Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demonologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demonologia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2026

Mateusz Libera "Zarzewie mroku"


Mateusz Libera "Zarzewie mroku" (Replika, Poznań 2026) to historia kilku uroczych nastolatków, którzy jak to w życiu bywa, natrafili na siły potężniejsze od nich samych. Mamy tutaj fantastyczną historię z końcówki czerwca 2001 r. 

O rety! Skończyłem wtedy trzecią klasę liceum i odprawiłem swój pierwszy "wiccański" rytuał.  To był mniej więcej ten okres. Ale dosyć sentymentów ... A może właśnie przeciwnie - nadmiar sentymentów. Libera pisząc tę książkę przywołuje ducha lat 90. XX w. - wspomina gry z tego okresu, seriale animowane z telewizji, przekąski i napoje, muzykę ze stacji Viva ... No powiem, że trafił w moją epokę. Ale no właśnie, czy w pełni? W 2001 r. Pegasus był już passe a chwalenie się nim to byłby obciach. Faktycznie prym wiodły inne konsole m.in. Ninitendo 64, Sony Playstation czy Sega Saturn. Choć to było ze dwa, może trzy lata wcześniej w okolicach 1998 r. kiedy się jeszcze lubowałem w gierkach komputerowych. No w każdym razie jak na rok 2001 pewne elementy książki trącają mi bardziej początkiem lat 90. niż ich schyłkiem. 

Co zaś do reszty tego dzieła - nie jest ono jakieś nadzwyczajne; historia, którą tu się przedstawia nie robi na mnie wrażenia. Słownictwo na podstawowym poziomie. Nie wykluczam, że można w nich dostrzec trochę anachronicznych wyrażeń, bardziej typowych dla PRLu niż epoki późniejszej. 

Ogółem komercja jakich pełno w czasach obecnych. Oceniam ją jako przeciętną. 

wtorek, 16 czerwca 2026

Marek Włodzimierz Kralka "W starym borze kiedy mali Słowianie chcą dorosnąć"


"W starym borze kiedy mali Słowianie chcą dorosnąć" (Fundacja Slavipole 2026) Marka Włodzmierza Kralki to trzy krótkie opowiadania adresowane do najmłodszych Słowian. Każdy powinien wiedzieć jak w życiu postępować gdyż  świat niesie wiele zagadek, niebezpieczeństw i przygód. Płynący z pracy dydaktyzm jest oczywiście na dobrym poziomie - jak odnosić się do bogów, duchów przyrody i samej natury. Mało tego książeczka wzbogacona została o śliczne, zdobiące ją ilustracje przedstawiające m.in. głównych bohaterów i  słowiańskich bogów. 

Przyznam, że pierwszy raz w życiu czytałem lekturę, która nie zawiera numerów stron. Jedno z opowiadań do złudzenia przypominało mi historię Ahsoki Tano z odcinka pierwszego sezonu serialu animowanego „Star Wars: Opowieści z Jedi” (Tales of the Jedi), zatytułowany „Życie i śmierć” (Life and Death). 

A tak ogólnie to jest OK. Nie chcę tradycyjnie zdradzać fabuły, ani streszczać tekstu, więc napiszę tylko, że warto czytać naszym młodym Słowianom. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Polecam! 


Do tego linki: 

Facebook
Slavipole
Instagram
YouTube

niedziela, 7 czerwca 2026

Andrzej Sapkowski „Narrenturm”

 

Wszystkich części „Wiedźmina” jeszcze nie przeczytałem. Zrobię to po obejrzeniu ostatniego sezonu serialu, który także mam do nadrobienia. Wiem, nie ma na co patrzeć; oglądanie produkcji Netfliksa jest jak jedzenie kiviaka na Grenlandii, ale przynajmniej człowiek zobaczy jak sprofanowano twórczość znanego polskiego pisarza. Mój tata namawiał mnie gorąco do przeczytania Trylogii Husyckiej, którą z resztą podarował mi na Gwiazdkę. W końcu musiałem wygospodarować trochę czasu i na nią.

Niby dalekie jest to od klimatu wiedźmina, ale czy aby na pewno? Tutaj pojawiają się typowe dla Sapkowskiego wątki – chędożenie cudzych żon, czary i demony, germańskie nazwiska i stałe wędrówki z przygodami. Czyli w sumie samo życie. Akcja toczy się na Śląsku w XV w. No i właśnie jeden podstawowy zarzut jaki bym do tej książki miał to kilka dziwnych anachronizmów. Wprawdzie Sapkowski przyznaje się do części z nich; tu mam na myśli głównie „Neronomicon”, ale inne pomija na końcu książki. Rozweselił mnie sabat czarownic w święto Mabon … Nazwę tę wprowadził amerykański czarownik Aidan Kelly poszukujący celtyckiego odpowiednika mitu o zstąpieniu Persefony do Hadesu. Nawet większość wiccan nie stosuje tej nazwy, bo jest ona sztuczna i stworzona jako alternatywa dla Równonocy Jesiennej. Faux Pas! Widać, że autor inspirował się współczesnym czarownictwem.

Generalnie miły trening dla oka. Fabuła wciąga od samego początku. Kto z nas nie chciałby być podróżującym z Szarlejem i Samsonem Olbrzymem głównym bohaterem Reynevanem dążącym do zemsty, a także lądującym w łóżku z którą popadnie.

Czyta się fajnie! Polecam!

poniedziałek, 23 marca 2026

Joanna Tarnawska "Polish Folk Magic. Ancestral Lore & Traditions of the West Slavs"


Książek o czarownictwie ludowym (głównie bazującym na religii i praktykach dawnych Słowian) mamy w Polsce bardzo dużo. Można je podzielić według kategorii na:
- lepsze (np. naukowa praca Joanny Wawrzeniuk "Magia ochronna Słowian we wczesnym średniowieczu na ziemiach polskich", prace o roślinach: m.in. Karolina Lisek "Słowiańska magia ziół. Obrzędy, bóstwa, demony i rośliny", Marek Włodzimierz Kralka "Zeszyt drzew słowiańskich", Joanna Laprus "Słowiańskie rośliny czarowne"),
- średnie (Joanna Laprus "Słowiańskie boginie ziół"), 
- tragiczne (np. Natalia Stepanova "Wielka księga sekretnych zaklęć rosyjskich szeptuch. Miłość, bogactwo i odzyskiwanie zdrowia", Dobromiła Agiles „Słowiańska wiedźma. Rytuały, przepisy i zaklęcia naszych przodków”, Natasha Helvin "Słowiańska magia w praktyce" oraz "Rosyjska czarna magia" czy Vadim Tschenze "Sekrety szeptuch. Ludowe sposoby uzdrawiania"). 

W języku angielskim również ukazały się dzieła z tej dziedziny; tu na wstępie wymienię moje ulubione Radomira Ristica „Balkan Traditional Witchcraft” oraz „Witchcraft and Sorcery of the Balkans”. Jest już tego na tyle, że mamy w czym wybierać. Pojawia się tylko pytanie, czy istnieją anglojęzyczne lektury, które przedstawiają polskie czarownictwo całemu światu?

I oto jest!

Jedną z pierwszych na ten temat jest praca Joanny Tarnawskiej "Polish Folk Magic. Ancestral Lore & Traditions of the West Slavs" (Crossed Crow Books, Evanston 2025). Autorka wprowadza nas w temat polskiej magii ludowej. Wbrew temu co wszyscy oczekują nie jest to próba rekonstrukcji słowiańskich praktyk przedchrześcijańskich wiedźm, lecz opis tego co powstało synkretycznie po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Nie zabrakło jednak także i  wprowadzenia do pogańskiej wizji świata, którą Tarnawska jak najbardziej przytacza (m.in. mit wyłonienia, kult ognia, kult wody). Przedstawione zostały opisy dawnych ludowych praktyk magicznych (m.in. klątwy, okadzanie, magia ochronna, używanie nawęzów, leczenie jajkiem czy magia miłosna), postacie z polskiego folkloru (diabły, duchy domowe czy specyficzna postać i rola Maryji). Na końcu szczegółowe zostały opisane polskie święta i magia z nimi związana. 


Czy mam jakieś uwagi? Autorka przedstawia mitologię słowiańską opartą o współczesne rodzimowiercze wizje. Pojawiają się np. "Prawia" i "Jawia", które pochodzą z "Księgi Welesa". No i słynne "Panu Bogu święcę, a diabłu ogarek". W oryginale było "diabłu dwie", ale wiemy, że już wersja z ogarkiem się przyjęła. Odnotowałem jedną drobną wpadkę - katolicyzm był główną religią w Szkocji (s.105)? Oj nie.

Jakie wrażenia?


Ogólnie bardzo dobre. Nie jest to kolejny mizerny podręcznik słowiańskiego New Age, tylko przedstawienie ludowych praktyk z aspektu historycznego. Nie ma tutaj żadnych wymysłów, a jest czysta historia, demonologia i folklor. Praca ta ma szanse stać się jednym z pierwszych podręczników polskiej magii ludowej w świecie dzięki wydaniu jej w języku angielskim, czego autorce z całego serca życzę! Jest to bardzo dobre przedstawienie tematu ze szczegółami. Pewne informacje były dla mnie nowością np. praktyki z Dnia Świętego Medarda.  

Tak czy owak, książka rewelacyjna - gorąco polecam, zarówno Polakom jak i wszystkim  anglojęzycznym wiedźmom i wiedźminom. 


wtorek, 23 września 2025

Elwira Dresler-Janik "Córki bogini Mokosz. Leszygród. Tom 1"

Wracamy do słowiańskich klimatów. Na dobrą sprawę nigdy od nich nie odeszliśmy, a lekka przerwa zrobiła więcej dobrego niż złego. Leżąc na plaży w Złotych Piaskach w Bułgarii sięgnąłem po książkę Elwiry Dresler-Janik "Córki bogini Mokosz. Leszygród. Tom 1" (Replika, Poznań 2024). 


Słowiańskości nigdy za wiele. Bułgaria, Morze Czarne i lektura w klimacie. Tak widzi to AI.

Jest to opowieść, której fabuła toczy się w świecie pełnym słowiańskości. Opowiada losy rodzeństwa pochodzącego z dosyć patologicznej rodziny Wyszomira i radzącej sobie lub nie w życiu po jego zabójstwie. Imiona, bogowie - wszystko klasycznie. 

Cóż powiedzieć więcej? Ogółem praca jest bardzo przeciętna. Niczym na dobrą sprawę autorka mi nie zaimponowała. Nie ma tego co lubię, czyli dużego zasobu słownictwa i opisów czy to przyrody, czy otaczającego świata. Na dobrą sprawę najwięcej jest charakterystyki zadawanego bólu, ran i cierpienia. Leje się krew i świszczy od bicia w tyłek niegrzecznego Bolemira. Sama fabuła nie wydaje się również być czymś szczególnym.  

Opowiastka jak wiele innych. Nie jest to poziom Z. Nienackiego czy J.I. Kraszewskiego. Nie polecam, bo wrażenia nie robi. 


Nawet AI nie chce właściwie wygenerować słowiańskich dzieciaków w starej chatce. 

czwartek, 13 marca 2025

Lal Behari Day "Opowieści ludowe Bengalu"


Słuchając muzyki indyjskiej natrafiłem w sieci na kawałek "Tujhko Na Dekhun". Wpadł mi w ucho, a następnie zaprowadził do filmu "Jaanwar", który mocno mnie poruszył. Chyba nawet bardziej niż zakończenie ostatniego, wyczekiwanego sezonu serialu "Cobra Kai". Tym sposobem przeniosłem się myślami do Indii.

Żeby dać ujście swoim podróżom w głowie przeczytałem "Opowieści ludowe Bengalu" autorstwa Lala Behari Daya. Klasyka gatunku, stara książka, która dzięki staraniom wydawnictwa Replika stała się bardziej znana polskim czytelnikom. 


Chłopcy z Bengalu grający w piłkę wodną
.

Przenosimy się w świat indyjskich baśni.  Odwiedzamy konkretnie Bengal i mieszkających tam książąt, braminów, kobry, mięsożerne demonice, kwiaty lotosu. Budzimy księżniczki jedną różdżką, drugą je usypiamy. Sprytny szakal, szkoła złodziei ... oj cuda, cuda. 


Mojej uwadze nie umknął błąd na drugiej stronie okładki:
Śiwa - jeden z trzech głównych bogów hinduizmu. Durga i Kali - boginie będące różnymi wcieleniami Śiwy. 

Nie tak! Na stronie osiemnastej czytamy poprawną wersję, że Durga i Kali to wcielenia MAŁŻONKI Śiwy. 


Aryjskie pozostałości w ludziach z północnych Indii i Bangladeszu.

A jak tam dydaktyzm płynący z hinduskich opowieści? Na dobrą sprawę taki jak ogólnie w większości tych z całego świata. W tej o ubogim brahminie widać np. wątek znany nam z baśni o kijach-samobijach. Jak zwykle dobro zostaje nagrodzone, a zło pokonane - to grzebanie ludzi żywcem robi wrażenie, zwłaszcza w drugiej części historii o synach złodziei. Nie są to arabskie noce, nie są to też baśnie braci Grimm. Nie brakuje duchów, demonów i bogów. W sumie jest czym zadowolić oko na jeden czy dwa dni. 

Polecam! 

Opuszczamy Bengal i inne znakomite stany Indii. 


Pamiętam pierwsze wybory Miss World jakie w życiu oglądałem. Był to 1997 rok, kiedy Diana Hayden została królową. Od tej pory piękno Indii kojarzę głównie z nią. 

wtorek, 4 marca 2025

Bogusław Gierlach "Sanktuaria słowiańskie"

 

"Sanktuaria słowiańskie" Bogusława Gierlacha to stara książka z 1980 r., która ze względu na cenną zawartość ukazała się ponownie nakładem Wydawnictwa Replika. Omówione zostały w niej stare, klasyczne "słowiańskie" tematy, dużo jest archeologii, ze szczególnym uwzględnieniem pochówków.  

Uważam, że autor przedstawia wszystko bardzo ogólnie i z perspektywy drugiej dekady  XXI w. można by zrobić to znacznie lepiej, zwłaszcza przy omawianiu pogańskich korzeni świąt. Gierlach zwraca uwagę, że w 966 r. chrzest został przyjęty wyłącznie przez dwór, a nie jak wielu myśli, przez całe świeżo powstałe państwo. Zadziwił mnie jednak stwierdzeniem:
Trudno wyobrazić sobie Dzień Zmarłych na przykład w słoneczny dzień majowy, kiedy wokoło cały świat jest rozśpiewany i wszystko nastraja do radości (s. 206).

Przyznam, że Dziady Wiosenne, Rękawka czy nawet pewne obyczaje związane z Zielonymi Świątkami sprawiają, że można sobie to wyobrazić. A nawet nie trzeba wyobrażać. Brakowało mi ciągle tej udokumentowanej wzmianki o wdowach palonych wraz z mężami na stosach pogrzebowych. W końcu znalazłem to w tej książce:

W połowie VIII wieku kronikarz Winifrid-Bonifacy zapisał: "[...] kobieta, kiedy mąż jej umrze, nie chce żyć dłużej. I z uznaniem spotyka się i nich taka niewiasta, która własnoręcznie śmierć sobie zadaje i na jednym stosie spłonie ze swoim mężem [...] (s.105). 

Jak ocenić książkę Gierlacha? Ogólnie wydaje mi się przeciętna. Wiele nowego nie wnosi przy obecnym stanie badań. Warto jednak i z jej treścią się zapoznać. 

5/10.

niedziela, 29 grudnia 2024

Linda Raedisch "Tajemna strona świąt. Bestiariusz i mroczne tradycje"

 

Okres Bożego Narodzenia zdecydowanie należy do najprzyjemniejszych w roku - drogie prezenty, wykwintne kulinaria, estetyczne wystroje wnętrz i umiłowanie rodzinnych tradycji. 

W takim układzie warto zgłębić temat szerzej. 

W mediach, książkach pojawiają się elementarne informacje o świętowaniu Gwiazdki przez rozmaite narody. Niestety często są to informacje z drugiej ręki, ogólnie przedstawiające pewne wątki. Warto jednak pokusić się o jakąś porządną kompilację, która to wszystko uporządkuje. 



Z pomocą przybywa nam Linda Raedisch ze swoją książką "Tajemna strona świąt. Bestiariusz i mroczne tradycje". I tutaj mamy omówione prawie wszystko - czas zimowy zaczynający się niemal od połowy października dla czcicieli elfów, kończący aż na 2-im lutego. Autorka przedstawia poszczególne święta, towarzyszące im duchy, zwyczaje. Akcentuje różnice w folklorze poszczególnych krajów. 

Rémi Jacquot "Befana" (źródło: ArtStation)


Raedisch przytoczyła w kilku miejscach prace znanego mi założyciela wicca; Geralda Gardnera. Wprawdzie zaznaczyła, że wiele jego teorii to czyste bajdurzenie, ale miejscami powoływała się na informacje z jego prac jakby były czystymi faktami. Nie ma to jak zepsuć komuś humor ... Podobnie jak z tym laniem ołowiu podczas Andrzejek w Polsce. Myślę, że wosk jest znacznie popularniejszy. 



Oprócz popularnych postaci przedstawione zostają duszki i egregory mniej znane Europejczykom, które pełnią funkcję podobną do Świętego Mikołaja. Poznajemy krasnoludki, kota, czarnego psa czy kozła. Widzimy, że nasz europejski świat wyobraźni bije na łeb komercyjnego twora Coca-Coli. Szkoda tylko, że wszystko powoli wygasa na rzecz jednej, jedynie słusznej "tradycji". 




środa, 11 grudnia 2024

Leonard J. Pełka "U stóp słowiańskiego parnasu. Bogowie i gusła"


Dzięki wydawnictwu Replika ukazała się kolejna praca dra Leonarda Pełki pt. "U stóp słowiańskiego parnasu. Bogowie i gusła". Ogólnie książce wystawiłbym ocenę dostateczną. Niby jest to dobre opracowanie tematu, ale warto zwrócić uwagę na kilka czynników. Po pierwsze autor korzysta ze starych opracowań. Wiele z nich już można zamknąć w lamusie. Po drugie, dziwi mnie stosowanie niektórych wersji imion; np. zamiast Helmoda, mamy Hemholda. Pojawia się też rekonstruowana nazwa Korzenica na określnie Charenzy, prawdopodobnie dzisiejszego Gardźca. Mam wrażenie, że dużo przytoczonych informacji to stereotypowe poglądy na temat Słowiańszczyzny krytykowane w czasach współczesnych. 
Czy warto przeczytać tę pracę? Warto. Trzeba jednak mieć się na baczności z przedstawionymi informacjami. XXI w. wniósł bardzo wiele zarówno optymizmu jak i pesymizmu do dalszych badań nad wiarą naszych przodków. 



sobota, 30 listopada 2024

Joanna Laprus "Słowiańskie rośliny czarowne"

 

Myślami wracamy na ojczystą ziemię. Joanna Laprus "Słowiańskie rośliny czarowne" to barwny zielnik występujących w Polsce roślin. Dodatkowo przepełniony jest on historiami o tajemniczych właściwościach wielu z nich oraz związanych z nimi legendami. Autorka podzieliła je  na "miłośnicze", "wiedźmie" oraz "mocarne". Mamy tutaj rośliny polne i drzewa. Swoją wiedzę Laprus oparła o dosyć solidne podstawy, co widzimy w bibliografii. Poznajemy ludowe sposoby na pokonanie wielu chorób, miłosne doznania i demony, których nigdy w naszym folklorze nie brakowało, zwłaszcza wampiry i obłoczniki. Ogólnie książka ciekawa i poprawiająca humor. Wzbogaconą o ilustracje czyta się ją bardzo szybko. Warto, żeby każda czarownica czerpiąca wiedzę z lokalnych wierzeń i praktyk się z nią zapoznała. 

Gorąco polecam! 

niedziela, 22 września 2024

Bogdan Nowak "Państwo Zamojskie. Przeciw czarownicom, duchom i najeźdźcom"

 

Myślami przenosimy się do Zamościa. Najpierw dobrze poznajmy historię miasta, dzieje Jana "Sobiepana" Zamojskiego, jego krewnych i znaczących postaci. Jest trochę o królu Janie III Sobieskim, jego małżonce i losach znamienitych rodów. Nie zabrakło czasów Potopu Szwedzkiego. Zagłębiamy się w obyczajowość szlachty. W pewnych częściach pracy robi się znacznie ciekawiej; jest trochę o procesach czarownic aż ślinka cieknie, rocznym cyklu obrzędowym, instrumentach muzycznych, demonach polskiego folkloru.

Bogdan Nowak opisuje co się tylko da z ważniejszych dla Zamościa wydarzeń i obyczajowości. Poznajmy lokalny folklor, historyjki z życia wzięte na przestrzeni wieków. Szlachta, kaci, astrologowie. Pojawiają się zabobony, magia, horoskopy. Nie brak historii o duchach. Autor dużo skorzystał z prac m.in. Oskara Kolberga. Nie zabrakło też innych opracowań na wysokim poziomie, jak np. Pawła Leszka Słupeckiego, czy nawet tych popularyzatorskich  Pawła Zycha i Witolda Vargasa.

Przyznam, że dowiedziałem się kilku nowych rzeczy z interesujących mnie tematów. Być może część z nich jest unikatowa dla rejonu Zamościa i okolic. Warto jednak rzucić okiem. Strzygi, utopce, łupiory aż budzą w człowieku słowiańskiego ducha. Parapsychologia, pijane damy i spirytyści. Wszystko co trzeba do ciekawej książki.

Gorąco polecam! 

wtorek, 27 sierpnia 2024

Adam Fischer "Etnografia słowiańska. Zeszyt 3. Polacy"

 

Po raz kolejny chylę czoło przed Stowarzyszeniem na Rzecz Tradycji i Kultury "Niklot" za cenny wkład w rozpowszechnianie wiedzy o Słowiańszczyźnie. Kolejnym osiągnięciem jest reedycja cennej pracy Adama Fischera. Tym razem na piedestale po Połabianach, w tym oddzielnie opsianych Łużyczanach, pojawili się Polacy. 

Autor opisuje obszar geograficzny, w tym typy antropologiczne (jestem chyba typem subnordyckim), kulturę materialną (od płodów roślinnych po metody transportu i komunikacji), kulturę społeczną i duchową. 

Przyznam, że poznałem dużo nowych zagadnień z kultury materialnej. Niewątpliwie najciekawszą częścią książki jest jak zawsze kultura duchowa i pozostałości po słowiańskich wierzeniach i praktykach naszych przodków. No i właśnie, na pewne rzeczy zwróciłem uwagę, jak np. nazywanie Wigilii Trzech Króli szczodrym wieczorem, a święto Matki Boskiej Gromnicznej postrzegane jako początek wiosny. W przypadku tego drugiego znów widać pewne analogie do pogaństwa zachodniego. Kilka jeszcze powiązań da się wypatrzeć. 

Ogółem dużo cennych informacji, choć przyznam, część z nich pojawiła się już w innych pracach. Czyta się szybko, rozrywki wystarczy na góra dwa dni.

Gorąco polecam! 

piątek, 31 maja 2024

"Legendy świętokrzyskie"

Pięć minut i mamy kolejny zbiór legend przeczytany. Malutki przewodnik po regionie świętokrzyskim, w którym aż roi się od czarownic, topielic i duchów zamieszkujących ruiny. Tekst Artura Stolarskiego króciutko przedstawia każdą opowieść. Przyznam, niektóre wersje różnią się od tych klasycznych. No, ale cóż; legendy mają to do siebie, że często pojawiają się w kilku postaciach. 

Polecam dla rozrywki ze stoperem w dłoni.



środa, 3 kwietnia 2024

Lafcadio Hearn "Kwaidan. Demony japońskiego folkloru"

Powracamy myślami do Kraju Kwitnącej Wiśni. "Kwaidan. Demony japońskiego folkloru" Lafcadio Hearna to kilkanaście mrożących krew w żyłach opowiastek ludowych Japonii o istotach demonicznych. W rzeczywistości jedne mrożą krew w żyłach, inne prezentują się raczej jak historie z życia wzięte. Na końcu, o dziwo, jakieś nawiązanie do rejonów celtyckich, mrówek, komarów i motyli. Nie wiem, co ma jedno wspólne z drugim, niemniej książka napisana została dawno temu, a sam jej autor żył na przełomie XIX i XX w. 

Historie z jednej strony straszą, z drugiej wynika z nich pewien morał. Japończykom nieobcy jest dydaktyzm także w folklorystycznych historiach. Widać tu nawet pewną analogię do europejskich podań ludowych. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi, jakich różnic powinniśmy się zatem spodziewać? 

Czyta się je przyjemnie, choć nie są to dla nas Europejczyków tak straszne historie jak dla mieszkańców kraju Wschodzącego Słońca. 

Lekturka na jedno popołudnie! Polecam! 

środa, 20 marca 2024

Leonard J. Pełka "Śladami pierwotnych wierzeń. Duchy, bóstwa i totemy"

 

Dzięki wydawnictwu Replika z martwych powstała stara książka autorstwa dra Leonarda J. Pełki pt. "Śladami pierwotnych wierzeń. Duchy, bóstwa i totemy". Przenosi nas ona myślami do najdawniejszych dziejów religii. Mamy tutaj powtórkę z teorii religii, magii, roli czarowników, szamanizmu po najstarsze politeistyczne wierzenia. 

Z jednej strony praca stanowi kolejne opracowanie podstawowych kwestii. Z drugiej w oczy rzuca się ideologia czasów PRLu, którą autor w pełni propaguje w swoich pracach. Zresztą podobnie jak Bohdan Baranowski. Widać tą samą szkołę. 

Pełka religię poddaje obszernej krytyce. Widać, że celem pracy jest wykazanie bezsensowności jej fenomenu. Na końcu te utylitarne metody usunięcia zjawiska z życia jednostki po prostu wydają się śmieszne. Nie brakuje słynnego cytatu, że "religia to opium ludu". Oczywiście w tekście znajdziemy klasyczne wątki tematyczne o tym, jak to święci katoliccy przejęli role dawnych bogów. Ale już o tym, że ideologia "Mateczki komuny", jak ja zwą niektórzy, łykała całymi garściami cechy religii ani słowa. Dyktatorzy traktowani jak bogowie. Ideologia niczym religia.

Czy książkę polecam? Znalazłem w niej może kilka drobnych błędów. Jest ona wartościowa, kiedy pominie się ideologiczne rozważania autora na temat religii. Jednak póki co "Etnologia religii" Andrzeja Szyjewskiego ma tytuł oficjalnego mistrza w tejże dyscyplinie. Książka Pełki to raczej popularyzatorska komercja w porównaniu z wieloma innym, późniejszymi publikacjami o archaicznych formach religii.  

wtorek, 9 stycznia 2024

Jarosław Łojek "Legendy Rosji. Mroczne podania, opowieści i legendy wschodniej Słowiańszczyzny"

 
Kierunek - wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja. I nie ma wątpliwości, że jest ona bogata w kulturę, długą tradycję i obfity folklor, z którego czerpać można garściami. 

Rosja to kraj geograficznie nam bliski, ale bardzo słabo znany. Mentalnie byliśmy zawsze z jednej strony Zachodni, z drugiej, łatwo było nam nawiązać współpracę z ludźmi ze Wschodu. Świadczył o tym do niedawna fakt, że wielu menedżerów polskich wyemigrowało do pracy w Rosji. Z jednej strony my Słowianie, z drugiej cywilizacja łacińska. Ale dobra, dosyć tego nachalnego wstępu. 

Malachitnica

Jarosław Łojek po opublikowaniu "Legend i podań Słowian" postanowił pójść za ciosem i zaprezentować nam w szczegółowej postaci legendy sąsiednich narodów. Tym razem praca została zawężona tematycznie do obszaru dawnej Rusi (czyli m.in. obecna Ukraina), współczesnych Wielkorusinów i to zarówno słowiańskiej części europejskiej Rosji, jak i innych ludów zamieszkujących jej tereny. Mamy tutaj zarówno czasy przedchrześcijańskie i współczesny folklor. Autor zaczyna od przedstawienia podań ruskich, skąd przechodzi do historii z Moskwy, Petersburga, innych obszarów europejskiej Rosji, Krymu, by następnie podążyć przez Syberię, kończąc na uwielbianych przez nas tych o słowiańskich bogach i demonach. 

Pewne historie poruszają wyobraźnię i skojarzenia. Na pewno Menk, jako rosyjski Yeti napawa przekonaniem, że chyba za daleko stąd poszukujemy wielkiej stopy, która mogła żyć w sąsiedztwie. 

Menk, rosyjski Yeti. 

Jezioro Brosno jako rosyjskie Loch Ness. Czasem zastanawiałem się, czy Stonenhenge nie jest miejscem zbyt przereklamowanym widząc Arkaim. Jak widać, nie trudno na terenie Rosji znaleźć "brytyjskie akcenty". 

Słowiańska Nessie z Brosna.

Niektóre legendy wpędzają w osłupienie. Zaciekawiły mnie historie o Cmentarzu Małochotińskim, gdzie odbywały się sabaty czarownic. Tak samo jak te groby alchemików. Po raz kolejny folklor zachywca bogactwem czegoś, co tygryski czarownictwa lubią najbardziej. Już te historie o podziemnych tunelach w Rosji nasuwają skojarzenia.



Stara, rosyjska gra "Lochy Kremla" najwyraźniej inspirowana była wieloma legendami o podziemnych tunelach w Moskwie. 

Historia Lanceputich wskazuje, że tradycja rosyjskiej ruletki jest znacznie starsza w tym kraju niż byśmy się tego spodziewali. 

Morski Car, ojciec Wasylicy. 

Cóż dodać? Niektóre podania tłumaczą historię na sposób czysto turbosłowiański, ale pamiętajmy, że w ich przypadku jest to naturalne zjawisko. Światu potrzebne są mity, a zmieniają się one w poszczególnych epokach.  


Cóż rzec jeszcze na koniec? Ogółem świetne i nowatorskie opracowanie legend z obszaru Federacji Rosyjskiej. Dowiedziałem się wielu nowych ciekawostek na temat lubianych przez nas postaci z folkloru słowiańskiego. Poznałem kilka nowych historii i bajek. 


wtorek, 21 listopada 2023

Henryk Biegeleisen "Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego"

Po raz kolejny, dzięki wysiłkowi wydawnictwa Replika mamy ułatwiony dostęp do znanego dzieła z klasyki gatunku badań nad praktykami, wierzeniami i obyczajami naszych przodków. Reedycja pracy wydanej w 1930 r. daje nam bardzo obszerny wgląd w temat przedstawiony w tytule. 

Umieranie, stypy, goszczenie dusz, śpiewanie dla umarłych, czuwanie, ofiary, wizyty, odganianie, wampiry... Czego to tutaj brakuje? Chyba niczego. 

Co możemy powiedzieć szerzej? 

Po pierwsze, od dawna nie widziałem książki, w której brakuje spisu treści. Przyznam, że trochę osobliwe. Po drugie, mylny jest tytuł. Biegeleisen omawia nie tylko Polaków, ale podaje przykłady z całego świata. Mamy tu więc klasyczną przekrojówkę przez wiele kultur ze wskazaniem występujących podobieństw; nie tylko praktyk u sąsiednich ludów czy narodów, ale też identycznych znanych na innych kontynentach. 

Co mi zostało w pamięci? Archaiczne horkruksy:

Czarownik może wyjąć z siebie duszę i schować ją gdziekolwiek. Dusza da się zakląć w różne istoty, zwierzęta, rośliny, powiadamy: "stoi jak zaklęty" (s.47). 

Albo to:

Człowiek niebierzmowany umiera dwakroć (s. 48). 

Wychodzi na to, że przynajmniej dwukrotnie spotkam się ze Śmiercichą. 

Nie wiedziałem, że palcem wisielca można otworzyć każdy zamek. Magiczny masterkey. Czasem takie się przydają. 

Znalazłem też akcenty związane ze swoim regionem:

Stąd powiadają, w Bronowicach Wielkich, że na kogo strzygoń chuchnie, ten musi umrzeć (s. 165). 

Już w 1624 r. odkopano na Kleparzu (w Krakowie) groby mniemanych upiorów (s. 170). 

Widzę, że w mamy tutaj silną tradycję związaną z żywymi trupami. Byle nikt na mnie nie chuchnął, bo mieszkańcy Azorów (obecne Tonie i Bronowice Wielkie) wiecznie jadą siarą. 

Urocze były też zabawy:

Łemków, w Jasielskiem, młodzież zbiera się w domu żałoby i "wyprawia barbarzyńskie żarty z trupem". Tak np. wloką go za nogi i wołają (po imieniu), żeby wstał i bawił się z nimi, ciągnąc go za włosy, pytają, czy zgaduje, kto to robi, łaskoczą go, aby się zaśmiał itp. (s. 239) 

Ogółem książka bardzo ciekawa. Trochę męczą staropolskie wyrazy, niemniej idzie się do tego przyzwyczaić. 

Przeczytać koniecznie trzeba! 

Polecam!