnym dziele pt. „Rodowód Słowian. Nowe spojrzenie na jeden z najbardziej fascynujących problemów w dziejach Starego Kontynentu”. No cóż, nie przekonał mnie swoimi wywodami. I chyba nikogo kto humanistyczne studia ukończył. Od historyjek o reptilianinie na pokładzie Nibiru, przez Celtów na obszarze Inflantów, języku polskim jako najstarszym języku Europy, po istnienie Imperium Lechitów ... Niestety hipotezy bardzo kontrowersyjne, wręcz oscylujące w przestrzeni mentalnego dereizmu.
Tomasz Kosiński udowodnił nam, że jest historykiem-amatorem. Teraz próbuje wykazać, że i da się być religioznawcą bez studiów. Dobrze, że nie spróbował swojego szczęścia w amatorskiej dentystyce.
Czym jest pseudonauka w jego wydaniu?
Zebraniem wszystkiego co możliwe do kupy i wyciągnięciem własnych wniosków na przetartych przez siebie szlakach myślowych. Autor wykorzystuje źródła historyczne, opracowania naukowe, literaturę piękną oraz apokryfy. W sumie pomija tylko filmy i seriale. Tworzy w tym wszystkim własną wizję, nie bacząc czy podłoża są fałszerstwami, odnosi się do nich jako autentyków. Następnie takiego Frankensteina wypuszcza w świat, serwując swoje wymysły jako coś unikatowego. Czyli gromadzi wiedzę jak profesor, rozumuje niczym pięciolatek w przedszkolu. Ale i w podstawowej wiedzy wykazuje braki. Inaczej się chyba tego scharakteryzować nie da ...
Sam tytuł pracy mnie zastanawia. Jak mam go rozumieć? A = A + B + C?
Napiszę szczerze, że nie zastanawiałem się nad każdym zdaniem przeczytanym w omawianej w tym poście lekturze. Gdybym chciał ją szczegółowo skrytykować musiałbym napisać całą książkę. Pozwolę sobie jednak omówić kilka najbardziej rzucających się w oko perełek polskiej pseudonauki w wydaniu Pana Tomka:
1. Dereizm logiczny
Autor z jednej strony pisze otwarcie, że np. dzieła Bronisława Trentowskiego czy Czesława Białczyńskiego to twory literackie, niemniej nie przeszkadza mu to w odnoszeniu się do nich tak samo jak do prac naukowych, z których skorzystał. Do tego dokłada Idole z Prillwitz, "Księgę Welesa" i inne takie. Nie zabrakło mniej znanych artykułów osób publikujących pod jego redakcją. Autor wyciąga kwintesencję z całokształtu kultury słowiańskiej. No w sumie się da, tylko efekt nie najlepszy.
Słowianie wschodni wołali np. na boga piorunów Perun, Bałtowie - Perkun, Litwini - Perkunas, Połabianie - Perkunust, Lachowie - Pierun. (s. 18)A czy Litwini to nie Bałtowie? Tego Perkunusta nie będę analizował.
Na stronie 20 czytamy, że Lado to lustrzana wersja imienia Dola. Raczej brzmiałoby "Odal" zgodnie z logiką.
Mit ten znany jest też u Litwinów, co może potwierdzać jego archaiczność i pochodzenie z czasów wspólnoty bałkańsko-słowiańskiej lub też jest późniejszym zapożyczeniem. (s. 247-248)Nie wymaga komentarza.
Na jednej stronie autor pisze, że nie wiadomo, dlaczego dusze zmarłych dzieci szkodziły żywym. To proste Panie Tomku, demony, które szkodziły nie przekroczyły pewnej fazy liminalnej za życia - dzieci, które nie poznały tego świata, panny, które zmarły młodo nie zaznając miłości, samobójcy, którzy nie zakończyli życia w naturalny sposób. W dalszej części książki jakby Pan odpowiada sobie na to pytanie sam przykładem wodnych demonów ...
2. Lingwistyka idiotystyka
Pan Tomek dostrzega nazwy bogów słowiańskich w nazwach miast i miejscowości, takich jak m.in. Marzysz, Czarnocin, Belno, Bieliny, Sarbice, Lechówek czy Zbrza.
Dowiedziałem się, że przymiotnik "święty" pochodzi od słońca. Wyraz "bel" dawniej znaczył północ. Panie Tomku słyszał Pan może takie słowo "siewier" i choćby termin "gwiazda północna" po rosyjsku "siewiernaja zvezda"?
Jego drzewem był dąb, a przysmakiem na jego cześć są oczywiście pierogi (od pier - pierun i og - ogień) i pierniki (nik - niknąć). s. 137Zgłodniałem na samą myśl. Etymologia imienia Jehowa również zamienia człowieka w słup soli:
Przy okazji warto zauważyć, że biblijny Jahwe to jah + we, czyli może to być bóg wiedzy (wszechwiedzący), a Jehowa, czyi je + howa, to ten, co się chowa, tj. "niewidzialny bóg", jakiego znamy ze Starego Testamentu (ukrywał się pod postacią np. gorejącego krzewu). (s. 161)Albo omówienie nazwy naszej stolicy:
Czasem takie nazwy są przekleństwem, jak nasza Warszawa, która w angielskim zapisie przybiera formę Warsaw, co można przetłumaczyć "widziała wojnę" (od war - wojna, saw - widzieć w czasie przeszłym). (s. 323)Panie Tomku! Wyraz "saw" może też oznaczać piłę. Wtedy nazwa tego miasta będzie jeszcze straszniejsza. Jest też miasto Warsaw w Stanach Zjednoczonych. Oni to dopiero muszą mieć tam ostro!
Bursztyn to dla Kosińskiego słowo słowiańskie. No z tego co wiem, tak nie jest, a dawnym słowem był jantar.
Także wilia (wigilia), czyli świąteczna uczta, ma ten sam rdzeń jak "wila - wiła", co może oznaczać, że "wilić" znaczyło gromadzić się, a "wilia" była synonim "sabatu", czyli zebrania (sobirania). (s. 383-384)No raczej nie było tak słodko ...
Idąc tokiem rozumowania Pana Tomka można udowodnić, że nazwisko Kosiński nie wywodzi się od Kosy ale od nazwiska Kossinna. A sam autor to potomek Gustava Kossinny, którego nazwisko zostało spolszczone. Ma to sens? Cóż, w pseudonauce wszystko można udowodnić, a w turbolechicystycznej subkategorii bez wątpienia.
3. Bogowie nowej ery
Prawdziwymi bogami słowiańskimi są dla Kosińskiego m.in. Rad, Bel, Cern, Rok, Hambóg, Usład, Lutybóg, Cisłobóg, Ipabog, Bystrzec. Oczywiście genezę większości z nich da się ustalić na bazie dzieł literackich, niemniej Pan Tomek wierzy w ich sens. Co ciekawsze, do słowiańskiego panteonu zawitał egipski Re czy perski Mitra.
4. Aberracja religioznawcza
Wzruszył mnie fakt wykorzystania przez Kosińskiego prac znanych mi autorów. Mam jednak spore wątpliwości do co poniektórych faktów, jak choćby to czy przytacza rzeczywiście to co oni napisali?
W chrześcijaństwie Peruna uosabia św. Ilja (Eliasz), a Welesa św. Błażej (Włas), choć Szyjewski uważa, że bardziej pasuje do niego św. Mikołaj (Nikola), któremu przypisywano panowanie nad zaświatami. (s. 245)Sęk w tym, że to nie pogląd Szyjewskiego tylko Borisa Uspienskiego, który w swojej książce "Kult św. Mikołaja na Rusi" skutecznie powyższą tezę udowadnia. Kosiński np. nie wymienia tej książki w bibliografii, choć w innym miejscu wspomina o Uspienskim.
Wariant solarny przyjmował natomiast Kazimierz Banek, który uważał, że Chors mógł być kolejnym synonimem boga Słońca - Jasza, Słańcewita, Belboga, Peruna, znanego także pod imieniem Swaroga. (s. 262)I w powyższym cytacie przypis nr 158 do książki "Historia religii. Religie niechrześcijańskie" (Kraków 2007). Nie miałem książki w ręce, ale wątpię żeby to wszystko było tam tak napisane z Belbogiem i Słańcewitem na czele. Mieszanie czyichś wypowiedzi z własnymi koncepcjami wyrażone w taki sposób, jakby co innego było w oryginale napisane.
Lwarazika na podstawie jednego z zapisów imienia Swarożyca przez Thietmara wymienia nie tylko Szafarzyk, ale również Trentowski, który generalnie miał tendencję do multiplikacji bóstw, tworząc z każdego miana danego boga kilka odrębnych postaci. (s. 110-11)To pojęcie "multiplikacja" mnie fascynuje. W języku religioznawców istnieje taki termin jak "hipostaza" (czyli właśnie tworzenia odrębnych bóstw z jednego), czego przeciwieństwem jest "kontaminacja" (czyli robienie jednego bóstwa z kilku innych). Wyraźnie pomija Pan te pojęcia w tekście i to nie raz.
Nie można jednak wykluczyć też możliwości, że przyjął on imię znanego boga Radegasta, jak uczynił chociażby Odyn (imię sarmackiego boga Wodana), który też był deizowany. (s. 456)Pani Tomku, poprawnie piszę się "deifikowany". To jest proces "deifikacji", a nie "deizacji" (łac. "deificatio", "deus" czyli "bóg", oraz "facere" znaczące "czynić"). Myślałem, że to drobny błąd, ale wpisałem sobie to słowo w wyszukiwarce. Za chwilę pokazał mi się pański blog z postem gdzie pada to samo słowo ... Tworzy Pan nowe religioznawstwo? Odradzam!
Za złamanie przysięgi Perun domagał się śmierci od własnej broni, a Weles groził "wyzłoceniem" (rodzaj przemiany w kamień). (s. 244)To raczej chodziło o rodzaj choroby ...
Nowością jest także to, że Boris Rybakow był Ukraińcem (s. 49).
Na Ukrainie znamy natomiast dobrze Czernobyl, który jest właśnie zrostem nazw dwóch siła Czerna i Bela. W latach 80. zeszłego stulecia jednak zapanowała tam siła czerna, gdyż awarii uległa tamtejsza elektrownia atomowa. (s. 236)Kiedyś czytałem, że podczas którejś z wojen światowych bomba spadła tam na sierociniec i zabiła niewinne dzieci. Potem o placówce zapomniano, czego następstwem miała być ta awaria. Każdy widzi co chce.
Pies nie cieszył u Słowian specjalną czcią, a porównanie człowieka do psa było największą obrazą. (s. 265)Słyszał Pan może o Stawrze i Gawrze, psach księcia Boja, które po śmierci otrzymywały cześć boską?
6. Projekcja osobowościowa
Cytaty mówią same za siebie:
Zdaniem Trentowskiego to on miał wysłać myszy do Popiela, by go zjadły, co świadczy niestety o wybitnych skłonnościach tego autora do nadinterpretacji i tworzenia nowej mitologii na bazie jedynie własnej wyobraźni. (s. 278)To po co Pan nawiązuje do jego prac?
Podobnie zaskoczyło mnie, jak Kosiński "dokopał" Witoldowi Vargasowi i Pawłowi Zychowi:
Sporą popularnością na rynku cieszą się u nas dwie części gustownie wydanego Bestiariusza słowiańskiego, gdzie można znaleźć ilustracje i opisy wielu postaci demonicznych, choć jest to w dużym stopniu pozycja bardziej z kategorii fantastyki aniżeli słowiańskiej mitologii. (s. 418)Czegoś ewidentnie Pan u siebie nie widzi. A już ten narcyzm:
Jak widać, wystarczy mieć trochę ogłady intelektualnej i wiedzy historycznej, a szanowne środowisko naukowe zrobi z ciebie fałszerza. (s. 48)7. Rodzimowiercy! Pełna mobilizacja!
Ten cytat to już zwala z kolan samych bogów:
Moje doświadczenia z rodzimowierstwem pozwoliły mi dostrzec pewne podobieństwa do ruchu Wiccan, gdzie wiele grup to bardziej współczesny satanizm amerykański, w dużym stopniu oderwany od tradycji rodzimej wiary przodków. Więcej jest w tym mody, zabawy i snobizmu niż prawdziwej wiedzy i wiary. Co więcej, często brakuje w tych działaniach rekonstrukcyjnych swoistego sacrum, no bo jak można ocenić organizację imprezy rodzimowierczej Grupy Mazowieckiej, w której swego czasu brałem udział, w osiedlowym pubie z piwem i pizzą pod obrazem "Sąd Piłata", ze śpiewami wotywnymi nad ogniem rozpalonym w metalowej miednicy?Dobrze, że autor napisał "Grupa Mazowiecka" nie podając pełnej nazwy tejże cerkwi. Tym sposobem oszczędził wstydu wielu osobom, które tak z otwartymi rękami (boga) witają wszystkich gości na swoich obrzędach. Przy tym krytykują te gromady działające mniej otwarcie, które decydują się na jakąś uprzednią formę weryfikacji potencjalnego "neofity" ...
Na innej imprezie rodzimowierczej spotkałem natomiast wyznawców Peruna ubranych na czarno z szatańskimi motywami na koszulkach lub symbolami rodem z III Rzeszy. Wydaje mi się, że nie tędy droga do odbudowania tożsamości narodowej. (s. 509)
Pod sam koniec Pan Tomek chwali się:
Obecnie przebywam na Filipinach, gdzie zbudowałem ekowioskę pod taką nazwą, a obserwowanie lokalnych plemion, dla których jakby czas się tutaj zatrzymał, pozwala mi lepiej zrozumieć, na czym polega życie w zgodzie z przyrodą. (s. 512-513)Panie Tomku! Na pewno odbuduje Pan słowiańską tożsamość siedząc na Filipinach wśród tubylców. Oprócz ludzi ubranych na czarno na naszych obrzędach spotka Pan osoby w białych szatach. Nawet zaprojektowałem Panu i pańskim kolegom, którzy też publikują w wydawnictwie Bellona prace na podobne tematy "giezło" ciut innego koloru.
Drobiazg! Nie ma za co dziękować.
Tak sobie czytam informacje o autorze na okładce ... "Uczeń prof. Andrzeja Wiercińskiego". To ten wspomniany uczony tak Pana wykształcił, że głosi Pan m.in. tezy o Lechickim Imperium obejmującym połowę Europy? Czytałem jedną książkę z jego artykułami i miałem o Wiercińskim lepsze zdanie. Jak to pozory mylą. Coś musi być na rzeczy skoro Pan się chełpi jego naukami ... Niezłe wycieranie sobie twarzy nazwiskiem osoby, której się do pięt nie dorasta.
sobota, 19 października 2019
Neil Gaiman "Amerykańscy bogowie"
poniedziałek, 6 maja 2019
Rafał Merski "Opowieści spod strzechy"
poniedziałek, 15 października 2018
Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona "Mitologia słowiańska"
wtorek, 16 maja 2017
Małgorzata Saramonowicz "Xięgi Nefasa. Trygław władca losu"
środa, 9 marca 2016
Marcin Marchwiński "Wierni bogom. Zaginione dziedzictwo"
Nie szukamy fałszywego uwielbienia. Nie wykorzystujemy swoich mocy przeciwko wam. Nie unosimy się gniewem z błahych pobudek. Szybko zapominamy o waszych winach. Nie cieszymy się z waszej krzywdy. Nie pragniemy waszego cierpienia. Jesteśmy cierpliwi i łaskawi. Zniesiemy wiele waszych zachcianek i niegodnych czynów. Wierzymy w waszą chęć czynienia dobra. [...]
czwartek, 6 czerwca 2013
Witold Jabłoński „Słowo i miecz”
…Jeden waleczny król wymazany został, z rzędu panujących…Tabula regnum Poloniae (XIV w.)
... król Bolesław, rządzący w latach (1034-1038), był królem „obrządku słowiańskiego”. Wywodzący się z Bizancjum obrządek (różniący się kwestiami dogmatycznymi od łacińskiego obrządku rzymsko-katolickiego) miał dotrzeć na ziemie południowej Polski pod koniec IX w. Zapomniany monarcha, zdaniem historyków i teologów prawosławnych, toczył walkę z zwolennikami obrządku łacińskiego. (Marcin Spórna, Piotr Wierzbicki Słownik władców Polski i pretendentów do tronu polskiego, Zielona Sowa, Kraków 2003, s.93)
Walczący o władzę Bezprym i Bolesław opowiedzieli się po stronie pogańskiego żywiołu na jego czele wypowiedzieli wojnę Kościołowi, sojusznikowi ich politycznych konkurentów. To był zapewne ów straszliwy występek, jakiego dopuścił się Zapomniany. Najprawdopodobniej ustami arcybiskupa gnieźnieńskiego Bossuty wypowiedziana została uroczysta klątwa, która spadła nie tylko na samego władcę, ale także na całą Polskę. Bolesław II prawdopodobnie został skrytobójczo pozbawiony życia i wykreślony z pamięci, a Polska powrót na łono Kościoła okupiła szeregiem ciężkich obowiązków, za cenę których pozwolono księciu Kazimierzowi Odnowicielowi opuścić klasztorne mury i przybyć do Polski.(http://www.polityka.pl/historia/231607,1,zniknal-wmrokach-sredniowiecza.read, aktualizowana 06.06.2013)
Świętowit arkoński miał cztery głowy i szyje, po dwie z przodu i z tyłu, bez czapki; ów posąg zbrucki ma cztery głowy o jednej szyi i pod jedną czapką; wykonanie jego w wapniku bardzo jest prymitywne. Jakiekolwiek jest pochodzenie tego bałwana [...], z Świętowitem, bożkiem rugijskiego słowiaństwa (bałwany tych stron odznaczają się mnogością kształtów, głów i rak), nic a nic nie ma do czynienia. (Aleksander Brückner Mitologia polska [w:] Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1980, s. 325)
Zaskakuje mnie też wątek biskupa Arona piszącego "Bogurodzicę". Zastanawiam się tylko czy chodzi o tę znaną wszystkim "Bogurodzicę"? Pierwotnie, jak podają źródła, Bogurodzica zwana była pierwotnie nie Maryją, tylko Marzą. Czyżby ten biskup pisał coś nieświadomie?
… dla Mieszka I przyjęcie chrztu równało się zakończeniu, ukoronowaniu procesu tworzenia monarchii, który to proces rozpoczął się dawno, w epoce plemiennej. (Paweł Jasienica Słowiański rodowód, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1978, s.110)
















.png)






















