środa, 14 stycznia 2026

Piotr Dorosiński "Rzeźpospolita"


 

\m/ \m/ 

"Rzeźpospolita" Piotra Dorosińskiego (In Rock, Czerwonak 2021) to historia polskiej sceny metalowej lat 90. XX wieku. Był to czas kiedy to nad-muzyka rodziła się w ciężkich bólach, ewoluowała, rozwijała na boczne strony. Jak wyglądał nasz krajowy underground? Które zespoły dominowały? Tego dowiecie się z tej książki. 

    Co do moich wrażeń, spodziewałem się więcej na temat ideologii i poczynań artystów z tamtych czasów i trochę się zawiodłem. Książka opowiada głównie o tym jak wydawano kasety, w których wydawnictwach, kto kogo wyrąbał na kasie i jak generalnie szło na trasach koncertowych, w studiach nagrań i z kim. I tak z grubsza można by streścić ponad siedmiuset stronicową "Rzeźpospolitą". Oczywiście najbardziej interesowały mnie historie z życia ówczesnych wielkich gumisiów. Jakieś tam opowieści kapitana misia też napotykamy - wejście do kościoła i zakłócenie mszy, napierdzielanki fanów jednych zespołów z drugimi, zasady, które dzieliły fanów na tych "true" i "pozerów". Ja pierdzielę! Może nawet dobrze, że świat metalu rozpoczął się dla mnie na samym początku tego tysiąclecia. Nie do końca czaję to, że można było bić się w imię jednego zespołu, kiedy przeciętny metalowiec z mojej epoki słuchał to do czego tylko udało mu się dotrzeć. Przerażające. 

Ale zaciekawił mnie fakt, że prawdziwy true metal według zasad lat 90. nie grał w koszykówkę, co było niegodnym metalowca zachowaniem. Kurcze! Mężczyzn się nie pyta o zarobki, kobiet o wiek, a osoby khaliperyjskiej (skoro już jestem w tym przypadku czymś oddzielnym, a modna jest nowomowa), czy grał w koszykówkę? Wyjątkowo nie lubię tego pytania. A koszykówki czy siatkówki nie cierpię jeszcze bardziej. Jednak miałem serce z prawdziwego metalu. I mam dalej! 
Myślałem, że w książce będzie więcej na temat rozwoju subkulturowego pogaństwa. Bardzo mało o tym jest, trochę się tu Rob Darken wypowiada, jest rozdzialik o Funeral Cult, Hefeystosie, Marhoth oraz wzmianki o zespołach takich jak Sacrilegium, Capricornus czy Grom. Ale przecież nie jest dla mnie tajemnicą, że tych projektów muzycznych o słowiańskim pogaństwie było całe mnóstwo. W zanadrzu mam jeszcze stare katalogi Nawia Productions, gdzie do kupienia kaset i płyt takich zespołów wymienionych są dziesiątki. Nie wiem dlaczego tutaj jest o tym tak mało... 

Warto się z książką zapoznać z jednego powodu - podaje doskonałą listę polskich zespołów i albumów, które wart przesłuchać. Spora ilość z nich jest dostępna już w sieci (z YouTube na czele). Warto nadrobić braki z wielu niepoznanych dawniej kaset. Same wywiady raczej mało wciągają i dotyczą spraw ważnych dla muzyków, nie dla fanów, dla których liczy się efekt końcowy. 

Polecam! 

\m/ \m/