sobota, 31 maja 2014

Eric Weiner "Poznam sympatycznego Boga. Moje flirty z istotami wyższymi"

Mówią mi: „Zawsze byłem buddystą/wiccaninem/kabalistą, tylko o tym nie wiedziałem”. (s. 224)
Kolejną książką polskojęzyczną, która zawiera w sobie rozdział na temat współczesnego czarownictwa jest praca Erica Weinera pt. „Poznam sympatycznego Boga. Moje flirty z istotami wyższymi”. Samo nazwisko autora mówi za siebie. Gdyby nie ten rozdział, to bym się za tę książkę nawet nie zabrał. I nie byłbym wielce stratny ...

Czytając rozdział jeden za drugim przyznam, że nawet mnie książka wciągnęła. 

Autor, niby dziennikarz, ale pisze to z perspektywy wędrowca prowadzącego obserwację uczestniczącą. Podróżuje po świecie i poznaje różnych przewodników duchowych. Wszystkim opisom dodaje nutki ironii, co najwyraźniej ma zniechęcić lub wykazać, że mądrość autora stoi ponad wszystkim co poznał. Mamy tutaj m.in. buddystów, franciszkanów, sufich, taoistów, kabalistów i „wiccan”.

Całość swoich doświadczeń Weiner opisuje bardzo szczegółowo, a niektóre prywatne akcenty jak kawa, czy „depresja”, na którą rzekomo cierpi w trakcie prowadzenia obserwacji, działają zdecydowanie niekorzystnie na całość. Jest tego stanowczo za dużo, a tak naprawdę nikogo te sprawy nie interesują.

Książka zawiera wiele mądrości, którymi autor próbuje udowodnić swoją erudycję w kwestiach religii. Niestety jego prywatne opinie nie specjalnie mnie przekonują. 

Za to co poniektóre cytaty są warte uwagi. Np. te o depresji:
Depresja to smutek zakorkowany (s. 33)
Wbrew popularnej opinii depresja to nie rodzaj smutku, ale niemożność odczuwania smutku. Depresja blokuje smutek. (s. 45)
O nerwicy:
Teolog Paul Tillich definiuje nerwicę jako „strategię radzenia sobie z niebytem, polegającą na unikaniu bytu”. (s. 35)
O New Age:
Ruch New Age potrafi zepsuć nawet najbardziej zdrowe wielowiekowe tradycje. Religia jest jak regionalna potrawa- nie zawsze  da się ją odtworzyć poza miejscem, z którego pochodzi. Można ją rozwodnić i trochę odtłuszczyć, po czym nagle się okazuje, że mamy przed sobą duchowy odpowiednik zupki chińskiej (s. 34)
O kobietach:
„Eric – powiedział do mnie – nigdy nie umawiaj się z dziewczyną bardziej pokręconą niż ty sam.” (s. 20)
O ludziach:
Powiedział też [Laozi – przypis Khaliperius]: „Ci, którzy wiedzą – nie mówią; ci, którzy mówią – nie wiedzą.” (s. 236)
O samej wierze:
Przypominają mi się słowa pewnej Niemki, wyznawczyni mało znanej religii o nazwie dżinizm: „Kiedy będziesz wystarczająco zdesperowany, znajdziesz swojego Boga.” (s. 48)
Cytaty Williama Jamesa:
Jak powiedział William James, czasem wiara w jakiś fakt pozwala go tworzyć. (s. 226)
Jak powiedział William James: „Wiedza o jakiejś rzeczy nigdy nie może zastąpić samej rzeczy”. (s. 69)
No i oczywiście myślę, że najstosowniej będzie przejść do sedna sprawy.

Podróżując do kolebek różnych religii, m.in. do Safed w przypadku kabały, do Chin w przypadku taoizmu, tak w kwestii wicca Weiner dociera do jednego z amerykańskich stanów. Nie trzeba się długo zastanawiać, jakie będą efekty tej wędrówki. Oj tak! Są iście ame-wiccańskie. Jak to zwykle bywa w przypadku wiccan eklektycznych, Weiner trafił na stado idiotów i opisał ich należycie. Sami są sobie tego winni. Opisane osobowości jak i rytuały tych indywiduów mówią same za siebie.
Podchodzą do rytuałów jak muzyk do jazzu – improwizują, wstawiają solówki i wymyślają różne elementy na bieżąco. (s. 251)
Wicca to idealne wyznanie dla eksperymentatorów oraz ludzi, którzy lubią robić z siebie idiotów. (s. 252)
Przypomina mi się coś, co powiedział Alan Cooperman: „Wicca to wspaniała religia dla pięciolatków” (s. 256)
Nie wiem czy pięciolatek czułby się dobrze widząc, co się w wiccańskim kręgu dzieje … Jako wiccanin „ultraparadoksalny” (tak, jest to parafraza „żyda ultraparadoskalnego” ze strony 317), coś o tym muszę jednak powiedzieć…

A tej książki nie polecam. Zraziła mnie.