Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarot. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2020

Helen A. Berger "Solitary Pagans. Contemporary Witches, Wiccans & Others Who Practice Alone"


Mówi się, że statystyki z reguły kłamią. Ale czy zawsze musi tak być? Nie sądzę. Zwłaszcza kiedy sondujemy wąską populację za pomocą dość prostych metod. I taką drogą poszła m.in. Helen A. Berger; znana badaczka ruchów neopogańskich. 

"Solitary Pagans. Contemporary Witches, Wiccans & Others Who Practice Alone" to prezentacja wyników badań ankietowych, które autorka przeprowadziła na dużej liczbie wyznawców religii neopogańskich. Na piedestale stoją kraje anglojęzyczne - Wielka Brytania, Stany Zjednoczone oraz Kanada. 

Cóż rzec? Klasyczne tematy, którymi żyją socjologowie - płeć, wiek, poglądy polityczne, praktyki, aktywizm. Duży akcent Berger położyła na różnice w działalności i poglądach osób należących do rozmaitych grup wykazując kontrast z poganami samotniczo wyznającymi swoje religie. Dobrym wyróżnikiem było przedstawienie jak poganie wypadają na tle innych obywateli swojego kraju (w tym przypadku Amerykanów). Wszystko okraszone dobrymi opracowaniami zarówno z zakresu socjologii religii jak i tematu neopogaństwa.

Większa część książki to omówienie statystyk. W sumie powiem, że wyniki odzwierciedlają to co wszyscy wiedzą; kto idzie do wicca, a kto do Ásatrú? Gdzie więcej kobiet, a gdzie mężczyzn? Gdzie więcej konserwatystów, a gdzie lewaków? Choć i tutaj zdarzyły się wyjątki.

Przedstawione zostały ciekawe wnioski. Choćby takie, że poganie z grup bardziej angażują się w wiele spraw społecznych, zwłaszcza aktywizm polityczny niż osoby niezrzeszone. Zdziwiło mnie to, że mniej pogan dziś niż dawniej wierzy w reinkarnację i była ich praktycznie połowa z ankietowanej populacji. Liczba kobiet w nurcie Heathenry zaczyna dorównywać ilości mężczyzn. Dawniej to panowie dominowali. 

Spodobało mi się pojęcie stworzone przez Norberta Bellaha "sheilaism", czyli duchowa forma, która jest unikatowa dla pojedynczej osoby i w następstwie nie możliwa do do rozwoju w społeczności, gdyż dwie osoby nie mogą podzielać tego samego światopoglądu i praktyk lub chociaż wspólnego światopoglądu (s. 59). Praktycznie wszyscy tak mamy. Bez względu na to, ile by nas łączyło. Poziom wiedzy jest inny, wrażliwości, doświadczeń, indywidualnych ... Nawet w grupie to czuć. 

Uważam, że "Solitary Pagans. Contemporary Witches, Wiccans & Others Who Practice Alone" to dobre źródło wyjściowe, zarówno dla socjologów religii jak i wielu pogan, którzy często próbują posiłkować się stereotypami na temat wyznawców swojej lub cudzej religii. Berger doskonale omówiła sytuację posiłkując się solidnymi opracowaniami tematu i dokładną analizą. Książka odpowiada na wiele zadawanych pytań.

Gorąco polecam!

środa, 21 lutego 2018

Aleksandra Archangielska „Pagan Tarot czyli tajemnice talii pogańskiej”


Jak pogańskiej to nie możemy przejść obojętnie. A już ta okłada mówi sama za siebie: „kup mnie i przeczytaj. A potem skop na blogu”. 

„Pagan Tarot czyli tajemnice talii pogańskiej” to jak wskazuje tytuł dokładne opracowanie jednej ze współczesnych wersji kart Tarota. Czy jednak aż tak dokładne to bym polemizował. Urocze jest np. to, że w książce znalazły się czarno-białe obrazki przedstawiające Wielkie Arkana, a przy okazji omawiania każdej z osobna karty dogłębnie analizowana jest symbolika zawartych na niej kolorów. Na prawdę rewelacyjne! Podobnie jak to, że w dalszej części książki czytamy opisy kart Mniejszych Arkanów, ale już w ogóle nie widzimy jak te karty wyglądają. Dobrze, że oprócz kolorów autorka napisała co na nich widać. Albo czego raczej czytając nie widać ... 

Popularne eklektyczno-newage’owe pierdoły. Porady, których jak zwykle w życiu nie sposób zastosować. Pogaństwo w wersji dla mas, nie dla elit.

No, ale sama estetyka kart bardzo zachwyca. I to jest powód, żeby tę talię nabyć. Śliczne kapłanki, piękne plenery. No tyle, że nie wiem jak z tą kolorystyką jest do końca ... 

Malowidła silnie inspirowane wicca (dlaczego autorka używa pojęcia „wicci” to nie wiem). Oczywiście chyba nie trzeba pisać, że w wicca tradycyjnej wszystko wygląda inaczej niż w eklektycznej, zwłaszcza ta inicjacja na okładce. 

czwartek, 7 kwietnia 2016

Eliphas Lévi "Magiczny rytuał Sanctum Regnum"


"Magiczny rytuał Sanctum Regnum" to generalnie wędrówka po Tarocie w interpretacji jednego z bardziej znanych przedstawicieli świata okultyzmu, francuskiego maga i masona Eliphasa Léviego.

We wstępie napisanym przez tłumacza mamy okazję zapoznać się ze szczegółową biografią autora książki. Notabene Krzysztof Azarewicz, bo to on dokonał przekładu na język polski, słynie ze świetnych tłumaczeń oraz wstępów, m.in. zapoznałem się z jego prolegomenami do książki o runach Guido von Lista i "Necronomiconu".

Dzięki temu od razu wiem, że Eliphasa Léviego nie wliczę do grona ulubionych notabli okultyzmu, bo był on socjalistą! Jak na sławnego czarownika żył w biedzie, co dyskryminuje go w moich oczach jako potężnego znawcę spraw tajemnych, a zarazem wyjaśnia dlaczego miał takie poglądy polityczne, a nie inne. Swoją drogą czytając "Magiczny rytuał Sanctum Regnum" i widząc jaką filozofię głosił, nie dziwię się temu specjalnie. Wyższe cele, szlachetność, prawdomówność ... Taka czarodziejska paraolimpiada - striptease dla ubogich.

Ciekawa interpretacja Tarota połączonego z kabalistycznym drzewem życia oraz hebrajskim alfabetem wraz z opisami magicznych praktyk. Akurat opisywane rytuały nie należą do moich ulubionych; to ten wspaniały nurt odwołujący się do wykorzystywania nieznanych nikomu mocy z użyciem wyszukanych narzędzi, kadzideł, materiałów, znaków, czasu etc. Wielka operacja magiczna, której nikt przy zdrowych zmysłach nie dokona.

Ale ma to swój urok. Uwielbiam czytać tego typu pierdoły. Jednak nikomu nie poleciłbym ani takiej praktyki, ani takiej filozofii życiowej. Uważam jednak, że książkę należy przeczytać dla ciekawych rozważań, pomysłów i klimatu jakie niosą stare magiczne księgi. 

Gorąco polecam!

niedziela, 12 lipca 2015

Arthur E. Waite "Księga magii ceremonialnej"


"Księga magii ceremonialnej wraz z czarostwem i nekromancją" to książka, która pamięcią przenosi mnie w przeszłość do lektur takich jak m.in. "Księga wiedzy magicznej. Magia Praktyczna. Antologia" Maxa Adlera czy choćby "Praktyka tajemnej wiedzy magicznej" (wybór i opracowanie Krystiana Cipcera). Czyli czytamy o starych, magicznych grymuarach; o tym jak przywoływać umarłych, demony, diabły etc. oraz zmusić je do posłuszeństwa celem uzyskania materialnych korzyści. 

Jest to o wiele lepsze niż literatura fantasy. Znacznie mocniej przenosi czytelnika w świat mitycznych rytuałów niż cokolwiek innego. 

Owszem mitycznych. Bo kto w końcu zgromadzi wszystkie wymagane składniki, narzędzia, wybierze odpowiedni czas i jeszcze ... osiągnie przy tym upragniony skutek w postaci odwiedzin Lucifera Rosocole'a? 

Trzeba być na prawdę wytrwałym, żeby zdać się na coś takiego. A może po prostu i głupim? Ale jakby nie patrzeć grymuary magiczne, bez względu na to, ile w nich prawdy (podejrzewam, że nawet nie jeden promil) wpłynęły znacząco na współczesną kulturę magiczną (jak choćby "Klucz Salomona" na wicca). 

Książka Waite'a to głównie analiza wielu znanych ksiąg z klasyki gatunku, a pod koniec także ich streszczenie. Autor z pewnością siebie pisze o tym, że są to apokryficzne bzdury. Trudno się z nim nie zgodzić. Głową człowiek muru nie przebije. Zwróćmy uwagę, że Waite, współautor znanej talii Tarot to jeden z przedstawicieli okultyzmu schyłku XIX i początku XX stulecia, a więc epoki niezwykle bogatej w magię i czarowników.  

Zwróciłem uwagę na dywagacje na temat białej i czarnej magii. Antek laVey nie był oryginalny w swoich rozmyślaniach. Pojęcie "święty stolec apostolski" niefrasobliwie mi się skojarzyło ... Zaciekawił mnie też motyw Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami reagującym zbyt żywiołowo na pewne praktyki ... Czyżby magowie przestrzegali  w pełni obowiązującego prawa? A niby kto, jak i gdzie od nich będzie tego egzekwować? Czyżby etyka magów ceremonialnych była aż taka puchata jak wiccańskie flafiki? 

Na koniec jeden cytat:
Czarownika możemy zobrazować w sposób tradycyjny - jako biednego wyrzutka, zazdrosnego, ambitnego, który nie radzi sobie z normalnymi przedsięwzięciami; niezdolnego do zarobienia pieniędzy, tęskniącego za znalezieniem ukrytych skarbów i przemierzającego wzdłuż i wszerz okolicę, która rzekomo je skrywa ... [...]. (s.135) 
Co na to stereotyp wiccanina, któremu szajba odbija od nadmiaru pieniędzy? Wychodzi na to, że dawni magowie ceremonialni wywodzili się z warstw biedniejszych. Pytanie tylko czy dawne warstwy ubogich potrafiły czytać, pisać i znały się na egzotycznych roślinach, Biblii i demonach ... A jeśli magia ceremonialna była dla bogatych, to jaki był sens jej praktykowania, skoro owi magowie wszystko mieli i stać ich było choćby na edukację? 

Dużo niedostępnego lub słabo znanego materiału świetnie tutaj streszczonego. Mała systematyka tych grymuarów; dawniej człowiek czytał różne rzeczy, które nie wiadomo skąd pochodziły, tutaj jest wszystko przynajmniej ogólnie poukładane i wyjaśnione co z czego się faktycznie wzięło.  

Książkę polecam!

niedziela, 5 kwietnia 2015

Kamila Ryszkowska "Oczyszczanie woskiem i jajem. Ludowe terapie na współczesne dolegliwości"


Początkowo obawiałem się wziąć do ręki książkę wydaną przez Studio Astropsychologii, znając efekty działalności rzeczonego wydawnictwa, jednakże ku mojemu zaskoczeniu okazało się to przyjemnym doświadczeniem. 

Książka Kamili Ryszkowskiej pt. "Oczyszczanie woskiem i jajem. Ludowe terapie na współczesne dolegliwości" to sympatyczne wprowadzenie do tytułowych metod uzdrawiania. Pod warunkiem jednakże, że uznamy je w pełni za ludowe, bo miejscami zastanawiałem się, czy autorka nie wykroczyła przypadkiem poza ten obszar? Wykorzystywanie gestu trójkąta, magii świec, tarota, daru jasnosłyszenia zdecydowanie wskazują na szerszą znajomość tematu ezoteryki.  

Na pierwszy rzut oka widać, że książkę tę pisze osoba doświadczona w magii, czująca i znająca temat w przeciwieństwie do wielu młodych dyletantek, które pozując na autorytety próbują się sprzedać jako ezo-gwiazdy. Opisując swoją biografię, silne i traumatyczne przeżycia Ryszkowska stosuje bardzo przyswajalną formę narracji; kieruje czytelników w stronę własnych przemyśleń i doświadczeń, a nie jak to czasem bywa w tego typu literaturze "wybierz sam z kilku podanych opcji, bo jest ich wiele a ja nie wiem, którą Tobie drogi czytelniku doradzić". 

Sympatyczne wprowadzenie, pisane bardzo przystępnym językiem. Autorka położyła silny, acz skromny nacisk na własną wiedzę i talent, nie próbuje się kreować na eksperta od wszystkiego. Zawęziła treść do pewnych tematów, co dodatkowo utwierdza mnie osobiście w przekonaniu, że zna dobrze prezentowane przez siebie metody terapii i wie o czym pisze. Pod pewnymi względami "Oczyszczanie woskiem i jajem. Ludowe terapie na współczesne dolegliwości" trochę przypomina mi książki autorstwa Lecha Emfazego Stefańskiego; pisane z konkretami, na bazie własnych życiowych doświadczeń i dokonywanych eksperymentów, z dobrze przedstawionymi instrukcjami i schematami rytuałów.

Drobną uwagą z mojej strony jest tylko to, że autorka czasem wspomina o wicca, nie zaznaczając, że chodzi konkretnie o jej eklektyczną postać, co jednakże nie wpływa negatywnie na zawartość pracy. 

Gorąco polecam!

sobota, 16 sierpnia 2014

Scott Cunningham "Sztuka wróżbiarstwa dla początkujących"


Kto z nas nie chciałby poznać szczegółów swojej przyszłości? Fakt faktem, czasem strach się bać myśląc o tym, m.in. jak będzie wyglądać Europa za dwadzieścia lat (o ile coś wcześniej się nie wydarzy)? Co będzie, kiedy dobijemy wieku sześćdziesięciu lat a zlikwidowany zostanie system emerytalny? A może nie pójdziemy myślami aż tak daleko, bo w końcu prawdopodobieństwo, że wcześniej umrzemy na raka jest duże w dobie "rozwoju cywilizacji" ...

A książka Cunninghama to dosłownie sposób na diagnozowanie przyszłości z wszystkiego. Nie opisał może ekranomancji (wpatrywania się w ciemną przestrzeń monitora od laptopa) czy kataromancji (wróżenia z kształtu smarków z nosa wydmuchanych w chusteczkę), ale tak to jest prawie wszystko, co do tej pory można było spotkać w tego typu literaturze: Tarot, I Ching, lustra, woda, chmury, dym etc. Cała książka to idealna pożywka dla wszelkiej maści neurotyków, którzy omeny dotyczące przyszłości widzą na dobrą sprawę we wszystkim kiedy tylko otworzą oczy. 

Kilka ciekawostek może da się wyłowić, np. to, że pławienie czarownic, znana metoda chrześcijańskich inkwizytorów wywodziła się z magicznych praktyk babilońskich. Interesujące są informacje o "baru". 

Dużo minusów, jak to u Cunninghama bywa. Jak zwykle komercyjne dzieło o wszystkim. Przy okazji hippomancji opisał Germanów, ale o Słowianach ani słowa. Typowe. Mini słowniczek na końcu książki pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza przy pojęciu "czary", "kabała" czy "prognoza". Zadziwiło mnie też to, że symbole powinny ukazywać się w szklanej kuli, a nie w głowie wróżącego. WTF? 

Generalnie gniot jak każdy inny tego autora. 

Nie polecam!

środa, 19 lutego 2014

Jacek Stanisław Greczyszyn "Tarot słowiański"


Moi znajomi bynajmniej nie jeden raz prosili mnie o opinię dotyczącą "Słowiańskiego tarota" autorstwa Jacka Stanisława Greczyszyna.

Uznałem, że skoro prowadzę ten blog i temat jest wdzięczny, koniecznym jest poświęcenie temu zagadnieniu przynajmniej kilku zdań.

Zapotrzebowanie na "Tarota słowiańskiego" zaistniało prawdopodobnie w świadomości rodaków już dawno temu. Scott Simpson pisząc w swojej książce "Native Faith. Polish Neo-Paganism at the Brink of the 21st Century" o "Wyroczni słowiańskiej" autorstwa Lecha Emfazego Stefańskiego zidentyfikował ją z "tarotem słowiańskim". I choć z prawdziwym tarotem, nie ma ona wiele wspólnego, to jednak sama idea nawiązania do klasyki musiała z czasem  zaistnieć w umysłach polskich neopogan. 

Coś jest na rzeczy, skoro na konferencji naukowej "Neo-Pagan and Native Faith Movements in the Central and Eastern Europe" organizowanej wspólnie przez Akademię Krakowską im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego i Uniwersytet Jagielloński, na wystawie w gablotkach w Bibliotece Jagiellońskiej, "Wyrocznia słowiańska" pojawiła się w sąsiedztwie "Tarota słowiańskiego" (patrz zdjęcie).


Tak więc "Słowiański tarot" znalazł się w doborowym towarzystwie panteonu zasłużonych dla sprawy Słowiańszczyzny. Nawiasem mówiąc, uważam, że ze wszech miar słusznie, bo jest tego wart.

IDEA

Wiele lat temu, kiedy rozpoczynałem swoją przygodę ze "słowiańską wicca" (jak swój system religijno-magiczny wówczas nazywałem), bardzo byłem łasy na wpływy lokalne, których w podręcznikach pisanych przez wiedźmy (płci obojga) niestety zwyczajnie brakowało. Alergicznie reagowałem na bezkrytyczne przyjmowanie obcych wzorców, nie przystających do geografii występowania zjawiska. Stąd też dystansowałem się do idei głoszonych przez m.in.  wyznawców Asatru (choć wtedy nie znałem takiego pojęcia) czy innych, którzy woleli bogów celtyckich czcić podczas "Ostary", "Beltejn" czy "Jul". Zresztą nawet dziś nie patrzę na to z sympatią ... 


Jeśli ideę istnienia dwóch pierwiastków: męskiego i żeńskiego w przyrodzie uznam za słuszną, a co za tym idzie koncepcję istnienia Boga i Bogini, to staje się to dla mnie propozycją do przyjęcia. Natomiast bezkrytycznie naśladując modę na "zachodniość" i przebieranie tych dwóch postaci w relikty obcych kultur, uważam za mało kreatywne. Polacy nie gęsi swoich bogów mają.

Nie od dziś wiemy, że Słowianie są bardzo specyficznym ludem i bardzo wiele rzeczy tworzą we własnym, unikatowym stylu. Stąd przełożenie pewnych elementów kultury na nasz świat zarówno religii jak i magii nie jest prostym zadaniem. 

A jednak Jackowi Greczyszynowi to się udało.

Jest oczywistym, że naszą słowiańską świadomością różnimy się trochę od pogan z Wielkiej Brytanii czy innych krajów anglosaskich. 


Wielokrotnie wcześniej toczyłem dysputy z innymi rodzimowiercami. Było to o tyle trudne, że moi adwersarze przez  raptem kilka lat ustalili sobie kanon pojęć (np. Światowid ze Zbrucza jako Axis Mundi, chram jako świątynia pogańska), przyjęli go ortodoksyjnie i nie przyjmowali innych argumentów. 

Osobiście uważam, ale się przy tym nie upieram, że pewne pojęcia czy koncepcje, powinny zostać umiejętnie zaadoptowane do czasów współczesnych. Stąd np. termin "kącina" używałem przez długie lata jako określenie miejsca, gdzie odprawiałem swoje rytuały magiczne. Przez myśl nawet mi nie przeszło, że kącina (wiem, rodzimowiercy wolą wschodni termin "chram") to musi być konkretnie np. drewniana altanka jak chcą niektórzy rodzimowiercy ...
W przypadku "Tarota słowiańskiego" autor zastosował podobną do mojej metodę - zaadoptował dawne pojęcia, słownictwo i symbolikę. Sprawiło to, w mojej opinii, że jego kreacja jest bardziej prawdziwa a mi szczególnie bliska. W dodatku bardzo kreatywna i daleka od ustalonych przez rodzimowierców kanonów terminologicznych. 

ESTETYKA

Strona wizualna jest jedną z najmocniejszych stron tarota. W sposób fascynujący połączone zostały współczesna grafika komputerowa z elementami nawiązującymi do dawnej sztuki słowiańskiej. Wyeksponowano w niej najciekawsze wątki z zachowanej wiedzy na temat religii naszych przodków i wskrzeszono je nadając im nowy, magiczny kształt.

Przepełnione bogactwem symboli słowiańskich, barwną kolorystyką oraz współczesnymi kompozycjami, przyciągają uwagę swoją niekonwencjonalnością, urokliwym klimatem i tchnieniem minionych wieków. 

A IMIĘ JEGO 40I4

Za jeden z ciekawszych pomysłów autora uważam zamieszczone w tekście mity Zakonu 40i4. Pewnie przeciwnicy zarzucą mi, że owe historie nie mają nic wspólnego z tradycyjnymi legendami czy wierzeniami dawnych Słowian. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że podania powstałe współcześnie są niejednokrotnie wykorzystywane w trakcie pewnych rytuałów religijnych. Nawet wiccanie posługują się  mitem wiccańskim stworzonym przez Geralda Gardnera podczas jednego ze swoich misteryjnych cykli. Wykreowane i przedstawione tu opowieści są dowodem wielkiej kreatywności i wyobraźni, którą bogowie obdarzyli autora bardziej niż hojnie.

A więc ...

"Tarot słowiański" doskonale łączy elementy rodzimowierstwa słowiańskiego, tarota, poglądów Crowleya, a także elementów kultury słowiańskiej (bukwy, mickiewiczowskie 40i4). Jest pod tym względem unikatowym dziełem. Oprócz rzeczonej "Wyroczni słowiańskiej" nie spotkałem się z niczym równie doskonale scalającym wszystkie te elementy, tak, by nie straciły one sensu, a przekaz był czytelny. Zarówno magia, kultura, religia słowiańska jak i prywatne inwencje autora są tutaj doskonale połączone w spójnym i czytelnym przekazie. 

Gorąco polecam, zarówno tarocistom, rodzimowiercom słowiańskim a także wszystkim słowiańskim czarownikom i czarownicom!

W przyszłości z całą pewnością zrecenzuję tutaj inną pracę autorstwa Jacka Greczyszyna.