poniedziałek, 22 października 2018

Nicholas Kardaras, Ph.D. "Dzieci ekranu. Jak uzależnienie od ekranu przejmuje kontrolę nad naszymi dziećmi - jak wyrwać je z transu"

Co więcej, nieustannie rosnąca liczba badań klinicznych wiąże technologię ekranu z takimi zaburzeniami psychiatrycznymi jak ADHD, uzależnienia, niepokój, depresja, nadmierna agresja czy nawet psychoza. Najbardziej jednak może szokować fakt, że najświeższe badania techniką neuroobrazowania ponad wszelką wątpliwość pokazują, że nadmierna styczność z ekranem może neurologicznie zniszczyć rozwijający się mózg młodej osoby w taki sam sposób jak uzależnienie do kokainy. 
Otóż to - mózg dziecka pod wpływem tej technologii (jarzących się ekranów) wygląda jak mózg pod wpływem narkotyków. (s. 14)
Zdaje się, że odkryłem kolejny element układanki przedstawiającej mój niedoskonale działający umysł. Ten budzi jednak grozę bardziej niż inne. 

Bardzo często zastanawiamy się, jak to jest, że ciągle siada nam koncentracja? Jesteśmy pobudzeni i jednocześnie wykończeni. Nie możemy się nad niczym skupić. Mamy niekontrolowane napady złości.

Do tej pory byłem przekonany, że to pewien natłok informacji płynący z portali społecznościowych typu Facebook jest za to odpowiedzialny. Teraz już wiem, że nie tak do końca. 

W pracy doktora Nicholasa Kardarasa poznajemy rewelacyjny opis życia młodego pokolenia i jego następstwa. Warto jednak zwrócić uwagę, że do starszych ludzi, którzy tylko siedzą z laptopem na kolanach pasuje on równie idealnie. 


Winę za nasze problemy z uczeniem się, zapamiętywaniem ponoszą monitory. Telewizor, gry komputerowe, laptopy, tablety, telefony komórkowe ... Ich hipnotyczne, jarzące światło wyżera z nas energię niczym pasożyt. A co gorsza, nie jesteśmy tego w pełni świadomi. Podobnie jak i tego, że nieustanne korzystanie z nich to zwyczajny nałóg porównywalny z uzależnieniem od narkotyków, hazardu czy alkoholu.

Przerażające jest dla mnie to, że jadąc na wakacje widzę ludzi, którzy zamiast korzystać z plaż, chodzić po miastach i zwiedzać to siedzą w hotelach i spoglądają w błyszczące smartfony. Ja jadąc za granicę nawet nie szukam dostępu do sieci - podróżuje, żeby od tego wszystkiego odpocząć. 

Kardaras pokazuje przykłady uzależnień od telefonów, omawia eksperymenty z odłączeniem się od współczesnej technologii. Przedstawia przypadki maniaków gier komputerowych, którzy zatracili kontakt z rzeczywistością lub pozabijali rodzinę. Nie pominął hejtu. Zwraca także uwagę na podatność poszczególnych ludzi na ten problem i to, że czasem Internet przyczynia się do rozwoju depresji, osamotnienia i metamorfozy kontaktów z rówieśnikami by nie rzec - jej rozpadu.

Okazuje się, że technologia wcale nie jest taka cudowna jak  nam się wydaje.
  • Autor dowodzi, że absolutnym błędem jest wprowadzanie tabletów czy komputerów do edukacji dzieci. Prawda jest taka, że inaczej czyta nam się teksty wydrukowane na papierze, a inaczej wszelkie z monitorów. 
  •  Nie jest prawdą w pełni to co piszą niektóre portale, że "jako ludzkość debilniejemy i nie potrafimy przeczytać dłuższych artykułów w sieci ograniczając się tylko do nagłówków". Prawdą jest to, że ekrany męczą nasze umysły w specjalny sposób, przez co przeczytanie tego samego online co w wydaniu papierowym jest trzy razy bardziej męczące. Dziwne? A tak to po prostu jest.
  • Nie jest prawdą, że tablety czy urządzenia do klikania są dobre. Rozwijamy inne partie mózgu pisząc dłonią a zupełnie inaczej nasz mózg funkcjonuje kiedy tylko pstrykamy palcem w jeden punkt. Jak niby w ten sposób mają rozwijać się dzieci w szkole?
Mnóstwo intrygujących ciekawostek. Karadaras opisuje jak rannego żołnierza leczono grami co działało jak morfina. Spodobał mi się cytat "wcześnie robi się późno". Nowym pojęciem jest dla mnie Efekt Tetrisa, sytuacja, w której na skutek nadmiernej ilości godzin grania w gry, braku snu, człowiek traci kontakt z rzeczywistością. Ludzie sikają do słoików lub noszą pieluchy, żeby nie odchodzić od gier. Podobne kwestie omówione zostały w książce Piotra Szaroty "Od Facebooka do post-przyjaźni. Współczesne przeobrażenia bliskich relacji". Co się okazuje, dzieci wynalazców chodzą do szkół m.in. waldorfowskich, a ich rodzice celowo nie wprowadzają ich w arkana stworzonej przez siebie technologii gdyż doskonale zdają sobie sprawę z tego, do czego ona prowadzi. Autor wprowadza także terminy "zombiefikacja" oraz "dystopijne społeczeństwo", które moim zdaniem mówią same za siebie w precyzyjnym opisie ludzkości. Dzieci seksualizowane a dorośli zachowujący się jak quasi-nastolatkowie to także ciekawa wzmianka. Cytacik:
Dr Dunckley zaobserwowała, że wszystkie dzieci ulegają wpływowi na pewnym poziomie. Nawet te z tak zwanym "umiarkowanym" obcowaniem z ekranem wykazują oznaki "subtelnego uszkodzenia", takiego jak chroniczna drażliwość, zaburzenia koncentracji, ogólny marazm, apatia czy często stan bycia "podłączonym i zmęczonym" (czyli pobudzonym, ale zmęczonym). (s. 160-161)
Nic dodać, nic ująć.

Teraz pozostaje inny problem. Co zrobić skoro technika weszła nam tak głęboko w krew? Ciężko jest nam nie sprawdzać e-maili, zaglądać co u znajomych na Facebooku czy nie wchodzić na YouToube'a. Myślę, że wszystko jest stworzone dla ludzi, ale, żeby nie kisnąć w sobie, nie zwariować należy ograniczać życie internetowe do minimum. 

Moje nowe wyzwanie - unikać technologii nawykowo czy nałogowo. Chwila rano, chwila wieczorem. Nie więcej niż godzina. Znajomi zapraszają mnie do udziału w życiu forów, stron etc. Niestety czuję, że muszę im odmawiać. Stopniowo będę musiał rakiem się od tego oddalać. Może pewnego dnia, uda się to w ostateczności? Ciort wie.

Książkę polecam wszystkim! Zwłaszcza bystrym inaczej politykom, dyrektorom szkół i innym wielce oświeconym ludziom, którzy publicznie głoszą, że "dzieci powinny od najmłodszych lat poznawać tablety w szkołach". Każdy szanujący się nauczyciel absolutnie nie przyjmie takiej opinii bezkrytycznie.

Klasyczne metody nauczania okazują się być najlepszymi! Powróćmy do nich, starych programów nauczania. Precz z postępem! Viva conservativia!