poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Garcilaso de La Vega Inka "Królewskie kroniki Inków"


Rozwijając swoje zainteresowania Mezoameryką natrafiłem w księgarni na klasykę gatunku - "Królewskie kroniki Inków" autorstwa Inki Garcilaso de La Vegi. Już na studiach zetknąłem się z tą lekturą, ale jak to w owych czasach bywało - nikomu nie chciało się jej czytać. I dobrze! Zostawmy sobie coś na stare lata. 

Z racji tego, że jest zabytek historyczny, kronika opisująca dzieje Inków spisana na początku XVII stulecia trudno tutaj kusić się o jakąś recenzję. Krytykę zostawmy historykom. Zapewne i oni dużo nie powiedzą. 


Czytając książkę przyglądamy się jak kwitło Imperium Inków; jak wyglądały podboje, życie codzienne, inicjacje w wojsku, małżeństwa z siostrami, ofiary z ludzi wśród podbijanych plemion, budownictwo, wychowanie dzieci, kanibalizm, surowe karanie sodomii ... etc. etc. Prawie wszystko. 

Warto rzucić okiem na kilka cytatów: 
Za to oddawali cześć różnym zwierzętom, jednym ze względu na ich drapieżność, jak na przykład tygrysowi, lwu czy niedźwiedziowi. Z tego powodu uważano je za bogów, i jeżeli przypadkowo spotkali się z nimi, nie uciekali, ale padali przed nimi na ziemię w geście poddania, dając się zabić bez stawiania oporu. (s. 28)
Jeżeli podczas wojny schwytają kogoś podobnego do siebie, jeżeli jeniec okaże się człowiekiem z ludu lub niskiej kondycji, kroją go na kawałki i dają do spożycia przyjaciołom i sługom, sprzedając go jak u rzeźnika. Jeśli schwytany jest szlachcicem, wtedy gromadzą się dostojnicy ze swoimi żonami i dziećmi i, podobnie jak urzędnicy diabła, obnażają go, przywiązują do słupa i kroją go nożami lub sierpami na kawałki, ale nie ćwiartują, lecz podgrzewają jego część ciała, zwłaszcza łydki, uda, pośladki i barki, skrapiają jego krwią mężczyzn i kobiety oraz dzieci, a potem rozszarpują chciwie jego ciało, nie gotując go ani smażąc, połykają je niemalże w całości, bez gryzienia. Wpychają sobie do ust wielkie kawałki tak, że żyjący jeszcze delikwent widzi jak jest żywcem zjadany przez innych i pochowany w brzuchach. [...] Nie robią tego jak się czyni podczas zwykłego święta, ale tak, jak w czasie najświętszej uroczystości, ponieważ bardzo szanują zmarłego i traktują go z dużym respektem. Jeżeli w czasie torturowania nieszczęśnika, ten dawał znak ruchami czy wyrazem twarzy, że cierpi, albo też wydawał jęki lub westchnienia, po zjedzeniu jego ciała, wnętrzności i jelit, ćwiartowali kości i na znak pogardy rozrzucali je po polach albo wrzucali do rzeki.  Gdy zaś podczas zadawania męk, jeniec okazał się silnym, dumnym i upartym, po zjedzeniu jego ciała i wszystkich wnętrzności, osuszyli jego kości i ścięgna na słońcu, układali je na szczytach wzgórz i czcili je jak bogów, składając odpowiednie ofiary. (s. 31)
Doszedłem do wniosku, że w tym państwie istniał socjalizm i komunizm skupiony na kulcie władcy. Ta redystrybucja dóbr na to wskazuje. Jedna solidna kara za większość przewinień. Stara lewica jak ulał. Zawieranie małżeństw wizualnie jak w Kościele Zjednoczeniowym Sun Myung Moona. Podobało mi się karanie urzędników. Niemalże tak jak u nas przed II wojną światową. To oddawanie się kobiet ... Władcy Inków mieli zazwyczaj od stu do dwustu dzieci, a co poniektórzy ponad trzysta ... 


Podobały mi się cytaty Inki Pachuteca, a więc przytoczmy niektóre:
"Nie przebacza się złodziejom pod żadnym pozorem; oni mogą zarobić na siebie uczciwą pracą i mieć pełnię praw, wolą zdobyć to siłą i grabieżą, i dlatego sprawiedliwość każe, aby każdy złodziej był powieszony" (s. 313) 
"Sędziowie przyjmujący łapówki od oskarżonych i kłócących się, są uważani za złodziei i jako tacy zasługują na śmierć". (s. 314)
Dużo ciekawostek historycznych. Niektóre przerażają. Niemniej warto się z nimi zapoznać.

Gorąco polecam!

PS.

Te tęczowe flagi, to flagi miasta Cuzco!