Skoro temat neopogan powraca, to nie przejdziemy koło niego obojętnie. Maciej Grzenkowicz "Wnuki. Poganie, którzy sobie przypomnieli" (Towarzystwo Naukowe im. Stanisława Andreskiego, Kraków 2026) to podróże i spotkania autora z neopoganami z kilku krajów. To literatura podróżnicza, nienaukowa, choć można by z niej coś akademickiego zrobić. Grzenkowicz przedstawia m.in. nacjonalistów galisyjskich (Hiszpania), polski ruch zadrużny, RUNWirę z Ukrainy, Diewturibę z Łotwy, rodzimowierców rzymskich i czarownicę, która zbiera na budowę pomnika koleżanek po fachu spalonych na stosach przez minione stulecia.
Temat Diewturiby, RUNWiry, czarownic walczących z patriarchatem, czy druidów z Czech to tematy stale wałkowane w pracach o neopogaństwie. Zbyt wielu rzeczy nowych się człowiek nie dowie. Nowością dla mnie byli "Celtowie" galisyjscy. Tutaj istny Monty Python - transseksualna nacjonalistka córka wędrownego kaznodziei z Oklahomy ... Myślałem, że padnę. Temat rzymskiego odrodzenia wciąga. Ruch zadrużny został opisany chaotycznie i widać, że Grzenkowicz stara się na siłę przedstawić go w czarnych barwach. Jak zwykle pojawiają się porównania do "faszystów". Najbardziej jednak rozbawiła mnie świadomość posła Józefaciuka, który deklaruje się jako eklektyczny wiccanin. Informacje, które przeczytałem sprawiły, że o mało z krzesła nie spadłem:
Tolerancyjność, brak narzucania schematów. Logiczność.
- Jak by to wyglądało, gdyby Sejm był wiccański?
- Myślę, że nie dochodziłoby do takich kłótni jak teraz. [...] Myślę, że Sejm by wyglądał spokojniej. Po prostu spokojniej, bo wiccanie szanują siebie nawzajem, czego się są w stanie zrobić chrześcijanie. [...] Wiccanie innych wiccan nie zwalczają (s. 140).
Ja pierdzielę! Kiedy z tego wszystkiego wyszedłem cieszyło mnie m.in. to, że nie będę musiał uczestniczyć w tym wyżynaniu się na przemian. Wiccanie najbardziej tną się z innymi wiccanami. Największym wrogiem wiccanina są inni wiccanie. Nie chrześcijanie, nie islam. Walka o wpływy, krytyka innych linii i covenów, oskarżenia o łamanie przysięgi, oczernianie jednych przez drugich, lizusostwo wiccanom z Wielkiej Brytanii. Nie wiem jak jest teraz bo już nie jestem w tym patodołku od ponad 13 lat, ale nie podejrzewam, żeby coś wiele się zmieniło. Nie bez powodu w wiccańskich prawach są zapiski o tym, żeby nie integrować się, rozstawać w pokoju etc.
Panie Józefaciuk - na wicca się pan zna jak ślepy na kolorach. Ale jest Pan eklektykiem, a na tym pułapie można to jeszcze wybaczyć.
Ogółem książka ciekawa, choć pewne rzeczy jak pisanie o ruchu zadrużnym nie przypadło mi do gustu. Jak na literaturę podróżniczą przyznam, że nie jest źle i tak na czwórkę bym tą publikację ocenił.
Czytajcie!
