środa, 19 grudnia 2018

Tadeusz Linkner "Słowiańskie bogi i demony"


Wszyscy chcielibyśmy, żeby mitologia dawnych Słowian była znana nam ze szczegółami niczym germańska z islandzkiej "Eddy". Niestety na dzień dzisiejszy pozostaje to tylko marzeniem tłumu. Od lat trwają prace nad jej pełną lub przynajmniej teoretyczną rekonstrukcją. Efekty tego są rozmaite, od ciekawszych teorii po odrodzony sceptycyzm. Nie traćmy jednak wiary! 

Gorszy problem mieli nasi przodkowie w czasach, kiedy zapotrzebowanie na wiedzę o wierzeniach religijnych Słowian stawało się modne. Dało to pole do popisu wielu fałszerzom, artystom czy pisarzom. Pod koniec listopada 2018 r. w Krakowie ruszyła wystawa "Apokryfów słowiańskich"; obok znanych Kamieni Mikorzyńskich po raz pierwszy w Polsce mieliśmy okazję zobaczyć  niektóre Idole z Prillwitz. Oprócz samej wystawy odbyła się ciekawa konferencja, na której słuchaliśmy o zapomnianych dziełach Julii Stabrowskiej (wykład prof. Izabeli Trzcińskiej), próbach i problemach związanych z interpretacją znalezisk (dyrektor Muzeum Archeologicznego w Krakowie prof. Jacek Górski), a także o apokryficznych bogach i talizmanach, jakie można znaleźć w Internecie (wykład Scotta Simpsona).

Idole z Prillwitz, wystawa 2018 r., Muzeum Archeologiczne w Krakowie. 

Problem z religią dawnych Słowian jest taki, że już u podstaw nie wiemy czy dawni bogowie byli czczeni czy byli tylko wyobraźnią powstałą na bazie błahych informacji (np. Panteon Długosza rozbity przez Brücknera, Lelum Polelum, Białobóg i Czarnobóg). 

Fakt faktem zapotrzebowanie na mitologię Słowian od kilku stuleci stało się wyzwaniem dla wielu środowisk. Prym w temacie wiodą dzieła typowo apokryficzne oraz literackie. Oprócz omówionych wcześniej rzeźb warto wspomnieć duńskiego romantyka Bernhardta Severina Ingemanna, który wymienił dziwne, nieznane światu bogi, m.in. przytaczając stworzonego przez Jana Łasickiego bałtyjskiego Silinieza, którego czasem w sieci znajdziemy opisanego jako polskiego boga lasów. 

Powyższy obrazek ilustruje błędne informacje na temat mitologii polskiej z postacią Silinieza  rozpowszechnione w Internecie. 

Sam Łasicki też wyobraźnią nie grzeszył; w jego pracach poznajemy m.in. Goduna, który obecnie stał się źródłem bzdurnych, internetowych informacji o genezie andrzejek. Z nowszych dzieł nie możemy pominąć "Słowiańsko-aryjskich  Wed", w których spotkamy np. Ramhata. W innych pracach panteon słowiański mieszał się z indyjskim jak w "Księdze Welesa". Zofia Stryjeńska namalowała nam Warwasa. Popis wyobraźni dał Czesław Białczyński w swojej "Księdze Tura". Itd. Itd. A już Internet? Poczytajmy o tych wierzeniach na anglojęzycznych portalach ...

Nie brakuje także zwyczajnych, literackich prób odtworzenia mitologii dawnych Słowian, jak "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści" Łukasza Wierzbickiego czy "Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony

Niektórzy z twórców pseudomitologii podobnie jak artyści zostają zapomniani przez rodaków. O Bronisławie Trentowskim wspominają już chyba tylko historycy neopogaństwa i nieliczni miłośnicy literatury. Jest on jednym z klasyków mitologii słowiańskiej stworzonej od podstaw. Oczywiście identycznie jak w przypadku wielu innych pisarzy stworzył on panteon na bazie podstawowych, dostępnych mu informacji o religii Słowian łącząc go z wiedzą o folklorze i własną wyobraźnią. 

"Słowiańskie bogi i demony. Z rękopisu Bronisława Trentowskiego" to leksykon bogów, demonów, świąt jakie swoją wyobraźnią dał światu polski filozof z XIX w. Opracowany w postaci leksykonu przez prof. Tadeusza Linknera przystępnie obrazuje nam jak w minionych wiekach próbowano przedstawić, wyobrazić sobie nasze pra-wierzenia. Boskie rody, demony, rytuały przejścia. Czyta się to jak typową sielankę. Oczywiście mam tutaj na myśli miłośników kultury słowiańskiej, którzy uwielbiają klimaty inspirowane dawnym folklorem. Spoglądając na to współcześnie musimy powiedzieć jasno - nie wiele ma to wspólnego z faktycznymi wierzeniami i przeczy oficjalnej nauce. Pamiętajmy jednak, że w XIX w. nie wszystko było takie proste jak dziś. Książka więc niejako streszcza nam zabytkowe rozważania i koncepcje nad starymi wierzeniami. Możemy na tę pracę spojrzeć jak na historyczne rozważania nad myślą romantyzmu. Uważam, że prof. Linkner odstawił kawał dobrej roboty, a świetnym pomysłem było wydanie tego i przedstawienie młodemu pokoleniu, które za bardzo nie zna dawnych wyobrażeń o kulcie Peruna, Rugiewita oraz pozostałych bogów. Co ciekawsze, często w Internecie znajdujemy jakieś specyficzne pojęcia lub postacie, których pochodzenie nie jest znane. Jak się okazuje mogą one właśnie pochodzić z dzieł literackich. Dlatego warto przynajmniej poznać koncepcje wysnuwane przez dawnych myślicieli by móc oddzielić ziarno od plew, poznać dawne próby rekonstrukcji mitologii czy ich źródła.

Uważam, że każdy miłośnik tematu neopogaństwa, religii Słowian powinien się zapoznać z treścią tej książki. Gorąco polecam!