sobota, 25 lipca 2020

Christina Berndt "Tajemnica odporności psychicznej. Jak uodpornić się na stres, depresję i wypalenie zawodowe"


Przy tym co doświadczamy każdego dnia czasem warto sięgnąć po tego typu literaturę. Pomaga, ale niejednokrotnie dołuje bardziej. Czasami smutek, a w efekcie "catharsis jaźni" są niezbędne dla poprawy kondycji świadomości. 

Do rzeczy!

Książka Christiny Berndt "Tajemnica odporności psychicznej. Jak uodpornić się na stres, depresję i wypalenie zawodowe" to ogólne opracowanie problemu odporności umysłu na przeciwności losu. Głównym wątkiem jest tzw. "rezyliencja" (ang. resiliency - odporność), słowo stworzone na potrzeby badań nauki o duszy, a oznaczające właśnie psychiczny opór przed niematerialnymi urazami stresogennymi. 

Szczerze napiszę, że wielu nowych rzeczy się nie dowiedziałem. Berndt wałkuje głównie to, co w przeciętnym podręczniku psychoterapii można spotkać. Zamieściła jednak kilka ciekawostek, na które warto zwrócić uwagę. Wyszło na jaw, że pewne choroby wcale nie mają psychosomatycznego podłoża jak się wielu ludziom wydaje; rak spowodowany permanentnym stresem to taki sam mit jak Wielka Lechia. Bzdurne jest także to, że dzieci, które nie są w stałym kontakcie wychowawczym z mamą (lub rodzicami) po trzecim roku życia a wychowywani są przez różne instytucje typu przedszkole i środowisko nie wyrastają na przestępców. Pewne zjawiska jak zwykle są tylko tematem politycznych debat. 
W zasadzkę perfekcjonizmu wpadają osoby, które pracują w kreatywnych zawodach, zwłaszcza w sportach wyczynowych (s. 36).  
"Kto musi dać im poczucie bezpieczeństwa, ucieszyć się z postępów, rozwijać ich zdolności i kochać je bez względu na osiągnięcia i dobre zachowanie: to daje siłę w życiu" (s. 54).  
"Sieć wsparcia i przyjaciół i znajomych może złagodzić skutki traumatycznych przeżyć" - twierdzi psychiatra Dean Kilpatrick - "mimo niekorzystnych warunków biologicznych" (s. 102).  
"Odpowiedzią jest optymizm". Osoby wytrwałe traktują porażkę jako coś przemijającego, zmiennego. W głębi duszy mówią sobie: "To musi się kiedyś skończyć", "to wyjątkowa sytuacja, dam sobie radę". Przyczyn swoich niepowodzeń upatrują w innych, nie w sobie. Są mocno przekonani, że ich sytuacja się poprawi (s. 148). 
Dziwi mnie to, że ludzie często zwracają mi uwagę, że zamiast obwiniać siebie obwiniam ciągle kogoś innego za swoje porażki życiowe. Cóż, pół życia obwiniałem siebie za to, że nie mogę spełnić nie swoich oczekiwań i teraz wiem, że było to niesłuszne. Wreszcie w profesjonalnej książce naukowej znajduję potwierdzenie swoich myśli. Obwiniajmy winnych, a nie siebie, bo nie jesteśmy winni wpływom dookoła, a zwłaszcza tym, które wynosimy z rodzinnego domu. Na większość rzeczy wpływu nie mamy. 

Ogółem praca ciekawa choć powtarza zagadnienia powszechnie znane.

Pół na pół.