sobota, 13 września 2025
Bernardo Stamateas "Toksyczna duchowość. Jak uwolnić się od destrukcyjnych przekonań religijnych"
niedziela, 17 sierpnia 2025
Michael Kerrigan "Dzieje tortur. Od starożytności do dziś"
Michael Kerrigan "Dzieje tortur. Od starożytności do dziś" to krótki przegląd metod rozprawiania się z ludźmi, którzy nie zawsze byli grzeczni. Wlewanie gorącego oleju do ust, telefono, strappado, bastinado, grusza udręki, krzesło czarownic, żelazna dziewica etc. to najbardziej znane metody skłaniania do rozmów osób niezbyt szczerych. Myślę, że trochę książka się tematyczne rozchodzi, miejscami omawiane są tortury, a niekiedy np. kara śmierci. No i przyznam, że miałem lekki dylemat, żeby kupić tę pracę, bo wydała ją Bellona. Niemniej uznałem, że skoro ukazała się ona zagranicą, a w Polsce pojawiło się tylko jej tłumaczenie, to może nie będzie tak źle. I w sumie nie jest; opisywane metody perswazji raczej należą do znanych i popularnych. Książka nie wyczerpuje w pełni tematu, ale daje światło na najbardziej znane metody męczenia.
Polecam!
niedziela, 12 stycznia 2020
Tomasz J. Kosiński "Bogowie Słowian. Bóstwa, biesy i junacy"
Preludium oryginalnych hipotez Pana Tomasza Kosińskiego miałem okazję poznać w jego wiekopomnym dziele pt. „Rodowód Słowian. Nowe spojrzenie na jeden z najbardziej fascynujących problemów w dziejach Starego Kontynentu”. No cóż, nie przekonał mnie swoimi wywodami. I chyba nikogo kto humanistyczne studia ukończył. Od historyjek o reptilianinie na pokładzie Nibiru, przez Celtów na obszarze Inflantów, języku polskim jako najstarszym języku Europy, po istnienie Imperium Lechitów ... Niestety hipotezy bardzo kontrowersyjne, wręcz oscylujące w przestrzeni mentalnego dereizmu.
Tomasz Kosiński udowodnił nam, że jest historykiem-amatorem. Teraz próbuje wykazać, że i da się być religioznawcą bez studiów. Dobrze, że nie spróbował swojego szczęścia w amatorskiej dentystyce.
Czym jest pseudonauka w jego wydaniu?
Zebraniem wszystkiego co możliwe do kupy i wyciągnięciem własnych wniosków na przetartych przez siebie szlakach myślowych. Autor wykorzystuje źródła historyczne, opracowania naukowe, literaturę piękną oraz apokryfy. W sumie pomija tylko filmy i seriale. Tworzy w tym wszystkim własną wizję, nie bacząc czy podłoża są fałszerstwami, odnosi się do nich jako autentyków. Następnie takiego Frankensteina wypuszcza w świat, serwując swoje wymysły jako coś unikatowego. Czyli gromadzi wiedzę jak profesor, rozumuje niczym pięciolatek w przedszkolu. Ale i w podstawowej wiedzy wykazuje braki. Inaczej się chyba tego scharakteryzować nie da ...
Sam tytuł pracy mnie zastanawia. Jak mam go rozumieć? A = A + B + C?
Napiszę szczerze, że nie zastanawiałem się nad każdym zdaniem przeczytanym w omawianej w tym poście lekturze. Gdybym chciał ją szczegółowo skrytykować musiałbym napisać całą książkę. Pozwolę sobie jednak omówić kilka najbardziej rzucających się w oko perełek polskiej pseudonauki w wydaniu Pana Tomka:
1. Dereizm logiczny
Autor z jednej strony pisze otwarcie, że np. dzieła Bronisława Trentowskiego czy Czesława Białczyńskiego to twory literackie, niemniej nie przeszkadza mu to w odnoszeniu się do nich tak samo jak do prac naukowych, z których skorzystał. Do tego dokłada Idole z Prillwitz, "Księgę Welesa" i inne takie. Nie zabrakło mniej znanych artykułów osób publikujących pod jego redakcją. Autor wyciąga kwintesencję z całokształtu kultury słowiańskiej. No w sumie się da, tylko efekt nie najlepszy.
Słowianie wschodni wołali np. na boga piorunów Perun, Bałtowie - Perkun, Litwini - Perkunas, Połabianie - Perkunust, Lachowie - Pierun. (s. 18)A czy Litwini to nie Bałtowie? Tego Perkunusta nie będę analizował.
Na stronie 20 czytamy, że Lado to lustrzana wersja imienia Dola. Raczej brzmiałoby "Odal" zgodnie z logiką.
Mit ten znany jest też u Litwinów, co może potwierdzać jego archaiczność i pochodzenie z czasów wspólnoty bałkańsko-słowiańskiej lub też jest późniejszym zapożyczeniem. (s. 247-248)Nie wymaga komentarza.
Na jednej stronie autor pisze, że nie wiadomo, dlaczego dusze zmarłych dzieci szkodziły żywym. To proste Panie Tomku, demony, które szkodziły nie przekroczyły pewnej fazy liminalnej za życia - dzieci, które nie poznały tego świata, panny, które zmarły młodo nie zaznając miłości, samobójcy, którzy nie zakończyli życia w naturalny sposób. W dalszej części książki jakby Pan odpowiada sobie na to pytanie sam przykładem wodnych demonów ...
2. Lingwistyka idiotystyka
Pan Tomek dostrzega nazwy bogów słowiańskich w nazwach miast i miejscowości, takich jak m.in. Marzysz, Czarnocin, Belno, Bieliny, Sarbice, Lechówek czy Zbrza.
Dowiedziałem się, że przymiotnik "święty" pochodzi od słońca. Wyraz "bel" dawniej znaczył północ. Panie Tomku słyszał Pan może takie słowo "siewier" i choćby termin "gwiazda północna" po rosyjsku "siewiernaja zvezda"?
Jego drzewem był dąb, a przysmakiem na jego cześć są oczywiście pierogi (od pier - pierun i og - ogień) i pierniki (nik - niknąć). s. 137Zgłodniałem na samą myśl. Etymologia imienia Jehowa również zamienia człowieka w słup soli:
Przy okazji warto zauważyć, że biblijny Jahwe to jah + we, czyli może to być bóg wiedzy (wszechwiedzący), a Jehowa, czyi je + howa, to ten, co się chowa, tj. "niewidzialny bóg", jakiego znamy ze Starego Testamentu (ukrywał się pod postacią np. gorejącego krzewu). (s. 161)Albo omówienie nazwy naszej stolicy:
Czasem takie nazwy są przekleństwem, jak nasza Warszawa, która w angielskim zapisie przybiera formę Warsaw, co można przetłumaczyć "widziała wojnę" (od war - wojna, saw - widzieć w czasie przeszłym). (s. 323)Panie Tomku! Wyraz "saw" może też oznaczać piłę. Wtedy nazwa tego miasta będzie jeszcze straszniejsza. Jest też miasto Warsaw w Stanach Zjednoczonych. Oni to dopiero muszą mieć tam ostro!
Bursztyn to dla Kosińskiego słowo słowiańskie. No z tego co wiem, tak nie jest, a dawnym słowem był jantar.
Także wilia (wigilia), czyli świąteczna uczta, ma ten sam rdzeń jak "wila - wiła", co może oznaczać, że "wilić" znaczyło gromadzić się, a "wilia" była synonim "sabatu", czyli zebrania (sobirania). (s. 383-384)No raczej nie było tak słodko ...
Idąc tokiem rozumowania Pana Tomka można udowodnić, że nazwisko Kosiński nie wywodzi się od Kosy ale od nazwiska Kossinna. A sam autor to potomek Gustava Kossinny, którego nazwisko zostało spolszczone. Ma to sens? Cóż, w pseudonauce wszystko można udowodnić, a w turbolechicystycznej subkategorii bez wątpienia.
3. Bogowie nowej ery
Prawdziwymi bogami słowiańskimi są dla Kosińskiego m.in. Rad, Bel, Cern, Rok, Hambóg, Usład, Lutybóg, Cisłobóg, Ipabog, Bystrzec. Oczywiście genezę większości z nich da się ustalić na bazie dzieł literackich, niemniej Pan Tomek wierzy w ich sens. Co ciekawsze, do słowiańskiego panteonu zawitał egipski Re czy perski Mitra.
4. Aberracja religioznawcza
Wzruszył mnie fakt wykorzystania przez Kosińskiego prac znanych mi autorów. Mam jednak spore wątpliwości do co poniektórych faktów, jak choćby to czy przytacza rzeczywiście to co oni napisali?
W chrześcijaństwie Peruna uosabia św. Ilja (Eliasz), a Welesa św. Błażej (Włas), choć Szyjewski uważa, że bardziej pasuje do niego św. Mikołaj (Nikola), któremu przypisywano panowanie nad zaświatami. (s. 245)Sęk w tym, że to nie pogląd Szyjewskiego tylko Borisa Uspienskiego, który w swojej książce "Kult św. Mikołaja na Rusi" skutecznie powyższą tezę udowadnia. Kosiński np. nie wymienia tej książki w bibliografii, choć w innym miejscu wspomina o Uspienskim.
Wariant solarny przyjmował natomiast Kazimierz Banek, który uważał, że Chors mógł być kolejnym synonimem boga Słońca - Jasza, Słańcewita, Belboga, Peruna, znanego także pod imieniem Swaroga. (s. 262)I w powyższym cytacie przypis nr 158 do książki "Historia religii. Religie niechrześcijańskie" (Kraków 2007). Nie miałem książki w ręce, ale wątpię żeby to wszystko było tam tak napisane z Belbogiem i Słańcewitem na czele. Mieszanie czyichś wypowiedzi z własnymi koncepcjami wyrażone w taki sposób, jakby co innego było w oryginale napisane.
Lwarazika na podstawie jednego z zapisów imienia Swarożyca przez Thietmara wymienia nie tylko Szafarzyk, ale również Trentowski, który generalnie miał tendencję do multiplikacji bóstw, tworząc z każdego miana danego boga kilka odrębnych postaci. (s. 110-11)To pojęcie "multiplikacja" mnie fascynuje. W języku religioznawców istnieje taki termin jak "hipostaza" (czyli właśnie tworzenia odrębnych bóstw z jednego), czego przeciwieństwem jest "kontaminacja" (czyli robienie jednego bóstwa z kilku innych). Wyraźnie pomija Pan te pojęcia w tekście i to nie raz.
Nie można jednak wykluczyć też możliwości, że przyjął on imię znanego boga Radegasta, jak uczynił chociażby Odyn (imię sarmackiego boga Wodana), który też był deizowany. (s. 456)Pani Tomku, poprawnie piszę się "deifikowany". To jest proces "deifikacji", a nie "deizacji" (łac. "deificatio", "deus" czyli "bóg", oraz "facere" znaczące "czynić"). Myślałem, że to drobny błąd, ale wpisałem sobie to słowo w wyszukiwarce. Za chwilę pokazał mi się pański blog z postem gdzie pada to samo słowo ... Tworzy Pan nowe religioznawstwo? Odradzam!
Za złamanie przysięgi Perun domagał się śmierci od własnej broni, a Weles groził "wyzłoceniem" (rodzaj przemiany w kamień). (s. 244)To raczej chodziło o rodzaj choroby ...
Nowością jest także to, że Boris Rybakow był Ukraińcem (s. 49).
Na Ukrainie znamy natomiast dobrze Czernobyl, który jest właśnie zrostem nazw dwóch siła Czerna i Bela. W latach 80. zeszłego stulecia jednak zapanowała tam siła czerna, gdyż awarii uległa tamtejsza elektrownia atomowa. (s. 236)Kiedyś czytałem, że podczas którejś z wojen światowych bomba spadła tam na sierociniec i zabiła niewinne dzieci. Potem o placówce zapomniano, czego następstwem miała być ta awaria. Każdy widzi co chce.
Pies nie cieszył u Słowian specjalną czcią, a porównanie człowieka do psa było największą obrazą. (s. 265)Słyszał Pan może o Stawrze i Gawrze, psach księcia Boja, które po śmierci otrzymywały cześć boską?
6. Projekcja osobowościowa
Cytaty mówią same za siebie:
Zdaniem Trentowskiego to on miał wysłać myszy do Popiela, by go zjadły, co świadczy niestety o wybitnych skłonnościach tego autora do nadinterpretacji i tworzenia nowej mitologii na bazie jedynie własnej wyobraźni. (s. 278)To po co Pan nawiązuje do jego prac?
Podobnie zaskoczyło mnie, jak Kosiński "dokopał" Witoldowi Vargasowi i Pawłowi Zychowi:
Sporą popularnością na rynku cieszą się u nas dwie części gustownie wydanego Bestiariusza słowiańskiego, gdzie można znaleźć ilustracje i opisy wielu postaci demonicznych, choć jest to w dużym stopniu pozycja bardziej z kategorii fantastyki aniżeli słowiańskiej mitologii. (s. 418)Czegoś ewidentnie Pan u siebie nie widzi. A już ten narcyzm:
Jak widać, wystarczy mieć trochę ogłady intelektualnej i wiedzy historycznej, a szanowne środowisko naukowe zrobi z ciebie fałszerza. (s. 48)7. Rodzimowiercy! Pełna mobilizacja!
Ten cytat to już zwala z kolan samych bogów:
Moje doświadczenia z rodzimowierstwem pozwoliły mi dostrzec pewne podobieństwa do ruchu Wiccan, gdzie wiele grup to bardziej współczesny satanizm amerykański, w dużym stopniu oderwany od tradycji rodzimej wiary przodków. Więcej jest w tym mody, zabawy i snobizmu niż prawdziwej wiedzy i wiary. Co więcej, często brakuje w tych działaniach rekonstrukcyjnych swoistego sacrum, no bo jak można ocenić organizację imprezy rodzimowierczej Grupy Mazowieckiej, w której swego czasu brałem udział, w osiedlowym pubie z piwem i pizzą pod obrazem "Sąd Piłata", ze śpiewami wotywnymi nad ogniem rozpalonym w metalowej miednicy?Dobrze, że autor napisał "Grupa Mazowiecka" nie podając pełnej nazwy tejże cerkwi. Tym sposobem oszczędził wstydu wielu osobom, które tak z otwartymi rękami (boga) witają wszystkich gości na swoich obrzędach. Przy tym krytykują te gromady działające mniej otwarcie, które decydują się na jakąś uprzednią formę weryfikacji potencjalnego "neofity" ...
Na innej imprezie rodzimowierczej spotkałem natomiast wyznawców Peruna ubranych na czarno z szatańskimi motywami na koszulkach lub symbolami rodem z III Rzeszy. Wydaje mi się, że nie tędy droga do odbudowania tożsamości narodowej. (s. 509)
Pod sam koniec Pan Tomek chwali się:
Obecnie przebywam na Filipinach, gdzie zbudowałem ekowioskę pod taką nazwą, a obserwowanie lokalnych plemion, dla których jakby czas się tutaj zatrzymał, pozwala mi lepiej zrozumieć, na czym polega życie w zgodzie z przyrodą. (s. 512-513)Panie Tomku! Na pewno odbuduje Pan słowiańską tożsamość siedząc na Filipinach wśród tubylców. Oprócz ludzi ubranych na czarno na naszych obrzędach spotka Pan osoby w białych szatach. Nawet zaprojektowałem Panu i pańskim kolegom, którzy też publikują w wydawnictwie Bellona prace na podobne tematy "giezło" ciut innego koloru.
Drobiazg! Nie ma za co dziękować.
Tak sobie czytam informacje o autorze na okładce ... "Uczeń prof. Andrzeja Wiercińskiego". To ten wspomniany uczony tak Pana wykształcił, że głosi Pan m.in. tezy o Lechickim Imperium obejmującym połowę Europy? Czytałem jedną książkę z jego artykułami i miałem o Wiercińskim lepsze zdanie. Jak to pozory mylą. Coś musi być na rzeczy skoro Pan się chełpi jego naukami ... Niezłe wycieranie sobie twarzy nazwiskiem osoby, której się do pięt nie dorasta.
środa, 4 grudnia 2019
Artur Wójcik "Fantazmat Wielkiej Lechii. Jak pseudonauka zawładnęła umysłami Polaków"
niedziela, 21 stycznia 2018
Prokosz "Kronika słowiańsko-sarmacka"
Tym sposobem doszedłem do wniosku, że osoby, które szukają w przeglądarkach opinii na temat Imperium Lechitów, prac Bieszka czy Kosińskiego próbują po prostu dowiedzieć się czy to o czym przeczytali jest prawdą czy nie - zwyczajnie szukają więc wyjścia z labiryntu dezinformacyjnego, który sieje współczesny "wolnosłownościowy" świat. Czasem mam wrażenie, że pewne wydawnictwa i konkretne osoby próbują dojść do grubej kasy stosując metodę "Kodu Da Vinci"; dostrzegamy jakąś niejasność w danym temacie, dorabiamy do tego sto teorii, puszczamy w świat jako absolutny hit ... i zarabiamy fortunę na kontrowersyjnych dziełach.
środa, 20 września 2017
Tomasz Kosiński „Rodowód Słowian. Nowe spojrzenie na jeden z najbardziej fascynujących problemów w dziejach Starego Kontynentu”
Historie w rodzaju:
„ …Na pokładzie Nibiru przybyli na Ziemię Niburianie, którzy stworzyli swoje ziemskie cywilizacje jakieś 45000 lat temu. To oni byli bogami Anunnaki w Mezopotamii oraz mieli kolonie w południowej Afryce i Ameryce (Andy), gdzie wydobywali złoto. W składzie załogi Nibiru byli też: Plejadanie, Centaurianie, Arianie, Karianie i humanoidalne Gady – Reptilianie […].” (s. 29)
„Z czasem jednak Prasłowianie zaczęli zbuntowaną krainę złodziei Złotego Runa (Świętej Księgi Słowian, spisanej złotymi runami) nazywać Helladą, od słowa hel – piekło […]. (s. 241)
Igor i Oleg to podobno imiona o słowiańskiej etymologii …
„ … Analiza zmienności mitochondrialnego DNA człowieka współczesnego i porównanie jej z sekwencjami mtDNA neandertalczyków wskazuje, że współczesne populacje ludzkie nie zawierają genów neandertalczyka. To wskazuje, że neandertalczyk był osobnym, rozumnym gatunkiem ludzkim, lecz nie stanowił etapu rozstrzygającego (mtDNA są przekazywane wyłącznie w linii żeńskiej. […]” (s. 22)
wtorek, 5 stycznia 2016
Janusz Bieszk "Słowiańscy królowie Lechii"
I teraz nie wiem, czy faktycznie mamy tutaj odkłamaną historię, do której świat nie chce się przyznać robiąc nam wodę z mózgu czy kolejny sen o potędze zrealizowany w duchu Turbo-Sławii i "raków rodzimowierstwa"?
Dobra! Koniec pierdół i bajdurzenia z mojej strony - przyjrzyjmy się sprawie uważnie!
Omawiane teorie autora "Słowiańskich królów Lechii" zbliżone są do poglądów znanego z YouTube Pawła Szydłowskiego. Miejscami dużo mają wspólnego z rosyjskim ynglizmem, nie zaprzeczają także popularnym w owych czasach innym teoriom głoszącym, że istniała dawniej rozwinięta cywilizacja zniszczona w efekcie jakiejś wojny nuklearnej.
Etymologia imion też wydaje się dosyć dziwna. Pamiętam, że bodajże Konopnicka w bajce "O krasnoludkach i sierotce Marysi" opisała Ziemowita jako tego, który codziennie rano wychodził z chałupy i mówił "Ziemio witaj!" i, że niby stąd wzięło się jego imię. Ale jest to bzdura, "Ziemowit" ("Siemowit") to po prostu "pan domu". W wydaniu Bieszka z etymologią też jest specyficznie, zastanawia mnie m.in. Król Lasota i jego Wzgórze. Słowo "lasota" spokrewnione jest z wyrazem "les" (nie mam odpowiedniej czcionki, żeby dodać znaczek-akcent) oznaczającym dawniej "trupa". Podobnie jak termin "Rękawka" oznaczający doroczne, krakowskie święto pod Kopcem Kraka na Wzgórzu Lasoty nie ma wiele wspólnego z wyrazem "rękaw" jak głosi jedna z miejscowych legend. Bliżej mu do czeskiego "rakiev", słowackiego "rakva" oznaczającymi "trumnę" lub też starosłowiańskim, serbskim i słoweńskim "raka", chorwackim "rakva" znaczącymi "grób". Dzięki Janowi Kochanowskiemu i jego fraszce "Nagrobek gąsce" wiemy, że "rękawka" to po prostu grobowiec ręcznie usypany. Więc kim miał być król Lasota? Inspiracją do rosyjskiej bajki o Kościeju Nieśmiertelnym? Finlandia od króla Filana? Dziwne ...
DLACZEGO?
Robi to tak jakby starał się ukryć własne dowody przed czytelnikami. Co mi z samych linków? Przepiszę, wkleję do wyszukiwarki, nawet mi się strona nie pojawi. Linki w książkach to na ogół tragedia.
Kto wie, może w przyszłości omawiana praca stanie się inspiracją dla przyszłych pokoleń Polaków w celu stworzenia nowego porządku Europy i świata?
PS.
Pozwolę sobie na mały edit po latach, ponieważ widzę, że nie wszyscy ludzie rozumieją ironię, a potem posiłkują się moimi postami wyrywając pewne rzeczy z kontekstu lub rozumiejąc je na odwrót niż to planowałem.
Dlatego jedno, krótkie stwierdzenie tytułem zakończenia posta: książka oscyluje wesoło swoim poziomem na orbicie idiotyzmu, skrzyżowaniu dróg dereizmu i żałosnej propagandy!















